Pro Koeln – gegen muslima …
(prawy.pl)
Kolonia – stolicą neonazizmu?
Mariusz Affek
![]() |
Dużo miejsca w reportażu poświęcono natomiast lewackiej manifestacji ochranianej przez miejscowych policjantów, gromadzącej lewicowe władze miasta (stanowiące emanację lokalnej koalicji Zielonych, socjaldemokratów, części lewicujących chadeków oraz liberałów) i spędzonej na plac przed historyczną katedrą. Pokazano przy tej okazji miłe babcie i rodziny z dziećmi; wszyscy oni występowali przed kamerą z zielonymi naklejkami oznaczającymi sympatię dla islamu i zawierającymi antynazistowskie napisy, a poza tym nie kryli swojego oburzenia wobec tego, że muszą mieszkać w Kolonii razem z…neonazistami i przeżywać „najazdy” ich zwolenników. Przypominało to nieco sytuację z 1946 r w Polsce, kiedy to po sfałszowanym przez komunistów tzw. „referendum ludowym” ówczesne oficjalne media przeprowadzały oszczerczą kampanię przeciwko mieszkańcom Krakowa za to, że ci odważyli się powiedzieć stanowcze „nie” przeciwko zniesieniu Senatu. Wówczas to przecież Kraków zyskał miano „bastionu reakcji” i „symbolu zacofania”, zaś za takie niezrozumienie dla ożywczego „powiewu historii” został ukarany zbudowaniem Nowej Huty, która w swoim założeniu miała „produkować” klasę robotniczą mającą w najbliższym czasie zmienić oblicze tego inteligenckiego, „reakcyjnego” miasta.
Analogie są więc teraz aż nazbyt widoczne w przypadku Kolonii—z tym, że tam rolę takiej „Nowej Huty” ma pełnić największy w Europie meczet, położony zaledwie dwa kilometry od historycznego centrum miasta i masowo „produkujący” gorliwych wyznawców Allaha—mających jeszcze bardziej zmieniać strukturę wyznaniową i narodowościową całej Nadrenii. Dość powiedzieć, że budowla ta ma posiadać wielką, modernistyczną kopułę w kształcie rąk złożonych do modlitwy, a wznoszącą się aż na 34 m wysokości oraz po bokach dwa minarety zwieńczone złotym półksiężycem i mające wysokość 55 m. Meczet będzie w stanie zgromadzić nawet i 3 tys. wiernych, a ponadto w jego okolicy ma „wyrosnąć” islamskie centrum grupujące na powierzchni 2,5 tys. m kw. sklepy, rzeźnie, łaźnie, zakłady fryzjerskie, a nawet gabinety adwokackie. Tak potężny kompleks budynków ma służyć nie tylko 120 tysiącom kolońskich muzułmanów (mieszkającym już obecnie w tym ponad milionowym mieście nad Renem), ale i stanowić „narzędzie” do umacniania się wpływów tureckich w Niemczech. Jest zresztą budowany na terenie ubogiej tureckiej dzielnicy Ehrenfeld, gdzie już od ponad 30 lat mieszkają prawie sami emigranci z Turcji. Olbrzymich finansów na budowę (ok. 20 mln euro) użycza natomiast Turecko-Islamski Związek Religijny („Ditib”), który zrzesza 870 stowarzyszeń islamskich w Niemczech i reprezentuje ok. 70% niemieckich muzułmanów. W rzeczywistości jednak „Ditib” stanowi przybudówkę tureckiego ministerstwa ds. religijnych, a prawie wszystkie jego środki finansowe pochodzą z Ankary.
Wie o tym doskonale arcybiskup Kolonii, kardynał Joachim Meisner, który wielokrotnie już apelował o to, by—na zasadzie wzajemności—można było budować kościoły chrześcijańskie na terenie Turcji i aby organizacja „Ditib” zaczęła wreszcie występować w obronie chrześcijan zamieszkujących nie tylko Turcję, ale i te kraje muzułmańskie, gdzie wiara chrześcijańska jest nadal prześladowana. Niestety, wydźwięk tych wypowiedzi sam kardynał ciągle niweczy twierdząc równocześnie, że muzułmanie powinni mieć nieskrępowane niczym (poza konstytucją) prawo do wyznawania swojej wiary na terenie Niemiec oraz organizując regularne spotkania „integracyjne” z imamami w…miejscowej katedrze. Ostatnio zaś już tylko domaga się od organizacji „Ditib”, aby zbudowała dużo niższe minarety i kopułę na placu kontrowersyjnej budowli. Podobnie zresztą czyni przywódca kolońskiej CDU Walter Reinarz, który co pewien czas „pielgrzymuje” do siedziby „Ditib” i uniżenie prosi miejscowych Turków o obniżenie wysokości meczetu. Takich skrupułów nie ma już jednak burmistrz Kolonii Fritz Schramma z tej samej chadeckiej partii CDU, który od samego początku bezkrytycznie popiera projekt budowy kontrowersyjnego obiektu, a nawet—wraz z lewicową koalicją—na zamkniętym posiedzeniu rady miasta potrafił go przeforsować w roku ubiegłym i to nie pytając się w ogóle o zdanie mieszkańców. Przykładów takiego zakłamania ze strony osób uważających się za katolików można podać zresztą więcej: oto bowiem sami architekci meczetu są równocześnie znanymi projektantami…kościołów katolickich i takie projektowanie nie robi im żadnej różnicy, zaś proboszcz kolońskiej parafii św. Teodora—ksiądz Frank Meurer—już w 2007 r zorganizował zbiórkę pieniędzy wśród swoich parafian na niedzielnej Mszy św. na…budowę meczetu! Do składania datków namawiał zaś w Bożej Świątyni takimi oto słowami: “Imamowie z „Ditibu” to bardzo wykształceni, rozsądni, mili i współczujący ludzie, którzy fantastycznie pracują z młodzieżą. Wiele się od nich uczymy i na odwrót. Moje dzieci, moi przyjaciele! Tak należy wspierać rozsądnych ludzi!”.
Tymczasem zdanie mieszkańców Kolonii już rok temu było zupełnie inne na temat obcej w pejzażu Europy budowli sakralnej dla tych „rozsądnych ludzi”. I tak w sondażu Instytutu Badania Opinii Publicznej “Omniquest” 31,4% mieszkańców kategorycznie nie zgadzało się na budowę meczetu, a 27% nie chciało zaakceptować budowy w planowanych rozmiarach. Za bezwarunkową budową opowiedziało się natomiast tylko 35,6% ankietowanych. Charakterystyczne przy tym, że w badaniu wzięli też udział i tacy mieszkańcy pochodzenia tureckiego, którzy uważali, że nowe meczety należy budować tylko w samej Turcji, a nie na obczyźnie.
Nic więc dziwnego, że na takiej to społecznej bazie mógł powstać masowy ruch „Pro Koeln” („Dla Kolonii”), który grupuje przeciwników budowy meczetu—nie zaś neonazistów, jak to głoszą niektóre media. To błędne przekonanie wywodzi się zaś stąd, że sam federalny Urząd Obrony Konstytucji zakwalifikował ten ruch w swoim raporcie jako „ekstremistyczny związek neonazistowski” oraz rozpoczął prześladowanie jego działaczy zamiast inwigilować organizacje muzułmańskie w poszukiwaniu terrorystów i nielegalnych imigrantów. Na taką opinię wpłynął też niewątpliwie fakt, iż polityczny „establishment” w Niemczech jest od lat wyczulony na wszelkie przejawy nietolerancji wobec innych narodowości, bo ciągle ma poczucie jakiejś nieodkupionej winy za zbrodnie III Rzeszy. Nie dostrzega też (albo tak tylko udaje, że nie widzi) problemów związanych z wewnętrznym zamykaniem się środowisk muzułmańskich i z ich uodpornianiem się na wszelkie próby integracji. Trafnie to ujął włoski eurodeputowany z Ligi Północnej Mario Borghezio na niedawnym wiecu zorganizowanym właśnie w Kolonii przez ruch „Pro Koeln”. Wypowiedział on tam bowiem takie oto słowa do tych zgromadzonych kolończyków, którzy nie ulękli się policyjnych gróźb ani pałek: „Tysiące radykalnych imamów nie potrzebują meczetów do modlitwy, ale indoktrynacji młodych ludzi, by ginęli w zamachach przeciw kulturze Zachodu. Brońmy Europy!” Pokazywał przy tym książkę Oriany Fallaci „Wściekłość i duma”, w której słynna dziennikarka udowadnia, że nie istnieje żaden umiarkowany islam, a elity polityczne Europy tolerują ekspansję islamu w imię fałszywie pojętych wartości.
Mariusz Affek
