Sierpien 80 i mity III RP
(iskry.pl)
Od tamtych pięknych lat, kiedy wydawało się, że “wszyscy Polacy to jedna rodzina”, upłynęło sporo czasu i obecnie znacznie lepiej widać, kto się buntował, a kto wykonywał polecenia. Zresztą było też i tak, że ktoś się najpierw autentycznie buntował, a dopiero później wykonywał polecenia… Życie zna różne przypadki.
Tak czy owak nie dziwię się ludziom wyprowadzonym w pole przez ówczesnych narodowych tuzów, że buczą i gwiżdżą na widok zdrajców – tych wszystkich, którzy po ich plecach wdrapali się do różnych “pałaców”, a następnie okradli jako głupie “bydło”.
Człowiek, póki żyje, może się zeszmacić, i póki żyje, może też z zeszmacenia się wydobyć. Umysł mi więdnie, gdy słucham “profesora” Władysława Bartoszewskiego, który zarzuca oszukanym i okradzionym “zdziczenie”.
Bohaterem się jest i bohaterem przestaje się być; taki generał Petain skazany na rozstrzelanie po II wojnie światowej, jako zdrajca i sprzedawczyk, był po pierwszej wojnie francuskim bohaterem narodowym – “zbawcą spod Verdun”.
Polska elita nadal ma do własnego społeczeństwa stosunek podobny do relacji dworu z chłopem pańszczyźnianym. Ów “chłop” robi się coraz bardziej obyty, myślący i hardy, zwłaszcza gdy widzi, jak bezpardonowo walnięto go w rogi. To z kolei wywołuje frustrację na salonach i nerwowe urągania.
Trudno świętować porozumienia sierpniowe bez zdania sobie sprawy, co później Polsce uczynili ludzie, którzy te “umowy” po stronie “solidarnościowej” podpisywali.
Śmieszy mnie też rozprawianie, jak to wiele zawdzięczamy naszym ówczesnym “działaczom”, którzy z “narażeniem życia” kierowali robotniczym zrywem. Śmieszy, bo akurat najwięcej do stracenia miały całe rzesze nas, szaraczków, a nie posiadacze nazwisk wymienianych co 10 minut na falach Radia Wolna Europa.
Michnika, Kuronia, Geremka, o Wałęsie nie wspominając, władza ludowa traktowała z ojcowską troską nawet w kryminale, aby czasem rączki nie złamali; nery obijano zwykłym “robolom”, ludziom, po których pies z kulawą nogą nie zaszczekał. Tych rozgniatano dla przykładu reszty gawiedzi, aby nie pomyślała sobie czasem, że każdemu wolno być wolnym, ot tak, bez żadnej licencji czy przydziału.
Trudno się dziwić, że dzisiaj klaszcze się na wiecach Gwiazdom, którzy pozostali wierni sierpniowym ideałom i nie skorzystali z możliwości dorobienia się na pragnieniu normalnego życia milionów rodaków.
To nie społeczeństwo zdziczało, lecz jego kompradorska elita, zaprzedając się w pacht zagranicznego interesu. Pozostawiono nas na lodzie, opuszczono w potrzebie. Okradziono z dorobku kilku pokoleń. Trudno o bardziej gorzki posmak rocznicy tamtych wydarzeń wpisujących się w całą serię wypadków “transformacji ustrojowej”.
Mamy prawo oceniać rzeczywistość z dzisiejszej perspektywy. To nie młodzież wygwizduje Borusewicza, lecz jego niegdysiejsi koledzy, to nie “kibole” wygwizdali Bartoszewskiego na Powązkach, lecz jego niegdysiejsi towarzysze. Dlaczego? No, na pewno nie z powodu irracjonalnego zdziczenia. O coś ważnego w tym wszystkim chodzi; o to, że ta elita miała na początku lat 90. niemal nieograniczone zaufanie społeczne. Wykorzystała je do rozszabrowania kraju i ocalenia karku komunistów.
Z jakże nabożną czcią czytano pierwsze numery “Gazety Wyborczej”…
To właśnie dlatego jest dzisiaj gorzko, że Lecha Wałęsę w uwielbieniu nosiliśmy na rękach; dlatego jest strasznie, że tak bardzo uwierzyliśmy. Stąd dzisiejsze gwizdy i cynizm. Ile razy można się dawać oszukiwać? Ile razy można być głupim?
Polska zasługuje na to, by być nowoczesnym państwem, z normalną elitą broniącą interesu gospodarczego własnego społeczeństwa, jasno definiującą potrzeby bezpieczeństwa zewnętrznego. Trzeba w końcu zerwać z pokomunistycznym rozróżnieniem na “my” i “oni”, trzeba wreszcie pozbawić dotychczasowe elity przeświadczenia o nienaruszalnym charakterze ich pozycji. Jeśli ktoś zasługuje na wygwizdanie, trzeba go wygwizdać, jeśli ktoś jest idiotą, trzeba mu to otwarcie mówić, niezależnie od tego czy 30 lat temu rzucił się na kulomioty wroga, czy nie. Gdy chodzi o interes narodu – czyli interes naszych rodzin i dzieci – nie możemy sobie pozwolić na grzeczność i konwenanse.
Państwo i jego elita polityczna muszą służyć narodowi. Są mity pożyteczne i szkodliwe. “Mit założycielski” III RP sprawił, że daliśmy się okraść i ubezwłasnowolnić. Nie wszyscy aktorzy tamtych wypadków nadają się na bohaterów do podręczników szkolnych.
Do budowania silnego państwa nie potrzeba nam autorytetów, lecz kręgosłupa wartości, dumy z przeszłych sukcesów i nauki z klęsk. Skończmy ze zwyczajem stawiania narodowych ołtarzyków żyjącym. Uczmy się, ile można, z błędów innych i wychowujmy dzieci na mądrych Polaków – mądrych, to znaczy takich, którzy nie dadzą się łatwo wodzić za nos i krzyczą “sprawdzam”, gdy ktoś zbyt pięknie gada.
- A jeżeli jacyś politycy manipulują pojęciem patriotyzmu do celów partyjno-politycznych, to młodzi ludzie natychmiast to widzą i na złość pokazują politykom język – mówił kiedyś… W. Bartoszewski.
Co niniejszym czynię.
Andrzej Kumor Mississauga
Tygodnik “Goniec” Toronto