GEGEN JAYS… gegen the ‘New World Order’

gegen Global Masonic Jay’o Socio-Liberal Kibbutz !

Operacja “Aneks”

Skomentuj »

(iskry.pl)

Ledwie tylko premier Donald Tusk w towarzystwie osób towarzyszących odleciał z Polski w tak zwaną “podróż życia” do Ameryki Południowej, gdzie, jak wiadomo, Indianie znają takie narkotyki, że stara, poczciwa “marycha” przy nich wysiada i człowiek widzi cuda gospodarcze nawet w biały dzień, w kraju tubylczym razwiedka przystąpiła do operacji “Aneks”.

O tym “Aneksie” krążą rozmaite fałszywe pogłoski, na przykład – że spółka “Agora” może go sobie kupić, że niczego interesującego tam nie ma, albo znowu, że są tam same kłamstwa, które z brudnego palca, którym zwyczajowo dźga się w chore z nienawiści oczy, wyssał sobie Antoni Macierewicz – i tak dalej i tak dalej – ale nikt niczego nie wie na pewno, bo chyba nikt go nie widział. Stąd też fałszywe pogłoski obejmują nawet byłych ministrów obrony narodowej, panów Onyszkiewicza, Komorowskiego i Szmajdzińskiego, że rozbudowę imperium WSI tolerowali, kto wie, czy wyłącznie bezinteresownie. Przy takich poważnych zastawkach, niechby nawet fałszywych, wszystkich, a zwłaszcza potencjalnie zainteresowanych korci, żeby zobaczyć, co tak naprawdę w tym “Aneksie” jest, bo kto to widział, żeby tylko prezydent Kaczyński miał z tych fałszywych informacji robić jakiś użytek.

W związku z tym razwiedka przygotowała piekielnie skomplikowaną kombinację operacyjną, której celem było doprowadzenie do wyaresztowania jeśli nie całej, to przynajmniej połowy Komisji Weryfikacyjnej – tej powołanej przez prezydenta, i skonfiskowania przy okazji chociaż jednego egzemplarza tajemniczego “Aneksu”. W tym celu pułkownik Lichocki, dawny razwiedczyk, co to jeszcze znał samego Andropowa, zaczął rozpowiadać po Warszawie, czego to on nie może załatwić. Konkretnie – że może załatwić kupno sławnego “Aneksu” za 250 tys. złotych, ale to jeszcze nic, bo dzięki wpływom, jakie ma w Komisji Weryfikacyjnej, może wykreślić z tego “Aneksu” każde trefne nazwisko. Tak sobie chodził i chodził, czemu – powiedzmy sobie szczerze – nikt specjalnie się w Warszawie nie dziwił, jako że zdrada stanu to u nas rzecz zwyczajna. Wprawdzie przysłowie mówi, że co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie, ale pułkownik, w dodatku z razwiedki, zwłaszcza taki, co to samego jeszcze znał Stalina, to przecież coś więcej niż jakiś tam wojewoda, więc nic dziwnego, że nikt się nie dziwił. I dopiero dziennik “Dziennik” zaczął, jak to się mówi, “bić na alarm”, co zdaje się, było uzgodnionym sygnałem do akcji, niczym podpalenie browaru na Solcu w Noc Listopadową. Natychmiast wszyscy przypomnieli sobie, że Polska jest “demokratycznym państwem prawa, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”, i niezawisła prokuratura nakazała zatrzymać gadatliwego pułkownika, zarządzając przy okazji tak zwane “przeszukania” w mieszkaniach Piotra Bączka i dra Leszka Pietrzaka. Czego agenci ABW na polecenie prokuratury tam szukali – zgadnąć trudno, bo chociaż przedstawiciel organów na konferencji prasowej z tajemniczą miną mówił o wielkiej ilości “dokumentów”, które zostały pochowane do “tajnych kopert”, to konfiskujący te “dokumenty” sporządzili na użytek rewidowanych ich rejestr, a z rejestru – jak wyjaśnił na konferencji Antoni Macierewicz – wynikało, że żaden z nich nie był opatrzony klauzulą tajności. Wygląda zatem na to, iż “przeszukania” u Piotra Bączka i Leszka Pietrzaka zlecono na chybił-trafił w nadziei, że któryś może zachomikował sobie odbitkę “Aneksu” i w ten sposób będzie można sformułować “wątek” korupcyjny, do którego już pułkownik Lichocki dorobi, co tam będzie trzeba.

Pech chciał, że o akcji ABW skądś dowiedziała się państwowa telewizja i wysłała na miejsce ekipę z kamerą. Tajniaków  obecność kamery tym razem strasznie skonfundowała, oczywiście w obawie, by nie został przypadkowo sfilmowany jakiś tajny, specjalnego znaczenia dokument, toteż kazali ekipie natychmiast się wynosić, a kiedy ta nie posłuchała, zastosowali wobec dziennikarzy “przymus bezpośredni”, to znaczy – zabrali im kamerę, a nawet przeprowadzili rewizję osobistą dziennikarzy, obmacując ich “w miejscach intymnych”, pewnie w poszukiwaniu tajnej broni.

Ciekawe, czy ABW hołduje homofobii, czy też poszła na pełny luz i tolerancję – bo to by wiele wyjaśniało. Naturalnie trochę to całą piekielnie skomplikowaną kombinację operacyjną “Aneks” komplikuje, ale nie na tyle, by pułkownik Lichocki i zatrzymany wraz z nim pan redaktor Sulmiński nie mieli grać swej roli do szczęśliwego końca, tym bardziej że niezawisły sąd wcale nie obawiał się z ich strony “matactwa” w sprawie o “płatną protekcję”, puścił ich za kaucją – bo też wygląda na to, że cały “materiał dowodowy”, jaki niezawisła prokuratura w tej sprawie zgromadziła, to donos jakiegoś funkcjonariusza WSI, że za drobną opłatą obiecywano mu puścić płazem: (”Bo mówiła żony ciotka: tych co płacą – nic nie spotka!”). Najwyraźniej niezawisły sąd uznał, że jak na piekielnie skomplikowaną kombinację operacyjną, to trochę za mało, że razwiedczykowie  się polenili, i wziął na przeczekanie. Wygląda na to, że na przeczekanie wziął też policmajster pana premiera Tuska, pan minister Ćwiąkalski. Jeszcze też chyba nie wie, czy ma sądzić Bączka i Pietrzaka, a potem innych weryficatores, czy też – nie sądzić. Być może w najbliższych dniach decyzję w tej sprawie podejmie najwyższy sanhedryn razwiedki i premier Tusk powróci z nirwany w ramach “podróży życia”, kiedy Moc się przesili.

Stanisław Michalkiewicz
źródło: Tygodnik “Goniec” Toronto

Written by kilogram13

maj 19, 2008 @ 8:30 pm

Napisz odpowiedź