Templariusze
(prawy.pl)
Templariusze
Papież nigdy nie potępił
![]() |
Autorka nie ukrywa, że pomimo wielkiego zainteresowania tematem, wciąż nie wiemy wszystkiego, nie znamy wszystkich tajemnic Zakonu, ale wiemy już na pewno, że proces, jakiemu zostali poddani templariusze po ich aresztowaniu przez króla Francji Filipa Pięknego – był sfingowany. Autorka odkrywa jego kulisy, posiłkując się dokumentami papieskimi. Papież Klemens V prowadził bowiem swoje własne śledztwo, które było uczciwe i wolne od metod stosowanych przez króla Francji (tortury, fałszowanie dokumentów, „kruczki” prawne, naciski). Papież początkowo był skłonny wierzyć, że w Zakonie nie dzieje się dobrze, dlatego dawał posłuch propagandzie króla, która od miesięcy starała się zdyskredytować zakonników jako heretyków i bluźnierców. Francuski monarcha sprytnie wykorzystał inkwizycję jako narzędzie zniszczenia templariuszy i właściwie nigdy nie wypuścił śledztwa ze swoich rąk. Kiedy Klemens V zorientował się, że wcale nie chodzi o prawdę i o obronę wiary – podjął starania, by proces zakonników był wewnętrzną sprawą kurii rzymskiej. Wszak Zakon podlegał od samego początku papieżowi. Jednak nie było to takie proste – Filip Piękny umiejętnymi działaniami i szantażem opanował sytuację. Papieskiemu sądowi udało się jednak przeprowadzić procedurę, która wykazała jedynie uchybienia w funkcjonowaniu Zakonu (chodzi o praktyki stosowane przy inicjacji nowo przyjmowanych – żądanie zaparcia się Chrystusa, plucie na krzyż, podejrzany kult figury głowy brodatego mężczyzny itp.). Nie stwierdzono jednak, by doszło do odrzucenia wiary czy herezji. Praktyki te miały początkowo być próbą dla nowicjuszy, badano przy ich pomocy ich reakcje na sytuacje ekstremalne, jednak z czasem stały się czymś niezrozumiałym i podejrzanym. To właśnie wykorzystali królewscy agenci zbierający materiał mający na celu zdyskredytowanie Zakonu.
Kluczowy dla sprawy jest dokument papieski sporządzony po przesłuchaniu wielkiego mistrza Jakuba de Molay na zamku w Chinon w sierpniu 1308 roku przez trzech pełnomocników Klemensa V. Podczas przesłuchania de Molay zaprzeczył, by Zakon popadł w herezję, ale wyraził skruchę za złe praktyki i prosił o przebaczenie. Oskarżeni zostali rozgrzeszeni i pojednani ze wspólnotą sakramentalną. Dokument na ten temat odnaleziono dopiero niedawno – był w XVII wieku błędnie sklasyfikowany w archiwum watykańskim i dlatego trudno było do niego dotrzeć. Jak wiadomo, nie uratowało to Zakonu ani większości templariuszy, bo król nie wypuścił zdobyczy. De Molay, już na stosie, żałował że wyraził skruchę, bo to oznaczało, że jednak Zakon popełnił grzechy. Jednak na zamku w Chion wydawało mu się, że jest już w gestii władzy papieża, dlatego przyjął propozycje jego wysłanników. W planie papieskim po tym akcie pokuty Zakon miał, po reformie wewnętrznej, działać dalej (być może po połączeniu ze szpitalnikami). Kiedy okazało się, że tak nie będzie, de Molay na stosie zaprzeczył jakiejkolwiek winie. Zginął jak prawdziwy chrześcijanin. Klemens V był za słaby, by przeciwstawić się władzy króla, był szantażowany, wybrał zachowanie jedności Kościoła i poświęcenie Zakonu. Do końca życia miał wyrzuty sumienia.
Zakon powstał w okresie wielkiego napięcia religijnego, jaki miał miejsce na początku ruchu krucjatowego. Regułę Zakonu tworzył m.in. Bernard z Clairvaux. Wpisywało się to w proces odnowy Kościoła, w jego powrót do ascezy i dyscypliny. Reguła była bardzo surowa, templariusz musiał oddać samego siebie wspólnocie, wyrzec się dóbr materialnych i uciech. Pomimo pewnych niedociągnięć, system funkcjonował bez zarzutu – Zakon był sprawną machiną wojenną, dzięki której chrześcijanie odnosili takie zwycięstwa. Muzułmanie nienawidzili ich, bo to był przeciwnik najgroźniejszy, nawet Saladyn, który uchodził za miłosiernego, kazał ich wyciąć po wzięciu do niewoli po bitwie pod Hattin. Autorka nie uważa, by pod wpływem Wschodu Zakon stał się podejrzany pod względem ortodoksji. Pewne niezrozumiałe dla współczesnych obrzędy, jakie funkcjonowały wśród templariuszy, były wynikiem oddziaływanie nie tyle islamu, lecz tradycji wczesnochrześcijańskiej. Chodzi tu np. o kult Męki Pańskiej, związany z obchodami pamiątki ostatniej Wieczerzy. Po dziś dzień jest to przedmiotem badań, także Papieskiego Instytutu Wschodniego. Sądzi się, że ten obrządek miał swoje źródło w tradycji religijnej Jerozolimy. Od niego też wzięła się legenda o świętym Graalu, podsycana przez promasońskie ośrodki.
Od 1312 roku funkcjonowanie Zakonu jest decyzją papieską zawieszone. Decyzja ta nigdy nie została zmieniona, dlatego nie mają żadnych praw do tradycji templariuszy różne inicjatywy mające na celu kontynuowanie jego działalności (w większości są one antychrześcijańskie). Templariuszy upodobała sobie masoneria, bo historia Zakonu, a raczej jego końca – była dla niej bardzo ponętna. Przez lata wykorzystywano symbole templariuszy i ich nazwę do działań jawnie antykościelnych i antychrześcijańskich. Bezprawnie i z pogwałceniem prawdy. Zakon, jak wynika z badań, nigdy nie zdradził Kościoła, a jego członkowie byli wzorem cnót chrześcijańskich. Padł ofiarą sytuacji i własnego bogactwa. Władza kościelna nigdy Zakonu nie potępiła ani go nie rozwiązała.
za myslpolska.pl


Napisz odpowiedź