header image
 

Inna sprawiedliwosc…

(iskry.pl)

Polska przegrywa bitwę o pamięć. Polacy, zachłysnąwszy się Unią Europejską, pozwalają robić z siebie idiotów. Nie rozumieją, że niemal skradziono im niepodległość. Co skutkuje i tym, że niegdysiejsi kaci Polaków nie muszą obawiać się polskiego prawa, ponieważ prawo to interpretują dziś przyjaciele katów.

Mocne słowa, owszem. Tę niebłahą, wręcz dramatyczną ocenę pozwoliłem sobie sformułować w tym miejscu przed tygodniem. Czy jest to wyrokowanie uprawnione? Otóż tak, jak najbardziej. Jeden przykład wystarczy, choć sprawa stalinowskiego prokuratora Kazimierza Graffa to tylko wierzchołek góry lodowej. Życiorysy każdego z tych oprychów są podobne: najpierw aktywny udział w aparacie represji reżimu komunistycznego, a następnie wysoka emerytura i święty spokój, czyli egzystencja pod osłoną gazetowej, wybiórczej retoryki “chrześcijańskiego miłosierdzia i przebaczenia”. U wielu z nich przygotowanie prawnicze ograniczało się do kilkumiesięcznego przeszkolenia. Orzekali całkowicie dowolnie, a kiedy fakty przeczyły linii oskarżenia, orzekali niezależnie od faktów. Dziś polskie sądy “w imieniu prawa” zwalniają ich z odpowiedzialności.

Kazimierz Graff ma 91 lat. Mieszka w Warszawie. Akt oskarżenia przygotowany przeciwko niemu przez pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej trafił do sądu w połowie października ubiegłego roku. Oskarżono go o to, że w grudniu 1947 roku pozwolił na aresztowanie (między innymi) Stanisława Figurskiego, działacza niepodległościowego związanego z Ruchem Oporu Armii Krajowej oraz Narodowym Zjednoczeniem Wojskowym. Cały miesiąc Figurskiego przetrzymywano bez postanowienia o tymczasowym aresztowaniu, póki, zmuszony siłą, nie przyznał się do winy. Jednocześnie IPN-owi nie udało się zdobyć niepodważalnych dowodów (większość dokumentów zniszczono) na to, że w kwietniu 1946 r. Kazimierz Graff osobiście brał udział w egzekucji dwunastu żołnierzy państwa podziemnego, skazanych na karę śmierci po trzech dniach od zatrzymania.

I cóż stało się z tym oskarżeniem, zapytacie Państwo. Ano, 22 stycznia tego roku Warszawski Wojskowy Sąd Okręgowy umorzył postępowanie z uwagi na “brak znamion czynu zabronionego”. Następnie (w połowie kwietnia) Sąd Najwyższy odrzucił zażalenie IPN, uznając, że godząc się na aresztowanie “wroga władzy ludowej”, Graff nie złamał prawa, ponieważ działał zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami. Niestety, na temat elementarnej sprawiedliwości Sąd Najwyższy nie zabrał głosu. Czy dlatego, że moralność jest dla frajerów, a wyrastające z PRL-owskiej tradycji środowisko w pierwszej kolejności zawsze troszczyć się będzie o interpretację prawa zgodnie z własnym, korporacyjnym interesem? A może dlatego, że polskiego wymiaru sprawiedliwości nie oczyszczono z sądowego łajdactwa i łajdaków, nazywających siebie sędziami?

Proszę uważnie przyjrzeć się temu diabolicznemu równaniu: stalinowski prokurator działał zgodnie z prawem, więc nie można go za to karać. Z drugiej strony, w grudniu ubiegłego roku ten sam Sąd Najwyższy orzekł, że sędziów wydających wyroki w czasie stanu wojennego nie można skazać, gdyż PRL to nie było państwo prawa… To się nazywa dialektyka! Kto wie? Gdyby sędziowie polskiego Sądu Najwyższego wyrokowali w Norymberdze, niemieccy zbrodniarze być może doczekaliby uniewinnienia? Z drugiej strony, jak ktoś kąśliwie zauważył, logika zawarta w wyroku SN niechybnie nakazywałaby sędziom zająć się teraz żołnierzami Armii Krajowej, skoro postępowali wbrew prawu obowiązującemu na ziemiach polskich w latach II wojny…

Przykład Kazimierza Graffa dowodzi, że bez Norymbergi dla komunistów nie można zamknąć ery komunizmu. Że ona wciąż trwa, a niesprawiedliwe wyroki ferują dziś mentalne “dzieci” zbrodniarzy.

***


Tam, gdzie kończy się sprawiedliwość, kończy się także państwo. Tymczasem ta prawda zdaje się do Polaków nie docierać. Zapewne dlatego, że świadomość patriotyczną przeorano moim rodakom w stopniu zatrważającym. W imię “nowoczesnej europejskości”, odrzucają oni przeszłość. W efekcie gubią umiejętność analizy zdarzeń. Zaraz potem przychodzi utrata zdolności do samodzielnego myślenia. A to, gdyż komuniści i postkomuniści, wytwarzając zło jak pszczoły miód, wychowali sobie mentalnych następców - chociaż niektórzy z nich bladego pojęcia o tym nie mają.

…Zapytajmy w takim razie, co na to wszystko premier Rzeczypospolitej, Donald Tusk? Cóż, Donald Tusk stoi ponad tym wszystkim. Precyzyjniej: stoi przed lustrem. I przymierzając prezydenckie wdzianko, stroi małpie miny.  Ale o tych grymasach premiera to już może za tydzień.

Krzysztof Ligęza

~ autor kilogram13 w dniu maj 3, 2008.

Napisz odpowiedź