Pobudka Narodu ?
(iskry.pl)
Polacy dają robić z siebie idiotów. Zachłysnąwszy się Unią Europejską, nie rozumieją, że dzień po dniu i rok po roku kradnie się im niepodległość. A wszystko dlatego, że przegrywamy bitwę o pamięć.
Herling prawidłowo antycypował przyszłość. Trafił. Oto inne jego spostrzeżenie godne odnotowania: “Jako żołnierz byłem świadkiem upadku faszyzmu we Włoszech. Granica między upadającym reżimem a wprowadzanym ustrojem demokratycznym była bardzo wyraźna. Ludzie odczuli zmianę.
Było to potrzebne między innymi dlatego, żeby przywrócić poczucie rządów prawa i faktu, że kartka wyborcza, o której mówiliśmy, ma swoją wartość. Tymczasem w Polsce urządzono coś na kształt wyborów w Wielkiej Brytanii, gdzie dla podstaw ustrojowych państwa nie ma znaczenia, czy przegrali laburzyści, a wygrali konserwatyści, czy odwrotnie. Jednak Polska w 1989 roku nie była normalnym krajem, jak wszyscy wiemy”.
W samej rzeczy: Polska normalnym krajem nie była, a dziś przypomina miejsce, w którym pokłady łajna przesłaniają świat do tego stopnia, że wielu z nas zapomina, jak ten świat naprawdę powinien wyglądać. A to, gdyż Polakom wpojono zasadę, że o statusie społecznym i pozycji zawodowej decyduje służalczość, serwilizm i kumoterstwo, owinięte celofanem korupcji. W efekcie zwyrodniałe elity uzależniły od siebie niemal wszystkie instytucje państwowe, obsadzając równie zdegenerowanymi etycznie “swojakami” co tylko można.
Radykalna zmiana psychopatycznej sytuacji jest oczywiście możliwa, ale najpierw Polacy powinni poznać prawdę o sobie i swojej przeszłości. To pierwsze, konieczne i dla uzdrowienia sytuacji niezbędne. Rzecz jednak w tym, że równorzędnie przydałoby się raz na zawsze rozstrzygnąć spór dotyczący odpowiedzi na podstawowe pytanie, mianowicie czy ludzie wyrośli z bagna PRL-u bądź ukształtowani rozwiązaniami wówczas narzuconymi, a wdrażanymi w Trzeciej Rzeczypospolitej, mają moralne prawo sprawować władzę w “demokratycznym państwie prawa”, czy też dla suwerennej Polski ich rządy są rozwiązaniem szkodliwym z samej definicji.
Innymi słowy, czy ludzie uwikłani w PRL-owską przeszłość powinni w wolnej Polsce pełnić funkcje posłów, polityków, ministrów, szefów rządu, ambasadorów, prezesów państwowych firm, członków zarządów czy rad nadzorczych spółek skarbu państwa, wreszcie urzędników państwowych czy samorządowych dowolnego szczebla? Czy nie ucierpi na tym wiarygodność państwa i czy taką Polskę możemy uznawać za kraj wolny i niezależny, zdolny do kompetentnego wywiązywania się ze swoich obowiązków wobec obywateli?
Wedle mojej oceny, są to pytania retoryczne. Ponieważ jednak daliśmy sobie wmówić, że pamięć o przeszłości to rodzaj zbędnego balastu, niezwykle trudno kształtować polską teraźniejszość w duchu polskiej racji stanu i polskiego interesu narodowego. Bez odkłamania przeszłości wydaje się to wręcz niemożliwe.
Trudniej o to tym bardziej, gdy ludzie, którzy zasłużyli na jednoznacznie negatywny osąd, wychowali sobie następców, a ci z kolei nie dbają o przeszłość i prawdę, gdyż jedno i drugie definiują. Po swojemu i zgodnie ze swoim partykularnym interesem.
Opracowany w maju 1992 roku dla premiera Jana Olszewskiego “Raport o bezpieczeństwie” zawiera dwa znamienne zdania: “Skuteczna próba odejścia od komunizmu w pierwszej kolejności musi oznaczać ujawnienie i przecięcie stworzonych przez poprzedni system niejawnych powiązań wewnątrz społeczeństwa, jak i w relacjach Polski ze światem zewnętrznym. Jest to bezwzględnie konieczny warunek utrzymania pełnej niepodległości kraju oraz powodzenia programu przekształceń ustrojowych”.
Słowa aktualne wtedy i dziś, po szesnastu latach. I nawet zasadnicze pytanie brzmi tak samo: kiedy ów zamysł powiedzie się Polakom? Albo inaczej: kiedy przebudzi się Naród?
Kraj poważny to taki, który dba o własne interesy. Tak twierdzi Stanisław Michalkiewicz i nie ma potrzeby z osądem tym polemizować. W istocie jednak oznacza to, że Polska, mało, że nie zalicza się do kategorii państw poważnych, ale że jest krajem nadzwyczaj, powiedziałbym, krotochwilnym. A to, gdyż Polacy swoich interesów nie tylko nie potrafią bronić, ale nie umieją ich nawet między sobą określić, nazwać i uzgodnić.
Warto wiedzieć, z czego to wynika, powtórzę więc: z tego, że przegrywamy bitwę o pamięć. Że Polacy pozwalają robić z siebie idiotów. Że zachłysnąwszy się Unią Europejską, nie rozumieją, że dzień po dniu i rok po roku kradnie się im niepodległość. Co prowadzi między innymi do sytuacji, w jakiej kaci Polaków nie muszą obawiać się polskiego prawa, ponieważ prawo to interpretują przyjaciele katów.
…Ale o tych ludzkich insektach to już może za tydzień.
Krzysztof Ligęza Wrocław
felieton pochodzi z tygodnika “Goniec” ukazującego się w Toronto

Napisz odpowiedź