Narodowy socjalizm w Eurokolchozie …
(iskry.pl)
Jak pokazały wszystkie powojenne lata, zwłaszcza zaś trzy minione dekady, aby rządzić skutecznie, trzeba to czynić z ukrycia, a rządzeni muszą być przekonani, że prawdziwe szczęście polega na zaspokajaniu pobudek i instynktów.
Patrząc z dzisiejszej perspektywy, kiedy Berlin znowu staje się europejskim centrum kulturowym, prężniejszy od Paryża czy Londynu, a Niemcy zajmują w Europie “należne miejsce”.
Hitler miał duże szanse sprzedać projekt narodowego socjalizmu – wszak reformy gospodarcze Rzeszy były przedmiotem wielu zachwytów w Kanadzie, USA i Wielkiej Brytanii – opieka nad pracownikiem, mobilizacja społeczna, Volkswagen i osławione Autobahny niektórych rozpalały do zieloności.
Sam narodowy socjalizm, choć śmierdział socjaldemokratom i bolszewikom, był bliski koncepcji etatystycznych obecnych we wszystkich krajach kontynentu i w każdym z nich mógł jednoczyć drobnych przedsiębiorców i sklepikarzy.
Hitlerowcy nie potrafili tego wszystkiego sprzedać w jednej pigule łatwej do przełknięcia, nie nauczyli się wyższej sztuki propagandy, w której zmanipulowany człowiek przyjmuje daną ideę nie dlatego, że ktoś mu ją siłą narzuca, lecz dlatego, że “w naturalny sposób” wynika ona z jego własnych “przekonań”; przyjmuje ją dlatego, że wszyscy tak myślą i mówią; dlatego, że każdy inny przeciwstawny pogląd czy idea jest “po prostu głupi” i “nieracjonalny”.
Hitlerowcy usiłowali zastraszyć i złamać ludzi, ponieważ nie wiedzieli, że o wiele lepszym niewolnikiem jest człowiek, który ma złudzenie wolności, który trzyma ręce na kierownicy, nie zdając sobie sprawy z tego, że to tylko atrapa do kręcenia.
Gdyby opakować narodowy socjalizm we współczesny “pijar”, założę się o stówę, że dzisiaj wszyscy chodzilibyśmy w brunatnych mundurkach. Hitlerowcom zabrakło rozumu, nawet w tak delikatnych i znaczących dla nich sprawach, jak tzw. kwestia żydowska. Zamiast zabijać i rabować mienie europejskich Żydów, trzeba było – chcąc osiągnąć deklarowane przez “nazi” cele – Żydów opodatkować, a następnie wesprzeć za te pieniądze i sfinansować silny europejski ruch syjonistyczny, popierając i ułatwiając na wszelkie sposoby exodus do brytyjskiej Palestyny. Potem należało działać na rzecz powołania państwa żydowskiego i zawarcia przez to państwo sojuszu wojskowego z Rzeszą.
We współczesnym świecie naga siła osiąga coraz mniej, ludzi nie można zamknąć na całe pokolenia do obozów koncentracyjnych, ponieważ nawet ich strażnikom już w drugim pokoleniu znudzi się to niewdzięczne zajęcie. Prawdziwa władza i długofalowe panowanie muszą posługiwać się dyskretnymi mechanizmami kontroli.
Paradoksalnie, hitlerowcy w swej taktyce byli zacofanymi troglodytami, mamutami, ludźmi, którzy z powodu braku wykształcenia, lub też ideologicznego uniesienia quasi-religijnego nie potrafili dostrzec prawdziwych sznurków władzy, którzy założyli, że kasta panów może sobie pozwolić, aby na każdym kroku drażnić i epatować “masy” swymi “cnotami”.
Jak pokazały wszystkie powojenne lata, zwłaszcza zaś trzy minione dekady, aby rządzić skutecznie, trzeba to czynić z ukrycia, a rządzeni muszą być przekonani, że prawdziwe szczęście polega na zaspokajaniu pobudek i instynktów.
Dorobiliśmy się dzisiaj “szczęścia w zniewoleniu”; świata, w którym prawdziwi pasterze nie uczestniczą w widowiskach światło i dźwięk – tam grają tylko ich marionetki.
Współczesna pozycja Niemców pokazuje, że potrafili oni wyciągnąć wnioski po sromotnej katastrofie, w jaką Hitler wciągnął naród i państwo, dzisiaj niemieckie cele, które miały być osiągnięte przez militarne krucjaty, są skutecznie realizowane przez zręczne manipulowanie wpływami i pieniądzem.
Hitler i jego koleżkowie okazali się głupimi Niemcami. Szczęśliwie dla Niemców ich głupota nie jest dziedziczna.
Wielkie święto w Krakowie, oto w Wyższej Szkole Europejskiej ruszyła w minioną niedzielę podyplomowa Szkoła Liderów Politycznych, gdzie za 6,5 tys. zł można “nauczyć się, jak być politykiem”. W szkole wykładają takie tuzy, jak: Marcinkiewicz, Bielan, Gowin, Rokita.
Czego będą uczyć? Odpowiedź jest bardzo ciekawa, jeśli posłucha się, co o polityce sądzi były nauczyciel fizyki Kazimierz Marcinkiewicz: “polityk to ogrodnik, który dba o to, by rośliny w jego ogrodzie mogły się rozwijać”, polityka zaś polega na regulowaniu procesów gospodarki i procesów społecznych.
Zapomnij, drogi rodaku, o tym, że polityka czy demokracja ma coś wspólnego z przedstawicielstwem, reprezentacją, z tym, żeby po prostu mówić do sąsiada, który ma trochę oleju w głowie, słuchać Franek jedź i walcz tam w stolicy o nasze.
Gdzie tam!
Krakowska szkoła polityków ma wyhodować społecznych “administratorów”, którzy w imieniu eurokołchozu będą wiedzieli jak uprawiać polską działkę i czym podlewać polskie roślinki.
To aż szokujące, że taki człowiek jak Marcinkiewicz mówi o tym wprost i bez ogródek. A zatem wybijcie sobie, drodzy Polacy, demokratyczne mrzonki z głowy, my tu o was zadbamy, żebyście mogli się rozwijać, no bo przecież wiemy, czego wam trzeba i jak będzie lepiej.
“Chcemy przyłożyć rękę do powstania nowej klasy, nowego pokolenia polityków w Polsce. Takiego pokolenia, które będzie umiało uprawiać politykę w sposób profesjonalny i skuteczny”, wtórował Marcinkiewiczowi Jarosław Gowin.
Modlę się szczerze, aby ten projekt się nie powiódł i aby Polacy nie dali sobie odebrać przestrzeni społecznej takim właśnie macherom.
Andrzej Kumor
Mississauga
źródło: Tygodnik “Goniec” Toronto