Miller is back !
(prawy.pl)
Kilka twarzy tow. Leszka Millera
“czerwony monarcha”
Tymczasem przyszło pierwsze rozczarowanie: oto kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że dopiero teraz udało się zarejestrować partię o nazwie „Polska Lewica” (PL) w sądzie i że „czerwona monarchia” ma być jednak zastąpiona przez „republikę” i to rozumianą nie jako rządy prezydenckie tow. Millera, lecz jako „jasny rozdział Kościoła od państwa i zapewnienie wolności światopoglądowych”. Przypomina to więc nam raczej ustrój laickiej V Republiki Francuskiej, choć nawet i tam komuniści nie mają już wiele do powiedzenia — chyba, że za ich kontynuację uznamy socjalistów i członków lóż zwalczających Kościół. Także i tow. Miller pragnie przefarbować się na socjalistę, gdy gotów jest uznać wolny rynek tylko pod takim warunkiem, że zapewni on… bezpieczeństwo socjalne w edukacji i w służbie ochrony zdrowia. Dowodzi to — oczywiście — całkowitego niezrozumienia praw kapitalistycznego rynku, ale czego to się nie zrobi dla dawnych towarzyszy z ZNP czy z OPZZ, którzy najchętniej wpompowaliby grubą kasę z pieniędzy wszystkich podatników (czyli z budżetu państwa) w swoje związkowe portfele i w ratowanie zupełnie nierentownych i nieefektywnych szkół, ośrodków zdrowia, kopalń czy różnych przedsiębiorstw. „Sterowanie przez państwo” to jedyna recepta tow. Millera na uzdrowienie polskiej gospodarki — tak, jak i zresztą całej lewicy. Nic oryginalnego.
Aby jednak jakoś odróżnić się od SLD, przywódca PL usiłuje stworzyć wrażenie, że to on sam jest jedynym „prawdziwym” przedstawicielem polskiej lewicy, a tamci działacze to są „fałszywi”, albowiem zawarli sojusz w ramach LiD-u z centrowymi partyjkami w rodzaju Unii Pracy czy Partii Demokratycznej.
Trzeba iść zatem w pojedynkę, bez podejrzanych „przybudówek”, aby mogła powstać „silna lewica” zdolna sięgnąć po władzę. Autor takiego pomysłu zapomina jednak, że taki styl już przerabiał, gdy się kreował — jako premier — na „żelaznego kanclerza”, a nawet — jak kazał się określać niczym gen. Jaruzelski — na „przywódcę partii i rządu”. I źle z tym skończył. Cóż: podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, a po tym, jak kończy. A tow. Miller zwykle kończy na „śmietniku historii”.
Mariusz Affek