GEGEN JAYS… gegen the ‘New World Order’

gegen Global Masonic Jay’o Socio-Liberal Kibbutz !

Balkanski kociol…

Skomentuj »

(Nasz Dziennik)

W latach dziewięćdziesiątych XX w. liberalne elity medialne oraz polityczne przekonywały nas nieustannie, jakim błogosławieństwem są państwa wielonarodowe, jakie bogactwo stanowią społeczeństwa spod znaku “multi kulti”. A wszystko to działo się w kontekście rozpadu wielonarodowego Związku Sowieckiego i wielonarodowej Jugosławii. Żaden z tych procesów nie dokonywał się spokojnie, a w Jugosławii dochodziło nieraz do zbrodni przeciwko ludzkości. Wydaje się, że obecna sytuacja w Kosowie jeszcze bardziej powinna wykazać bankructwo liberalnej koncepcji państwa wielonarodowego.

Można zaryzykować tezę, że Jugosławia miała pewne podstawy do budowania jednego organizmu na bazie federacyjnej. Tym czynnikiem jedności mógł być podobny lub identyczny język poszczególnych narodów oraz idea jedności słowiańskiej. To wszak łączyło te poszczególne ludy przy tworzeniu państwa po I wojnie światowej. Oczywiście, że doświadczenia II wojny światowej oraz czasu komunizmu w dużym stopniu prowokowały podziały, ale również w czasach nam współczesnych ingerencja państw zewnętrznych nie pomogła utrzymać jugosłowiańskiej jedności. Wydaje się, że Unia Europejska, a w szczególności Niemcy, zainteresowane politycznie tym obszarem, wspierała powstawanie małych organizmów państwowych na Bałkanach. Niektórzy twierdzili, że było to wpisanie w kontekst poszerzania Unii Europejskiej, która chciała być Europą regionów, a nie Europą narodów. Rozbite i skonfliktowane ze sobą małe państwa musiałyby uznać nadrzędną, arbitrażową rolę Brukseli, co dla projektu budowy superpaństwa było pomysłem wręcz koniecznym. Ten sam proces, tylko na sposób pokojowy, spotkał Czechosłowację, rozbitą na dwa małe organizmy państwowe. Przypomnę, że w latach dziewięćdziesiątych byli w Polsce politycy, którzy mówili o potrzebie włączania Polski do UE kawałkami (regionami). Regionalizacja kraju poprzez budowę samorządowych wielkich województw mogła doskonale wpisać się w omawiany projekt. Na szczęście Polska jest dziś społeczeństwem raczej jednokulturowym i jednonarodowym, przez co procesy destrukcyjne na tym etapie nie spowodowały wielkich konfliktów regionalnych. Niczym skończyła się np. próba tworzenia fikcyjnego narodu śląskiego.

Gra o Bałkany
Jeśli idzie o politykę bałkańską, to Polska od początku swojego członkostwa w NATO pośrednio uczestniczyła w wojnie z Serbią. Jednak przed kilku laty wydawało się, że to Milo˘sević jest jedynym na Bałkanach zbrodniarzem, który w sposób planowy dokonuje czystek etnicznych w Kosowie. Stąd amerykańska interwencja militarna w Serbii jawiła się jako nieodzowna. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że partyzanci albańscy nie stronili od metod terrorystycznych, a po pokonaniu Serbów wojska ONZ biernie przyglądały się wypędzaniu serbskiej mniejszości z Kosowa, zbrodniom bojówkarzy albańskich, niszczeniu zabytków kultury serbskiej na tym terenie.
Dzisiaj za porozumieniem USA i wiodących krajów Unii Europejskiej powołane zostało do życia państwo kosowskie zdominowane przez Albańczyków. Ogłoszenie takiego państwa stoi w realnej sprzeczności z prawem międzynarodowym i jest bardzo wątpliwe od strony moralnej. Rezolucja ONZ, na mocy której wojska KFOR stacjonują w Kosowie, mówi o integralności terytorialnej państwa serbskiego. Tak więc powołanie do życia państwa Kosowo przez potęgi zachodnie jest po prostu bezprawne. Pamiętajmy, że dwumilionowe państwo o bardzo małym terytorium i bardzo słabej gospodarce nie ma szans na samoistne funkcjonowanie. Albo będzie ono w sposób naturalny ciążyć ku Albanii, albo będzie w sposób sztuczny finansowane przez USA i UE. W ten sposób Kosowo stanie się co najwyżej bazą militarną Amerykanów, a w sensie politycznym dostanie się pod skrzydła Unii. W ten sposób zrealizuje się sięgający I wojny światowej plan stworzenia w Europie Centralnej sieci małych, satelickich państewek na osi Berlin – Bagdad. Jak wspomniałem, państewka te, skonfliktowane ze sobą, będą musiały szukać kurateli w potęgach europejskich. I tak Serbia dostanie się pod bezpośredni wpływ Rosji, pozostałe kraje byłej Jugosławii pod wpływy UE. W ten sposób nastąpi podział stref wpływów na Bałkanach.

Hipokryzja mocarstw
Pozostaje pytanie, jaki w tym interes miały Stany Zjednoczone. Wydaje się, że mogą tu być dwa powody. Pierwszy to ograniczenie wpływów Moskwy na Bałkanach, drugi to polepszenie swojego wizerunku w świecie islamskim. Wszak Albańczycy są muzułmanami, Serbowie zaś chrześcijanami. Poparcie dla Albańczyków to argument, że USA nie prowadzą antyislamskiej polityki w świecie.
Oba powody ingerencji Waszyngtonu w integralność państwa serbskiego wydają się mało sensowne. Po pierwsze podział Serbii wcale nie uderzy we wpływy rosyjskie. Serbia pragnąca do tej pory wejść w struktury UE, w tej chwili zbliży się w sposób jednoznaczny do jedynego orędownika ich interesów na arenie międzynarodowej, tj. do Rosji. Moskwa uzyska na tym terenie niezwykle ważny przyczółek, który pozwoli jej tylko zacieśnić relacje z UE na zasadach siły. Jeśli idzie o kraje islamskie, to nikt nie uwierzy w szczere intencje Waszyngtonu. Wszak Palestyńczycy od wielu dziesiątków lat domagają się swojego państwa, stanowiąc większość na okupowanych terytoriach, a USA nieustannie w tym konflikcie popierają Izrael. Nie podejmują żadnej interwencji, jak to zrobili w Serbii, aby powstrzymać np. burzenie osiedli palestyńskich itp. Wieloletnie dążenia Kurdów do stworzenia swojego państwa nie znajdują również poparcia Waszyngtonu. Co więcej, obecna interwencja Turcji przeciwko Kurdom w północnym Iraku spotyka się z “pełnym zrozumieniem USA”, które określają ten atak mianem “walki z terroryzmem”. Tak więc walka z Kurdami, Irakijczykami, Palestyńczykami jest walką z terrorem. Zaś walka Serbów z Albańczykami jest próbą zduszenia słusznych praw do niepodległości wolnego narodu w Kosowie. Hipokryzja jest zbyt widoczna.
Wydaje się również, że sytuacja ta rykoszetem odbije się na krajach UE. Separatyzm Katalończyków, Basków, Szkotów itp. tylko ulegnie wzmocnieniu. Niedługo może się okazać, że zagrożona może być integralność państwowa Hiszpanii, Belgii, Włoch, Wielkiej Brytanii. Skoro niepodległość należy się Albańczykom z Kosowa, to dlaczego nie innym mniejszościom narodowym istniejącym w Europie.

Pod dyktando USA i UE
Pozostaje pytanie o postawę państwa polskiego w kontekście obserwowanych wydarzeń. Jest argument, który powinien być dla nas ważny: argument podstawowej solidarności z innym narodem chrześcijańskim Europy. Co by nie powiedzieć o serbskich zbrodniach dokonywanych w czasie wojny jugosłowiańskiej, to w przypadku Kosowa widać wyraźnie, jak ważna jest dla Serbów ta prowincja. Jest ona dla nich tym samym, czym dla Polaków Kraków i Częstochowa. Tam są pierwotne zabytki państwowości serbskiej. Tam znajdują się najstarsze zabytki chrześcijaństwa Serbów. Trudno doszukać się oczywistych pozytywnych ocen Albańczyków z Kosowa. Włoska prasa donosi, że prawie wszyscy współcześni rządzący politycy kosowscy, łącznie z premierem Hashimą Thacim, walczyli w Armii Wyzwolenia Kosowa i “są powiązani z włoską mafią”. Jak donosi “La Stampa”, “Kosowo specjalizuje się w handlu bronią, praniu brudnych pieniędzy, handlu narkotykami, nielegalnej imigracji, prostytucji”. Zatem argument sprawiedliwości przemawiał za tym, żeby nie ulegać USA i UE i nie uznawać pod ich dyktando niepodległości Kosowa. Tym bardziej że – biorąc pod uwagę nasze bezpośrednie otoczenie – decyzja ta może oznaczać zagrożenie pokoju w regionie środkowoeuropejskim. Niedługo bowiem może się okazać, że o swoje prawa zaczną się dopominać Węgrzy ze Słowacji i Rumunii, Rosjanie na Krymie i w Zagłębiu Donieckim, a także w dawnych republikach nadbałtyckich. Europa Środkowa zamiast rosnąć w siłę, stanie w ogniu konfliktów. Jeśli celem strategicznym Warszawy jest budowanie siły środkowoeuropejskiej, to skutki ogłoszenia niepodległości Kosowa mogą bardzo ugodzić w Europę Centralną. Oczywiście ostro zareagować może też Rosja. Kto zagwarantuje, że po uznaniu przez Polskę państwa kosowskiego Rosjanie, chcąc zaprezentować swoje zakłamane oburzenie (wcześniej wykazaliśmy, że oderwanie Kosowa może być wręcz na rękę Rosji), nie zastosują kolejnych sankcji wobec Polski? W ten sposób znowu będziemy płacić za błędy polityki amerykańskiej w Eurazji.
Biorąc te wszystkie argumenty pod uwagę, należało uznanie Kosowa przez Warszawę po prostu odłożyć ad acta. Jednak obecny rząd polski postąpił inaczej, pokazując, że nie jest niezależny w swoich decyzjach.
Mieczysław Ryba

Written by kilogram13

luty 27, 2008 @ 9:45 pm

Napisane w 1, Mysl jest Bronia

Tagged with , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz