Traktat i Zdrada
(Nasz Dziennik)
Z posłem do Parlamentu Europejskiego Witoldem Tomczakiem, jednym z inicjatorów akcji na rzecz przeprowadzenia w Polsce referendum na temat traktatu reformującego Unię Europejską, rozmawia Mariusz Bober
Jak przebiega akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum w Polsce w sprawie traktatu reformującego Unię Europejską?
- Zbieranie podpisów rozpoczęliśmy od spotkania w Kaliszu 17 lutego. Zainteresowanie ludzi jest ogromne, chcą współdziałać, dzwonią i mailują po formularze wniosków. Rzucają pomysły – na przykład oczekują, żeby dołączyć formularze do “Naszego Dziennika”. Pracujemy bardzo intensywnie, licząc się z możliwością przyspieszenia terminu ratyfikacji poza plecami Narodu. Ostatnie informacje są niepokojące – rząd i główne siły w Sejmie deklarują poparcie dla ratyfikacji traktatu. Nie ukrywam, że gdybyśmy nie liczyli na rzetelność pana prezydenta, to zbieranie podpisów rozpoczęlibyśmy już półtora miesiąca temu. Wobec braku jakiejkolwiek jego reakcji na liczne petycje (ponad 200 tysięcy wysłanych pocztówek z apelem o referendum!) zdecydowaliśmy się na inicjatywę obywatelską w tej sprawie. Powstał ponad 100-osobowy Komitet na rzecz Referendum w sprawie Ratyfikacji Traktatu z Lizbony, w którego skład weszli eurodeputowani, posłowie, senatorowie i liczne grono profesorskie.
Jak ocenia Pan przebieg dyskusji na temat samego traktatu?
- Toczy się ona z wielkimi oporami, skoro nawet pan premier Tusk i członkowie rządu znają traktat lizboński z omówień ekspertów, a nie z samodzielnej lektury. Najciekawsza część dyskusji ma, niestety, formę pism urzędowych, niepublikowanych dla szerokiej opinii publicznej. Pani poseł Urszula Krupa i ja zwróciliśmy się w tej sprawie jeszcze do pana premiera Jarosława Kaczyńskiego. Już jego następca pan Donald Tusk wyznaczył do odpowiedzi w imieniu rządu pana ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Potraktowaliśmy jego odpowiedź bardzo poważnie, jako zaproszenie do debaty. Odpowiedzieliśmy obszernym, merytorycznym stanowiskiem. Jego fragment cytował na spotkaniu w Kaliszu mecenas Stefan Hambura. Całe stanowisko warte jest publicznej prezentacji. Teraz czekamy na odpowiedź merytoryczną w imieniu rządu. Taka debata jest niezbędna, ponieważ tylko ona wyzwolić może proces poznawania treści i znaczenia traktatu przez Polaków. Odnoszę smutne wrażenie, że na przykład większość publicystów zabiera głos w tej sprawie bez znajomości postanowień traktatowych. Zresztą nie tylko w Polsce. Nasze środowisko organizuje publiczne odczyty i prezentacje na temat skutków wprowadzenia traktatu z Lizbony. Rozprowadzamy materiały informacyjne, wydaliśmy syntetyczne i bardzo przystępne opracowanie pod redakcją Jensa-Petera Bondego, Duńczyka, przewodniczącego frakcji Niepodległość i Demokracja (IND/DEM) w Parlamencie Europejskim.
Jednak debata z rządem jest chyba mało znana opinii publicznej. Czy w takim razie media wystarczająco informują i dyskutują na ten temat?
- Cieszymy się bardzo z zainteresowania sprawą ze strony “Naszego Dziennika”, ale pytamy: co czynią media publiczne?! Już mniejsza o inne, o te prywatne, ale co czynią te publiczne? Przecież ich powołaniem jest umożliwianie powszechnego dialogu obywateli, umożliwianie dostępu do informacji w sprawach najbardziej podstawowych dla bytu Polski. Także umożliwianie publicznej debaty osób prezentujących różne stanowiska – za traktatem i przeciw niemu, podobnie za referendum i przeciw niemu, skoro takie ubolewania godne stanowisko też zostało wyrażone. Tymczasem jak dotąd media publiczne zachowują się tak, jakby też chciały zaprzeczyć swemu powołaniu.
Co powinni wiedzieć Polacy o traktacie reformującym?
- Każdy Polak powinien wiedzieć, że traktat z Lizbony przekształca już istniejącą organizację międzynarodową (czy ponadnarodową), którą jest Wspólnota i Unia Europejska, w kontynentalne superpaństwo, któremu poddane będą państwa członkowskie, a zatem także Polska. Powinien też wiedzieć, że jest to fragment długotrwałego, celowego procesu politycznego, który dokonywany jest od bardzo dawna, stopniowo, drobnymi krokami, i że traktat z Lizbony tego procesu wcale nie kończy. Na końcu tego procesu jest totalitarne imperium, mające w pogardzie prawa człowieka, prawa rodzin i prawa narodów, zarządzane przez międzynarodowe elity, walczące o zniszczenie chrześcijańskiej cywilizacji i ustanowienie ładu społecznego bez Boga, a raczej bezbożnego nieładu.
Niektórzy ludzie, zauroczeni wizjami dobrobytu czy osobistego powodzenia, zdają się nie myśleć o przyszłości. Mylą się jednak, jeżeli sądzą, że oni i ich dzieci unikną gorzkiej ceny tych złudzeń. Oczywiście ten unijny eksperyment nie ma szans na ostateczne powodzenie, bo nic, co jest wbrew Bogu, nie ma szans na powodzenie, ale im dłużej będzie trwał, tym większe nieszczęścia zgotuje narodom Europy. Także Polsce. I będzie to bardzo bolesne.
Dlaczego według Pana traktat należy odrzucić?
- Traktat należy odrzucić, bo godzi w prawa narodów Europy, także w prawa Polski. W te prawa, za które przez kolejne pokolenia oddawali życie najlepsi z naszego Narodu. Polecam raz jeszcze uważną lekturę traktatu. Nie ma tam ani słowa o gwarancjach praw narodów Europy.
Przypominam też, że Konstytucja RP dopuszcza wprawdzie przekazywanie kompetencji organów państwa w niektórych sprawach na rzecz organizacji i organów międzynarodowych, ale nie dopuszcza przekazywania ich na rzecz innych państw. Z chwilą, gdy Unia nabiera cech państwa – czyli staje się podmiotem prawa stanowionego przez ludność zamieszkałą na określonym terytorium i wyposażoną w suwerenną władzę – żadne kompetencje nie mogą być przekazane UE legalnie. Przekazanie ich wbrew Konstytucji jest nielegalne.
Czy referendum to dobry sposób na wyrażenie sprzeciwu wobec traktatu reformującego? Niektórzy wyrażają obawy, że jest bardzo prawdopodobne, iż Polacy w referendum poparliby ten dokument (są nawet opinie, że poparcie to wynosi ok. 80 proc.).
- Liczyliśmy najpierw na sprzeciw wobec przekształcania Unii w superpaństwo ze strony tych, którzy otrzymali od Narodu mandat do reprezentowania dobra Polski. Nie doczekaliśmy się – nawet ze strony tego, którego konstytucyjnym obowiązkiem jest stać na straży suwerenności.
To co mamy zrobić? Nic? Stać jak barany, kiedy nas strzygą? Bronimy Polski takimi środkami, jakie są dla nas dostępne.
Co zaś do stanu opinii Narodu – jeżeli po raz kolejny rządzący nas nie oszukają, to wyrazi się ona prawnie w referendum, a nie w sondażach. Te ostatnie są tylko socjologiczną prognozą. Zresztą, o dziwo, w ostatnim czasie żadna z pracowni badania opinii publicznej nie publikuje wyników sondaży na temat traktatu z Lizbony. Rzeczywiście, Polacy popierają integrację na równych warunkach z pozostałymi państwami UE, ale nie oznacza to, że akceptuję traktat reformujący. Kilka miesięcy temu, w takiej prognozie realizowanej na nasze zlecenie przez Polską Grupę Badawczą, okazało się, że około trzech czwartych Polaków chce referendum w tej sprawie. To oczywiste i bardzo polskie – nic o nas bez nas.
Warto też pamiętać, że ci sami, którzy straszą, że tylko 20 proc. Polaków jest przeciw przekształceniu Unii w superpaństwo, któremu Polska będzie poddana, to ci sami, którzy bardzo dbają, aby prawda o treści traktatu nie dotarła do opinii publicznej.
Niektórzy eksperci uważają, że najpierw polski Trybunał Konstytucyjny powinien orzec, czy traktat jest zgodny z polską Konstytucją, a zachodzą poważne wątpliwości, czy jest. W takim razie żaden organ władzy państwowej nie mógłby zaakceptować tego dokumentu?
- Potwierdzam tę opinię. Problem w tym, kto wystąpi z wnioskiem do Trybunału. Dziś obrońcy suwerenności Polski nie mają swojej reprezentacji w polskim Sejmie. Dwie kadencje temu zostały sformułowane aż trzy wnioski poselskie do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie traktatu ateńskiego, dziś w sprawie traktatu lizbońskiego. Ale obecnie nie ma kto tego zrobić. Prezydent mógłby to uczynić, ale na razie nic nie wskazuje na to, by zechciał. Zresztą prezydent wcale nie musi składać takiego wniosku. Może po prostu odmówić ratyfikacji szkodliwego dla Polski traktatu i w ten sposób wypełnić swój konstytucyjny obowiązek.
Również rzecznik praw obywatelskich w ramach swoich uprawnień może skierować wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności traktatu z Lizbony z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. Dlatego przed dwoma tygodniami zwróciliśmy się z panią poseł Urszulą Krupą do pana Janusza Kochanowskiego, aby to uczynił. Apel swój poparliśmy stosownie uzasadnionymi argumentami.
Traktat reformujący to nie tylko problem Polski. Także w innych krajach prowadzone są kampanie na rzecz przeprowadzenia referendum. Jak Pan ocenia szanse na ich zorganizowanie?
- W Parlamencie Europejskim jest grupa około 100 posłów krytycznie odnoszących się do traktatu i domagających się referendum w swoich państwach. Podpisujemy wspólnie oświadczenia pisemne oraz wyrażamy swoje stanowisko w innych formach, jak np. oficjalne protesty w trakcie sesji plenarnych PE. Nasza frakcja IND/DEM uruchomiła specjalną stronę internetową skierowaną do obywateli wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej z możliwością poparcia idei referendum. Jednym z możliwych adresów tej strony jest www.inddem.org. Po szczycie w Berlinie 25.03.2007 r. reprezentanci wszystkich grup politycznych w PE skierowali list otwarty do premierów państw członkowskich z apelem o uwzględnienie głosów swoich obywateli, pisząc m.in.: “Zwracamy się z prośbą o zapytanie obywateli Europy w sprawie następnego traktatu lub konstytucji. Dlaczego nie zgodzić się na referenda w całej UE?”. Wszystkie te działania są jednak miażdżone przez walec medialno-politycznej poprawności.
Wszystkich zainteresowanych zbieraniem podpisów pod obywatelskim wnioskiem o przeprowadzenie referendum prosimy o kontakt z naszymi biurami: Łódź, tel. (42) 636 44 22; Kępno, tel. (62) 782 38 02.
Dziękuję za rozmowę.
W sprawach związanych z inicjatywą referendalną można pisać na adres mailowy poseł Urszuli Krupy i posła Witolda Tomczaka:
urszula.krupa@europarl.europa.eu
witold.tomczak@europarl.europa.eu
![]()