Troche prawdy o tym co sie dzieje naprawde …
(Nasz Dziennik)
![]()
Ks. prof. Jerzy Bajda
Jest zastanawiające, jak wiele nagromadziło się ostatnio faktów agresji i nienawiści wobec Kościoła i wobec katolików. Już nie będę streszczał tej serii medialnych zamachów na Radio Maryja i na osobę o. Tadeusza Rydzyka; są one wystarczająco znane dzięki uczciwym relacjom “Naszego Dziennika”. Należy tylko podkreślić, że inspiratorem i motorem tych ataków jest rząd pana Donalda Tuska, dlatego wygląda na to, iż obecna kampania przeciw Kościołowi ma charakter polityczny.
Jest to nawrót do sytuacji z czasów bolszewizmu – zarówno tego prymitywnego, jak i tego ogładzonego, którego celem było zniszczenie Kościoła jako tej “najgroźniejszej” instancji, która wciąż uparcie podtrzymywała w Narodzie ducha patriotycznego i wiarę w niepodległość. Walczono z Kościołem, ponieważ Kościół był ostoją Narodu i źródłem jego moralnej siły, która oparła się wielorakim naciskom prześladowców i różnych okupantów. Niestety, dziś tę politykę przejmuje cała Platforma Obywatelska, której błyszczącą wizytówką jest Janusz Palikot.
Polityczna platforma przestępców
Nikt nie powinien mieć złudzeń co do tego, że jego złowroga wypowiedź streszcza zwięźle i dobitnie program polityczny Platformy. W rzeczywistości, jak to wykazali analitycy, Platforma nie odcięła się od “programu” Palikota, lecz tylko wyraziła niezadowolenie, że ten polityk niepotrzebnie coś takiego głośno i jawnie powiedział. Bo zwykle takie rzeczy mówi się szeptem i na ucho, aby ktoś przypadkiem tego nie nagrał. To, co robi Platforma w celu niszczenia o. Tadeusza Rydzyka i jego dzieł, uważam za ohydne przestępstwo wobec Kościoła i Narodu. I gdybyśmy mieli rząd kierujący się poczuciem prawa i sprawiedliwości, premier dawno podałby się do dymisji i wyjechał na jakieś rekolekcje zamknięte, najlepiej u Ojców Redemptorystów, a obywatel Palikot i ci, którzy go popierają, bronią i usprawiedliwiają, dostaliby się do więzienia, a przynajmniej zostaliby wyproszeni kulturalnie z parlamentu. Prawdziwy rząd powinien bronić kraju przed różnego rodzaju przestępcami, a nie gromadzić ich pod flagą Platformy po to, by ich używać do atakowania Kościoła. Jest wiele zła w kraju, zasianego i pozostawionego przez dziesiątki lat rządów czerwonej i różowej oligarchii, i z tym złem trzeba walczyć, a nie atakować Radio Maryja, które uczy Polaków wiary, miłości i uczciwości. Tego wszystkiego jednak obecny rząd zupełnie nie rozumie.
Za naszą miedzą
Kościół jest zresztą atakowany nie tylko w Polsce, ale i za granicą, i to wszędzie za to, że chce prawdziwego dobra dla człowieka i narodu. W Hiszpanii odrodzony bolszewizm atakuje biskupów za to, że upominają się o prawa rodziny, ponieważ aktualny czerwony rząd robi wszystko, żeby zniszczyć rodzinę. Czerwoni nie potrafią strawić faktu, że społeczeństwo w pokojowej i kulturalnej manifestacji, która zgromadziła blisko dwa miliony ludzi, upominało się o najbardziej podstawowe prawa człowieka i narodu. Komuniści wszystko interpretują “politycznie”, dlatego też religijną manifestację w Madrycie uznają za “polityczną”, ponieważ odebrała im najważniejszy argument: dowiodła bowiem, że to nie partia rządząca reprezentuje społeczeństwo, ale samo społeczeństwo zabiera głos bezpośrednio we własnym imieniu, demaskując propagandowe kłamstwa rządu (por. “Nasz Dziennik” z 4 stycznia br.). W Wielkiej Brytanii biskupi katoliccy także są atakowani, ponieważ nie zgadzają się współdziałać z rządem w demoralizacji społeczeństwa. (por. “Nasz Dziennik” z 3 stycznia br.).
Kościół w Wielkiej Brytanii usiłuje uratować resztki moralnej kultury małżeństwa i rodziny i nie zgadza się na totalną demoralizację za pomocą bezkrytycznej propagandy antykoncepcji i tak zwanej edukacji seksualnej. Zadaniem księży biskupów jest głosić naukę Kościoła wbrew wszelkim przeszkodom, ponieważ – jak to nauka Kościoła jasno ukazuje – bez fundamentów moralnych odnoszących się do rodziny społeczeństwo przestaje istnieć jako społeczeństwo ludzkie w pełnym tego słowa znaczeniu. Kościół jest znów jedyną instancją, która broni człowieka. Ale rządy tego nie rozumieją albo nie chcą zrozumieć. To drugie wydaje się coraz bardziej prawdopodobne.
Totalitaryzm ante portas
Ostatnio zwrócił na to uwagę publicysta Lee Duigon, nawiązując do interesujących przemyśleń biblijnych Rousasa Johna Rushdoony’ego (Lee Duigon “Sexual Anarchy and Statism”, MichNews, 2 Jan. 2008). Otóż Rushdoony (pochodzenia ormiańskiego, teolog o profilu kalwińskim), zapatrzony w Biblię, dostrzegł jasno ważną prawdę, że w nadchodzących czasach walka o człowieka toczyć się będzie na terenie rodziny. Dlatego uczył, aby rodzinę oprzeć w sposób możliwie ścisły na zasadach biblijnych i twierdził nadto, że tylko rodzina kierowana myślą Bożą i Słowem Bożym jest miejscem promocji człowieczeństwa i ostoją wolności. Wyższość rodziny polega na tym, że w niej prawdziwą władzę sprawuje Pan Bóg, natomiast rodzinie, która się emancypuje od Boga, grozi to, że państwo będzie usiłowało przywłaszczyć sobie władzę nad człowiekiem. Jest to oczywiście wysoce niesprawiedliwe, ponieważ człowiek podlega tylko Bogu (na przykład w pracy “The Trustee Family”, 1977; także: “The Institutes of Biblical Law”, 1973; zwłaszcza w: “Law and Liberty”, b.r.w.). Koncepcje tego autora są w wielu punktach styczne z katolicką nauką społeczną). Ostrzegał, że rodziny pozbawione wewnętrznej spójności pochodzącej od Boga (”zatomizowane”) staną się pastwą “państwa – Lewiatana”, wcielającego totalitaryzm państwowy.
Do tej myśli nawiązuje właśnie wspomniany publicysta (Duigon) w artykule pt. “Anarchia seksualna a totalitaryzm państwowy”. Zwraca uwagę na fakt, że w wielu krajach, tak zwanych demokratycznych, systematycznie likwiduje się wolność słowa, wolność religii, wolności polityczne i ekonomiczne, natomiast oferuje się obywatelom coraz dalej posuniętą swobodę seksualną. Twierdzi nawet, że ta swoboda jest nie tyle dyskretnie “oferowana”, ile wtłaczana niemal na siłę “obiema rękami”. W nadchodzącym roku czeka nas wiele z tej dziedziny: “komisje praw człowieka, prawa o ‘mowie nienawiści’ (hate speech laws), dekrety o ‘niedyskryminacji’, i cała zmasowana propaganda, którą tylko przez nieuwagę nazywany ‘wiadomościami’, programy rozrywkowe i w ogóle ‘media’ – to tylko niektóre ‘młoty i dłuta’, które będą użyte do rozkruszenia skały wolności. Nie mówiąc nawet o podatkach, procedurach sądowych i międzynarodowych traktatach!”. W tym samym czasie, ostrzega autor, szkoły publiczne w tych rodzących się niewolniczych państwach będą karmić całe pokolenie dzieci wiedzą o radościach z nieograniczonej rozwiązłości, sodomii, “transgenderyzmu” i o wszystkim innym. Publiczne pieniądze będą użyte w celu wspierania “pochodów równości” (pride parades), warsztatów, konferencji itd., zmierzających do tego, aby “ludzką rasę odciąć od wszelkich śladów etycznej powściągliwości”.
Szatański program “Manifestu humanistycznego”
Autor wyjaśnia, dlaczego ta anarchia seksualna jest niezbędna (w zamierzeniu jej promotorów) do stworzenia państwa totalitarnego. Powołuje się na pewną wizję rządów światowych, ukazaną dokładnie w tzw. “Manifeście humanistycznym” (”Humanist Manifesto II”, 1973, American Humanist Association). Manifest został podpisany przez sporą grupę uczonych, których Duigon nazywa “the wisest fools on earth” (lepiej tego nie tłumaczyć). Pomija rozwlekłe wywody naszpikowane frazesami bez realnego pokrycia i ukazuje od razu “produkt końcowy” – czyli konkretny kształt światowego państwa. To państwo “pożera i trawi wszystkie państwa narodowe. Wszelka religia zostaje odrzucona. Wszelkie zasoby są kontrolowane przez państwo. Znosi się wszelkie ograniczenia w stosunku do aborcji, samobójstwa, eutanazji i seksualnych zachowań. W konsekwencji, w sposób nieunikniony to, co ludzkość kiedyś rozumiała jako rodzinę, musi zniknąć. Państwo rozciągnie kontrolę nad całym wychowaniem i nad wszelkim dostępem do informacji. Ci, którzy się nie zgadzają, zostają osądzeni jako głupcy, nienawistni, antydemokratyczni; wszelki opór, jeśli w ogóle byłby możliwy, będzie próżny, nieskuteczny. I to wszystko ma być dla naszego własnego dobra”.
W myśl “Manifestu” państwo pretendujące do pełni absolutnej władzy musi zniszczyć wszelką instytucję, która może współzawodniczyć z nim w pozyskiwaniu lojalności jednostek. Otóż takie dwie najbardziej “niebezpieczne” dla państwa instytucje to religia i rodzina. Niszczącym je narzędziem jest nieokiełznany seksualizm, który bezpośrednio niszczy rodzinę i równocześnie odrywa jej członków od jej religijnej tradycji. Duigon przytacza zdanie Rushdoony’ego, który twierdzi, że w takim państwie jedyna forma wolności, jaka zostaje, to wolność do grzechu. Duigon uważa, że ten schemat nie może funkcjonować dłużej, ponieważ ten system niszczy sam siebie. Być może jednak współpracownikom “księcia tego świata” na tym właśnie zależy.
Naiwny fideizm “naukowy”
Sam “Manifest” jest oparty na fideistycznej wierze w rozum naukowy, czyli ten rozum empiryczno-matematyczny, który w wiekach nowożytnych miał uzasadniać wiarę w postęp, zastępując równocześnie wiarę religijną. (Jak wiemy, Benedykt XVI poddał ten “rozum” surowej krytyce zarówno w wykładzie w Regensburgu, jak i w innych wypowiedziach). W redakcji samego “Manifestu” zauważamy pewien moment trzeźwości, który jednak szybko przeminął, ustępując miejsca naiwnej wierze w postęp. Chodzi o krytyczne spojrzenie na pierwszą wersję “Manifestu” z roku 1933. Autorzy “Manifestu” lojalnie uznali, że ich wiara sprzed II wojny światowej się załamała. Piszą bowiem: “Pierwsze stanowisko było zbyt optymistyczne. Nazizm ukazał głębię brutalności, do której ludzkość jest zdolna. Inne reżymy totalitarne deptały prawa człowieka, nie przezwyciężając ubóstwa. Nauka niekiedy przynosiła zarówno zło, jak i dobro. Ostatnie dziesięciolecia pokazały, że można prowadzić nieludzkie wojny w imię pokoju. Początki państw policyjnych, nawet w demokratycznych społeczeństwach, rozpowszechnienie szpiegostwa i inne nadużycia władzy popełniane przez wojskowe, polityczne i przemysłowe elity, trwanie bezpłodnego rasizmu, ukazują zróżnicowany i trudny obraz społeczeństwa…”.
Obserwacja zjawisk społecznych, opis sytuacji świata po II wojnie w zasadzie jest trafny. Jednakże nie ma tu zupełnie analizy przyczyn, nie ma diagnozy, nie ma żadnych logicznych wniosków z tragedii, jaką przeżył świat w połowie XX wieku. Na nowo proponuje się ślepą wiarę w postęp, w naukę, która uczyni niepotrzebną wszelką religię i tradycyjną moralność, nadal obowiązuje walka z Kościołem i rodziną. Czy ci ludzie już zupełnie przestali myśleć? Przecież to, co się stało w wyniku wojennych awantur systemów totalitarnych, działo się w sposób absolutnie konsekwentny z punktu widzenia “światopoglądu naukowego”, który zarówno w hitleryzmie, jak i bolszewizmie był wolny od moralnych skrupułów oraz religijnych przesądów.
Tak właśnie musiał wyglądać świat rządzony przez organizacje, które osiągnęły szczyty postępu naukowego i technologicznego. Rzesza Niemiecka stała wówczas w czołówce postępu naukowego i technologicznego. Z tego względu Adolf Hitler powinien być wymieniony jako główny patron “Manifestu humanistycznego”. Podobnie też niewiele brakuje, według opinii Stanisława Michalkiewicza, aby tenże Hitler został zaliczony do głównych patronów Unii Europejskiej (zob. “Nasz Dziennik” z 4 stycznia br.). Humanistom, autorom “Manifestu”, nie przeszkadzają żadne ideologie, które w dziejach Europy i świata spłynęły krwią milionów niewinnych ofiar. Twierdzą tylko, że “powinny być przezwyciężone destruktywne różnice między komunizmem, kapitalizmem, socjalizmem, konserwatyzmem, liberalizmem i radykalizmem”. Między tymi ideologiami jest przecież tyle podobieństw i wspólnych wątków, a nawet wspólne korzenie: to jest zeświecczony mesjanizm w ujęciu Marksa, widoczny w haśle “nie zbawi nas żadne bóstwo; musimy zbawić się sami”. Jest to w istocie ideologia pochodząca z inspiracji starego kusiciela z Raju: wy zajmiecie pozycję Boga, “będziecie jako bogowie”. W tym duchu działały antyludzkie systemy totalitarne, obiecujące stworzenie nowego ładu, a nawet “nowego człowieka”. Fakty pokazały, że było to straszliwe kłamstwo. Tylko “humaniści” nie chcą zobaczyć, że wielkim błędem było odrzucenie Boga. Ideologie przegrały, ponieważ w tym wszystkim, co planowały i obiecywały, brakło miejsca dla Boga, na sumienie, prawo moralne zapisane w Dekalogu. I to na tej samej pustce moralnej usiłują organizować świat nowi “humaniści”, których hasła znajdujemy w doskonałym odwzorowaniu w dokumentach Unii Europejskiej. Czy mamy popełniać te same błędy? Nie dziwię się, że Duigon nazwał autorów “Manifestu” “the wisest fools on earth”.
Krzyż niewygodny…
W Polsce w wiadomościach Onetu przekazano wypowiedź Andrzeja Celińskiego (4 stycznia br.), który powiedział, że “krzyż w Sejmie to błąd”. Czy dla nas autorytetem jest pan Celiński, czy Jan Paweł II? Nie możemy przecież zapomnieć słów Papieża Jana Pawła II wypowiedzianych przed dziesięciu laty pod Giewontem: “‘Będą patrzeć na tego, którego przebili’ – te słowa kierują nasz wzrok ku krzyżowi świętemu, ku drzewu krzyża, na którym zawisło zbawienie świata. ‘Nauka bowiem krzyża – jak pisze św. Paweł – która jest głupstwem dla świata, dla nas jest mocą Bożą’ (por. 1 Kor 1, 18). Rozumieli to dobrze mieszkańcy Podhala. I kiedy kończył się wiek XIX, a rozpoczynał współczesny, ojcowie wasi na szczycie Giewontu ustawili krzyż. Ten krzyż tam stoi i trwa. Jest niemym, ale wymownym świadkiem naszych czasów. Rzec można, że ten jubileuszowy krzyż patrzy w stronę Zakopanego i Krakowa, i dalej: w kierunku Warszawy i Gdańska. Ogarnia całą naszą ziemię od Tatr po Bałtyk. Chcieli wasi ojcowie, aby Chrystusowy krzyż królował w sposób szczególny na Giewoncie”. I dalej powiedział Papież: “Umiłowani bracia i siostry, nie wstydźcie się krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwalajcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy i gdzie są nasze korzenie. Niech przypomina o miłości Boga do człowieka, która w krzyżu znalazła swój najgłębszy wyraz” (Zakopane, 6 czerwca 1997 r.).
Krzyż jest istotnie “świadkiem naszych czasów”, ponieważ jak w czasie dopełnienia się Paschy Chrystusa jest punktem centralnym historii, gdzie się schodzą i rozchodzą ludzkie drogi. Jest światłem ukazującym właściwy sens dziejów ludzkich serc i ludzkiej rodziny. Tu dokonuje się “sąd nad światem” (por. J 12, 31) i tu rozpoznaje się, ku czemu kieruje się wewnętrzne dążenie ludzkiej istoty. Bo jeśli ktoś nie rozpoznaje w krzyżu znaku Największej Miłości, to znaczy, że dotąd nie zrozumiał, iż jest człowiekiem, albo definitywnie porzucił prawdę swego człowieczeństwa. Jeśli ktoś nie rozumie wymowy krzyża, to znaczy, że nie pojął, co jest winien Chrystusowi i od czego zależy jego ostateczny los. Bo krzyż objawia prawdę ludzkiej historii. Chrystus pozwolił się ukrzyżować, aby ukazać swoją solidarność z człowiekiem jako skazańcem, zagrożonym potępieniem za swoje grzechy. Krzyż ujawnia prawdę ludzkich sumień, krzyż osądza i rozdziela ludzkość na tych “po prawicy” i tych “po lewicy” (por. Mt 25, 33; Łk 23, 33). Ci po prawicy, przyjmujący w duchu pokuty i szczerej skruchy wymierzoną im karę, zasługują na słowa otwierające zamkniętą dotąd bramę Raju. Ci po lewicy, przeżywający swój los w duchu nienawiści, w buncie wobec Boga i bluźnierstwie, nie doczekają się tej pociechy, aż – być może – usłyszą sprawiedliwe słowa: “Idźcie precz, przeklęci” (por. Mt 25, 41). Bo krzyż jest tronem Króla, który dokonuje sądu nad światem. Ten sąd ujawnia i odsłania ostatecznie “zamysły ludzkich serc”. Straszny będzie los tych, którzy budują swoje życie na gruzach prawdy, sumienia i miłości, zaślepieni pychą, żądzą władzy i posiadania, tak jakby tylko na tym świecie istniało szczęście i zbawienie. Krzyż budzi w nich lęk i trwogę, ponieważ jest nieustannym wyrzutem sumienia, przypomina o podeptanej miłości, o sponiewieranej godności, o pogwałconych Przykazaniach, o krzywdzie wyrządzonej niewinnym i bezbronnym.
Krzyż w Sejmie przeszkadza, bo jest “milczącym, ale wymownym znakiem” protestu przeciwko projektom ustaw godzących w suwerenność i niepodległość Polski, godzących w świętość rodziny i prawo nietykalności życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. Krzyż jest “milczącym, ale wymownym” protestem przeciwko wszelkim manipulacjom i machinacjom skierowanym przeciwko Narodowi, przeciwko kulturze chrześcijańskiej, przeciwko polskiej ziemi i owocom ciężkiej pracy rolnika i robotnika. Krzyż jest protestem przeciwko wszelkim oszczerstwom i kampaniom kierowanym przeciw Kościołowi i jego instytucjom, jest protestem przeciwko zalewowi kłamstwa w mediach, zatruwającego dusze polskie i tłumiącego odważny głos prawdy, którym są katolickie media, zwłaszcza Radio Maryja. Krzyż jest trudny i wymagający, ale jest też jedynym środkiem pomagającym ratować lub odbudować utracony honor.
Gdzie jest błąd
Wiem, domyślam się, że takiemu panu Celińskiemu jest trudno patrzeć na krzyż, ale wina nie jest po stronie krzyża. Nie to jest błędem, że w Sejmie jest krzyż. Błędem jest to, że w Sejmie są ludzie, którzy nie są zdolni odbudować swojego człowieczeństwa przez przymierze z krzyżem Chrystusowym. Błędem jest to, że idiotyczny system wyborczy wprowadził do Sejmu ludzi obciążonych przynależnością do przestępczych organizacji o korzeniach komunistycznych czy masońskich, organizacji, których program streszcza się w podstępnym niszczeniu Polski i Kościoła. Błędem jest to, że pewne organizacje działające na podstawach filozofii szatańskiej mają szansę wprowadzić swoich ludzi aż na szczyty władzy, aby poniżali i poniewierali świętości, które są fundamentem autentycznej kultury ludzkiej. Błędem jest to, że Polacy, którzy dzięki swojej wierze w Chrystusa odzyskali możliwość odbudowywania Polski w jej oryginalnych kształtach duchowych, są traktowani jako obywatele trzeciej kategorii, pozbawieni prawa do własnej tożsamości.
Pan Celiński obłudnie zasłania się frazesem, że broni “republikańskiego charakteru państwa”. A kto go w ogóle prosił, aby się wypowiadał na temat charakteru państwa polskiego? Powinni sobie tacy panowie wziąć do serca radę księdza biskupa Tadeusza Pieronka: “Rozkradli kraj, więc w tej chwili niech siedzą cicho i pracują na chleb” (wg Onetu). Co to jest “republika” w pojęciu komunistycznym, to my dobrze wiemy. O mało nie zrobili z naszego kraju kolejnej “republiki socjalistycznej” Związku Sowieckiego. Myślenie pana Celińskiego jest nadal pod wpływem dialektyki marksistowskiej, według której państwo to partia, oczywiście komunistyczna, i dlatego “państwo” musi być bez Boga. A reszta “ludu i proletariatu” to ciemna masa upoważniona jedynie do tego, by “oddać głos” i potem już go stracić na zawsze na rzecz “jedynej kierowniczej siły”. Tymczasem “republika” to tylko jedna z form rządzenia państwem, ale podmiotem władzy państwowej jest Naród, nie rząd. Rząd zostaje upoważniony konstytucyjnie do pełnienia w imieniu Narodu służby publicznej dla dobra wspólnego całego Narodu, a nie dla dobra prywatnego rządzących.
Świętym obowiązkiem polityków (rządzących) jest uszanować duchową, moralną i kulturową tożsamość Narodu. Nie wolno żadnemu prywatnemu politykowi wyrażać pogardy dla symboli, które są święte dla całego Narodu, tysiąc razy świętsze niż wszystkie republiki świata. Papież powiedział: “Niech ten krzyż tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy i gdzie są nasze korzenie”. A panu Celińskiemu – i wszystkim jego towarzyszom – od tych spraw wara! A my pamiętajmy: “Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem!” (A. Mickiewicz).