GEGEN JAYS… gegen the ‘New World Order’

gegen Global Masonic Jay’o Socio-Liberal Kibbutz !

Skurwiele z UPA…

z 18 komentarzami

(PolskieJutro.com)

c.d. artykulu “DLACZEGO POLACY TAK MAŁO WIEDZĄ O KRESOWYCH ZBRODNIACH 1939-1947?” dr Lucyna Kulińska

(…)

Aby przekonać się, czy w dziedzinie dążenia do prawdy nastąpiła jakakolwiek zmiana, dość powiedzieć, że mimo upływu 18 lat od zmiany ustroju w Polsce, żadna uczelnia wyższa nie przystąpiła do realizacji jakiegokolwiek programu badawczego na ten temat.
Co gorsza, kiedy po latach oczekiwania większość archiwów zostało otwartych, okazało się, że wielu dokumentów na temat ludobójstwa już nich już nie ma. Sprawcy i ich poplecznicy zadbali o skuteczne usuwanie śladów w kraju i za granicą. Mieli na to dziesiątki lat. W sposób dwuznaczny zachowywał się też Ośrodek „Karta”, gdzie pełni nadziei kresowianie wysyłali swe wspomnienia. Niechęć jego prezesa do tego tematu była wręcz przysłowiowa. Mimo posiadania przez tę placówkę wielu dokumentów, nie dopuszczano ani do ich publikowania, ani do innego rozpowszechniania. Tam miano też wiele lat temu zewidencjonować polskie ofiary banderowskich zbrodni. Mimo sztabu zatrudnionych osób dokonano jedynie ewidencji ofiar – ukraińskich. Wszystkie próby przejęcia tego tematu w przez inne ośrodki kończyły się niczym – bo projekt miała zrobić „Karta” – i tak kółko się zamykało. Ta praca nie została wykonana do dziś! Ponadto właśnie w „Karcie” ujawniono przypadki niszczenia dokumentów i relacji przez zatrudnionego tam archiwistę [35].

Po roku 1989 nie szczędzono pieniędzy na projekty dotyczące euroregionów, krzewienia kultur mniejszości, tymczasem elementarna wiedza na temat polskiej kresowej kultury deprecjonowała się i ginęła [36]. Lansowano w Polsce hasło: „wybierzmy przyszłość”. Historię postanowiono „zostawić historykom”. Historycy jednak nie za bardzo kwapili się do nowych badań.
Kiedy Polacy wraz z prezydentem „wybierali przyszłość”, na Ukrainie nastąpiło coś zupełnie odwrotnego. Wsparte dużymi funduszami z Kanady, USA i Anglii ukraińskie organizacje nacjonalistyczne rozpoczęły realizację na Ukrainie, ale i w Polsce, planu pełnej rehabilitacji OUN i UPA, ze zbrodniczych antypolskich formacji, na „bohaterów walki o nową Ukrainę” i pogromców komunistów. W „naprawianiu historii” nie pozostali osamotnieni. Polsce szybko wykrystalizował się ośrodek realizujący to samo zadanie, w imię nowych priorytetów politycznych kosztem prawdy historycznej. Był to krąg osób związanych z mediami – głównie z „Gazetą Wyborczą” kierowaną przez Adama Michnika, a pozostającą pod silnym wpływem Jacka Kuronia, który nie zawahał się publicznie twierdzić: „Polakiem jestem z przypadku”. Do pracy zaprzęgnięto też publicystów i historyków wywodzących się z mniejszości ukraińskiej, jak Roman Drozd, Mirosław Czech, czy Paweł Smoleński [37]. Do tego doszło kilku, młodych, ambitnych, choć niezbyt nieprzejmujących się kryteriami prawdy historycznej badaczy, których cechą wspólną było doskonałe wczuwanie się w oczekiwania polityków. Do czołowych reprezentantów tej grupy zaliczyć można Grzegorza Motykę, Rafała Wnuka i Jana Pisulińskiego. Badacze ci, związani na dodatek z IPN, a nawet PAN (Motyka), odcisnęli swoje piętno na propagowaniu nowej, „poprawionej” wersji wydarzeń. Działaniom tym sekundował ówczesny prezes IPN Leon Kieres. Dzięki temu udało się rewizjonistom zastąpić określenie zbrodni ludobójstwa, słynnym pojęciem „konflikt polsko-ukraiński”.
W swych licznych artykułach, notkach encyklopedycznych a nawet książkach [38] przemianowali zbrodnicze organizacje nacjonalistyczne, obciążone współpracą z hitlerowcami na nieskazitelnych bohaterów, rycerzy walki o niepodległość. Dla autorów tych nie było ważne, że poza Polakami organizacje OUN i UPA wymordowały we współpracy z Niemcami kresowych Żydów, a nawet tysiące samych Ukraińców [39]. Ignorują oni nawet fakt przynależności OUN do „międzynarodówki” faszystowskiej. W pracach, nawet tych ukazujących się w Polsce, zaczął się coraz częściej pojawiać antypolonizm, ostre oskarżenia kierowane przeciw poszkodowanym Polakom. Nikt nie przeczy, władze polskie przed wojną popełniły liczne błędy, ale żaden z nich nie może przecież usprawiedliwiać ludobójstwa! Żaden z przedwojennych rządów nie chciał ani nie prowadził polityki antyukraińskiej, choć zmagać się musiał z poważnym problemem terroryzmu na swoim terytorium, realizowanego przez UWO- OUN.
Okazję do wybielania OUN i UPA zaczęli wykorzystywać badacze narodowości ukraińskiej, pracujący na polskich uczelniach wyższych, często z wysokimi stopniami naukowymi uzyskanymi w Polsce (przede wszystkim Włodzimierz Mokry, Włodzimierz Wysocki, Roman Drozd i Mikołaj Siwicki). Skrajny antypolonizm pojawił się w pracach pracującego na KUL naukowca ukraińskiego pochodzenia Mikołaja Siwickiego [40]. W jego obszernej trzytomowej pracy „Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich” [41] możemy przeczytać m.in., że „Polskie społeczeństwo jest zdegenerowane, chore, bo wychowało się na fałszu…” [42], a przesiedlenie ludności łemkowsko – ukraińskiej z pogranicza w ramach operacji „Wisła” ośmielił się nazywać ludobójstwem! Liczba zawartych w tej pracy przekłamań spowodowała nawet wniesienie przeciw autorowi sprawy do prokuratury [43].
Opisywanym wcześniej zjawiskom towarzyszyło zwiększenie dotacji i świadczeń naszego państwa na rzecz zamieszkujących w Polsce mniejszości. Ośmielone postępowaniem części naukowców, dofinansowywane przez polski MSZ, pismo ukraińskie „Nasze Słowo” przystąpiło do ataku na AK i ujawniło szokujące żądania terytorialne wobec tzw. Zakierzonii, czyli wielu powiatów dzisiejszej Polski [44]. Z organizacji postbanderowskich w Kanadzie i USA wartką rzeką popłynęły pieniądze na badania i teksty, mające przekonać zarówno Polaków jak i Ukraińców, że OUN i UPA były nie bojówkami dopuszczającymi się czynów terrorystycznych i morderczych, a zasługującymi na pochwałę organizacjami narodowo-wyzwoleńczymi czy partyzanckimi.
Kartą przetargową strony ukraińskiej wykorzystywaną w walce o prawdę na temat ludobójstwa na Kresach była i jest operacja „Wisła” i kwestia nielicznych „polskich odwetów” – vide Pawłokoma [45]. Operacja „Wisła” była niewątpliwie dla ukraińskiej i łemkowskiej ludności akcją bolesną i uciążliwą, ale nie była nieuzasadnioną szykaną dokonaną bez powodu. Nie byłoby potrzeby jej przeprowadzania, gdyby nie nieustanne akcje terrorystyczne i walki zbrojne prowadzone przez kurenie przeciw polskiej ludności i nowym władzom, mające na celu odłączenie od Państwa Polskiego w nowych granicach 19 kolejnych powiatów. Terror prowadzony był jak na Wołyniu, czy w Małopolsce Wschodniej drogą mordów, wypędzania polskiej ludności i niszczenia polskiego i ukraińskiego mienia. W dokumentach Ministerstwa Administracji Publicznej z lat 1945-1947 odnaleźć można dane na ten temat. Ludność wzywała pomocy od władz i w końcu ja otrzymała. Jak rzadko które posunięcie komunistycznych władz, doczekała się pełnej akceptacji społecznej i przyzwolenia! Tym faktom nie można zaprzeczyć, bez fałszowania przeszłości.
Jednak część nieznających podstawowych faktów polskich senatorów, w roku 1990 dało się „podejść” i w ten sposób doszło do uchwalenia słynnego potępienia operacji „Wisła”. Było to wielkie zwycięstwo nacjonalistów ukraińskich i tylko tak należy je rozumieć. W wypadku lepiej zorientowanych w sprawie posłów izby niższej polskiego parlamentu zabieg ten już się nie powiódł.
Operacja „Wisła” jest jednak cały czas zręcznie wykorzystywana jako argument tuszujący banderowskie zbrodnie i pretekst do wysuwania kolejnych roszczeń finansowych wobec Państwa Polskiego [46]. O wiele ważniejsze jest jednak realizowane (między innymi w polskich podręcznikach historii) skutecznego i zręcznie wykorzystywanego przez banderowców zabiegu „wyrównywania win”. My Wołyń – wy operacja „Wisła”. Rachunki wyrównane. Można tylko pogratulować tak sprytnego i skutecznego pomysłu. Czarne jest białe, sprawcy oskarżają ofiary!
W tej sytuacji, niemal cała praca na rzecz ocalenia dla potomności wiedzy o kresowym ludobójstwie Polaków spadła na organizacje kombatanckie, stowarzyszenia ofiar ludobójstwa [47], lub pojedyncze osoby – ciężko doświadczonych uczestników zdarzeń. Były to osoby z reguły starsze wiekiem i nie do końca przygotowane do zastępowania instytucji państwa i placówek badawczych, w tym trudnym przedsięwzięciu. Dlatego tak łatwo przez lata było w nie uderzać. Niemal od początku narażone były na pełne hipokryzji zarzuty zawodowych historyków o brak profesjonalizmu. Z protestami spotykała się też do dziś każda poważniejsza próba upamiętniania zbrodni [48].
Najważniejszym, choć niewątpliwie połowicznym w wynikach przedsięwzięciem był wspomniany cykl konferencji – seminariów polsko -ukraińskich z udziałem naukowców obu krajów pod nazwą „Trudne pytania” i szereg publikacji pod tym samym tytułem, zainicjowanych przez samych świadków wydarzeń skupionych w Światowym Związku Żołnierzy AK. Ogrom przeciwności i problemów związanych z tymi konferencjami opisał Andrzej Żupański – ich główny organizator i propagator [49]. Podstawowym problemem, który pojawił się już na początku tego cyklu spotkań było, że strona ukraińska przystąpiła gremialnie do obrony obwinianego przez ocalałych z mordów Polaków – świadków wydarzeń, organizacji nacjonalistycznych – OUN i UPA. Takie podejście wspierane przez część polskich historyków, głównie narodowości ukraińskiej, stanowiło dla organizatorów bardzo trudne wyzwanie. Trzeba przyznać, że robili co mogli, by nie zmarnować szansy na zbliżenie do prawdy, jednak znalezienie konsensusu w wielu kwestiach okazało się wyjątkowo trudne. Wiele wysiłku kosztowało zachowanie dyscypliny naukowej na seminariach i pilnowanie by nie dochodziło do emocjonalnych (w końcu uzasadnionych przy omawianiu tego typu kwestii), a jedynie merytorycznych potyczek.
Poważne zarzuty dotyczące seminariów, w tym ustępliwości zapraszanych na obrady polskich historyków, postawił nieżyjący już dziś świadek historii i wielki znawca problematyki zbrodni wołyńskich, Leon Karłowicz w pracy „Polska-Ukraina – smutne refleksje” [50]. To, że konferencje nie spełniły do końca oczekiwań Światowego Związku Żołnierzy AK wynikało z prostego faktu, że historii nie można „uzgadniać”, tak jak to na seminariach próbowano robić. Protokoły rozbieżności mają rację bytu w rozmowach władz ze strajkującymi, ale nie w historii. Tam należy badać, ustalać fakty, niezależnie od tego, czy jest to dla danej strony wygodne, czy też nie. Mimo krytycznych uwag należy przyznać, że referaty przygotowywane na kolejne seminaria, podniosły w znaczący sposób stan wiedzy na temat wojennych wydarzeń na Kresach. Cóż z tego; IPN nie okazał się zainteresowany przejęciem badań, ani nawet odpowiednim ich rozpropagowaniem: profesor Leon Kieres zasłużył się wyjątkowo dla dalszego zaciemniania i ukrywania przed opinią publiczną prawdy o tym okresie stosunków polsko – ukraińskich.
W latach 1999-2003 IPN, kierowany wówczas przez Leona Kieresa, zapisał szczególnie niechlubne karty w dziele badania prawdy o kresowym ludobójstwie [51]. IPN zorganizował konferencję na temat mordów na Wołyniu – w Lublinie (2000) i potem, „dla równowagi”, o operacji „Wisła” w Krasiczynie (2001). Obydwie okazały się, poza pojedynczymi wystąpieniami, poważnym krokiem wstecz w poznawaniu prawdy. Co najdziwniejsze, do wygłoszenia referatów nie zaproszono osób, które badały już wcześniej te same tematy na seminariach „Trudne pytania”.
Zmiany nastąpiły w związku ze zbliżającymi się obchodami 60. rocznicy zbrodni wołyńskiej. Wydano szereg książek z fundamentalną pracą Władysława i Ewy Siemaszków „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności na ludności polskiej Wołynia 1939-1945” [52] na czele. Warto w tym miejscu podziękować osobie, której osobiste zaangażowanie i przyznawane za jej przyzwoleniem środki, pozwalały na prowadzenie badań i dochodzenie do prawdy tej garstce historyków, którzy nie ulękli się presji. Bez tej pomocy wiele publikacji nie ujrzałoby światła dziennego. Nie dlatego, że zawierały nieprawdę, lub zawarte w nich dokumenty były fałszywe, ale dlatego, że były dla części polityków i środowisk „niewygodne”. Osobą tą był Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Jego odwadze i determinacji zawdzięczają kresowianie bardzo wiele, a przede wszystkim budowę licznych upamiętnień w miejscach kaźni. Pomagał i pomaga też w wydawaniu periodyku „Na Rubieży” [53] i wielu prac źródłowych na temat ludobójstwa.
Organizacje kombatanckie grupujące ocalałych z zagłady kresowian planowały obchody zorganizować samodzielnie. Do organizacji obchodów włączyły się jednak władze państwowe z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Mimo że działanie to oceniano niejednoznacznie [54], po raz pierwszy szersza opinia publiczna dowiedziała się dzięki przekazowi mediów, że jakieś rzezie w ogóle miały miejsce, a nie były tylko konfabulacją garstki „repatriantów”. Niestety media, a szczególnie polska telewizja włożyła wiele wysiłku [55], by widz zakończył oglądanie transmisji nie wiedząc kto, kogo i za co mordował, a jedynie że doszło do „konfliktu”, a ofiar nie należy liczyć, bo one się bilansowały, a tak naprawdę to winni wszystkiemu i tak byli Polacy. Taka niedopuszczalna ze względu na kryterium prawdy historycznej interpretacja, zrównująca katów z ofiarami, bo obarczającą je winą za to, że przyczyniły się do swojej śmierci, choć budzi sprzeciw, trwa w mediach do dziś.
Przykładów jest wiele, jak choćby ten, że emitowany przez BBC nakręcony w Anglii film o zbrodniach dokonanych na ludności polskiej w roku 1944 przez żyjących w dobrobycie na wyspach członków ukraińskiej formacji SS-Galizien, nie został przez polską telewizję wyemitowany [56]. Za to wyświetlono gloryfikujący OUN-UPA film Agnieszki Arnold „Przebaczenie” [57]. Dla Kresowian szokiem było też przyznanie Orderu „Orła Białego” Bohdanowi Osadczukowi, który za zasługi w depolonizacji Chełmszczyzny, w 1941 roku otrzymał stypendium w Berlinie, człowiekowi bardzo interesom polskim niechętnemu, by nie powiedzieć wrogiemu, o czym świadczyły niemal wszystkie jego publiczne wypowiedzi i artykuły.
Lata 2003-2005 podsumować jednak należy pozytywnie, bo milczenie na temat zbrodni na chwilę zostało przerwane. Ukazało się wiele nowych pozycji książkowych, pamiętnikarskich, artykułów prasowych w niskonakładowych pismach, wydano w tym czasie nowe dokumentów, odsłonięto pomniki i upamiętnienia. Podniosło to niewątpliwie poziom wiedzy społeczeństwa polskiego o tych wydarzeniach.

Jednak po obchodach 60-lecia ludobójstwa na Wołyniu, mimo oczekiwań, znowu zapadła cisza. Brak grantów, podejmowania badań na uczelniach. Cisza ta trwa do dziś. Tymczasem na Ukrainie wyrosły pomniki: kata Wołynia – Kłyma Sawura; żołnierzy SS-Galizien (przy wejściu na cmentarz lwowskich „Orląt”); na ukończeniu jest panteon Stepana Bandery, a na polskiej szkole we Lwowie wisi tablica upamiętniająca Romana Szuchewycza – dowódcę ukraińsko-niemieckiej formacji „Nachtigall”, odpowiedzialnej za bestialskie mordy na Polakach, w tym za mord polskich profesorów we Lwowie, mord nauczycieli w Krzemieńcu… „Bohaterowie z OUN-UPA” uhonorowani są dziesiątkami upamiętnień, nazwami ulic, placów… Politycy z prezydentem Wiktorem Juszczenką i panią Julią Tymoszenko popierają nacjonalistów, nadają zbrodniarzom wojennym tytuły narodowych bohaterów, przyznają kombatanckie uprawnienia. Po ulicach Kijowa, pod czarno-czerwonymi flagami i przy akompaniamencie bębnów i antypolskich pieśni maszerują dumnie członkowie OUN i UPA w swoje rocznice. Polska telewizja nie informuje o niczym (październik 2007), mimo że uczyniły to zaniepokojone tym faktem telewizje zachodnie. Dlaczego?
To, co obserwujemy, już nie na „Zachodniej Ukrainie”, ale w całym kraju, co znajdziemy w podręcznikach i historycznych książkach, to widomy i dramatyczny efekt polskiego zaniechania w wyjaśnianiu prawdy. To Polacy milcząc, przyzwolili na zbudowanie etosu „bohaterskiej UPA”.

W ostatnich dwóch latach dzięki zmianie na fotelu prezesa IPN, po wielu latach przemilczania, zafałszowywania, a nierzadko i niszczenia istniejących dowodów zbrodni [58], daje się zaobserwować zintensyfikowanie prac, głównie prokuratorskich. Prokuratorzy Oddziałowych Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, dziś przy IPN, przesłuchują setki żyjących jeszcze świadków. Na wyróżnienia zasługują prokuratorzy Piotr Zając z oddziału Lublin i Tomasz Rojek z oddziału Wrocław. Obydwaj zgodnie przyznają, że w świetle zebranych materiałów nacjonalistyczne ugrupowania ukraińskie dopuściły się zbrodni ludobójstwa.

Część społeczeństwa pozwoliła narzucić sobie kilka istotnych tez. Po pierwsze – że musimy „pojednać się” z „narodem ukraińskim”. Jest to nadużycie, ponieważ naród polski wcale nie potrzebuje żadnego „pojednania” z narodem ukraińskim, bo nie żywi do niego wrogości, ani wrogości od niego nie doznaje. Ewentualne pojednanie mogłoby nastąpić z banderowcami. Ale oni nie chcą wyrzec się swojej ideologii, która uznaje ludobójstwo za uprawnioną metodę uprawiania polityki, ani też nie zamierzają dokonać rachunku sumienia za zbrodnie. Nigdy nie stanowili oni i, miejmy nadzieję, nie będą stanowić większości ukraińskiego narodu.

Wydaje się, że dotychczas stosowane w Polsce metody osłaniania banderowskich sprawców przez przeczekiwanie, aż wymrą świadkowie, przemilczanie, niszczenie źródeł, nieprowadzenie wyczerpujących badań, przyniosły Polsce efekt przeciwny do zamierzonego. Skrajny nacjonalizm na Ukrainie zamiast obumierać – potężnieje. Równocześnie kolejne pokolenia Polaków dojrzewają w niewiedzy o losie swych przodków. Działania dzisiejszych polskich elit odcinają też Polskę od szansy wprowadzenia wiedzy na ten temat kresowego ludobójstwa do kanonu historii powszechnej, jako doświadczenia ludzkości, które nie może się nigdy więcej powtórzyć.
Jednak z prawdą jest tak, że w końcu ktoś się o nią upomni. Szkoda tylko, że zadośćuczynienia nie doczekają ostatni już żyjący wygnańcy

Written by kilogram13

styczeń 14, 2008 @ 9:32 pm

Odpowiedzi: 18

Subscribe to comments with RSS.

  1. Szczera prawda

    Anonim

    luty 2, 2008 at 8:55 pm

  2. az zanadto zatajana

    kilogram13

    luty 2, 2008 at 9:05 pm

  3. Świetny tekst. Obecnie trzeba będzie naprawdę włożyć dużo wysiłku i starań, by zacząć mówić o stosunkach polsko-ukraińskich w sposób obiektywny. Mieć wypada nadzieję, że tekst rozpocznie dyskusję…

    Beskidnik

    luty 21, 2008 at 9:21 pm

  4. co do tego … pozyjemy, zobaczymy …
    pytanie : czy oni tez maja taki tekst ?

    kilogram13

    luty 21, 2008 at 9:24 pm

  5. W taki sposób, to bracie dyskusji nie rozpoczniesz. Skurwiele z UPA? To ja powiem “skurwiele z AK”. Podyskutujemy?
    To śmieszne, że nie widzisz tego, ze Ukraińcy walczyli o wolność, a Polacy byli na Ukrainie najeźdźcą. Zanim zaczniecie pisać o zbrodniach Ukraińców na Wołyniu, przypomnijcie sobie historię dwudziestolecia międzywojennego – dyskryminację Ukrańców, niszczenie cerkwi, polskie osadnictwo, ekspedycje karne. Jeśli traktowaliście Ukraińców jak psów, to jak psy Was pogryżli.

    Geoffrey

    lipiec 6, 2008 at 10:59 am

  6. jaka wolnosc dla choloty ze stepu ???
    kurwy pluly na dobra Polska reke…
    jaka dyskryminacja ???
    prawoslawny heretyk i zdrajca …

    poczytaj sobie tutaj:

    http://gegenjay.wordpress.com/2008/07/06/dla-banderowcow/

    i tutaj

    http://iskry.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1982&Itemid=3

    kilogram13

    lipiec 6, 2008 at 8:53 pm

  7. p.s.
    zolnierze AK swieci bohaterowie

    kilogram13

    lipiec 6, 2008 at 8:53 pm

  8. Ukraińcy Panie Ładny to w Polsce Międzywojennej mieli aż za nadto swobód obywatelskich,i później nam za dobro złem odpłacili.Na Ukrainie sowieckiej to dopiero mieli”RAJ”.Nie próbuj przyrównywać
    ofiar z katami i usprawiedliwiać Ludobójców-za te bestialstwa jakich
    się OUN i UPA oraz część chłopów ukraińskich dopuściła powinni odpowiadać przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości!!!To nie była walka o wolność ale mordowanie tylko dlatego że ktoś nie był Ukraińcem.Geoffrey ja wiem że jesteś zapewne jakimś Faszystą Ukraińskim i zapewne potomkiem Rizuna

    znawca

    lipiec 12, 2008 at 12:07 am

  9. dziekuje znawca
    pozdrawiam

    kilogram13

    lipiec 12, 2008 at 8:48 pm

  10. przeczytałem sporo książek na temat upa i zgadzam się, że byli to bandyci.

    Anonim

    lipiec 18, 2008 at 3:02 pm

  11. dziekuje

    kilogram13

    lipiec 18, 2008 at 9:20 pm

  12. Jestem dumny bo mój dziadek walczył z upa,w obronie granic Odrodzonej Polski.

    danan

    lipiec 29, 2008 at 11:26 am

  13. Napewno nie skurwiele (za łagodnie) ale normalni bezwzględni bandyci ukraińscy,mordujacy tysiace polakow metodami gorszymi od gestapo.
    Natomiast “skurwiele” niedobitki o ukraińskim pochodzeniu wymyślili tzw. “Akcję Wisła” by wyrwać od Państwa pieniądze za rzekome krzywdy jakie doznali w kampanii przesiedleńczej na ziemie zachodnie. Walczyłem z bandami po wojnie jako żołnierz W.P.i na własne oczy widziałem do czego byli zdolni ci z UPA.Jestem dumny,że dzięki walce żołnierza polskiego dzisiaj tysiace turystów mogą odwiedzać m.inn.Bieszczady nie narażając życia.

    krakus

    lipiec 29, 2008 at 1:32 pm

  14. dziekuje i pozdrawiam

    kilogram13

    listopad 2, 2008 at 1:19 pm

  15. KURWY POLSKIE I SKURWYSYNY JEBANE KATOLICKIE, PIERDOLĘ was W PAPIESKĄ DUPĘ.

    BANDEROWIEC

    październik 28, 2009 at 1:57 pm

  16. paszol won psi synu

    kilogram13

    październik 31, 2009 at 10:56 pm

  17. Jaki artykuł , taka dyskusja. Dla takich historyków jak autorka tekstu historia stosunków polsko-ukraińskich zaczyna się od II wojny światowej. A to bardzo prymitywne podejście. Nie ma sensu dalej dyskutować. Nawiasem mówiąc szokujące są stwierdzenia o zmowie milczenia i presji wywieranej na “rzetelnych historykach”. Smieszą stwierdzenia o osłanianiu banderowców. Niewątpliwie Pani doktor wychowała się na “Łunach w Bieszczadach” o której to książce sam autor stwierdzil że jest fikcją literacką i w związku z tym wieś w książce palą “banderowcy” gdy faktycznie spalilo ją polskie wojsko itd. itp.. Jestem synem członka UPA z Chełmszczyzny. Sięgnijcie do materiałów historycznych dotyczących tych rejonów. Też była ciekawa, ale całkowicie niezgodna z myślą przewodnią artykułu. Dla ciekawskich: ojciec spędzil 10 lat w łagrze. Mój wuj był katowany przez UB ( polskie UB)metodami gestapo. Powiecie że słusznie? To znaczy że już zgadzacie się z każda formą walki. Oko za oko , ząb za ząb czyli o czym właściwie ta dyskusja???

    potomek banderowca

    listopad 14, 2009 at 7:19 pm

  18. UB nie jest polskie
    jest zydowskie
    jak caly bolszewizm, komunizm, socjalizm, kapitalizm, liberalizm, ekologizm (?) itp

    nie ma metod gestapo
    sa metody zydowskie (patrz Tsahal w Palestynie n.p.)

    moze rozwiniesz troszeczke na temat dzialalnosci Ojca w UPA …

    kilogram13

    listopad 15, 2009 at 7:37 pm


Dodaj komentarz