GEGEN JAYS… gegen the ‘New World Order’

gegen Global Masonic Jay’o Socio-Liberal Kibbutz !

Smiec Palikot

Skomentuj »

(Nasz Dziennik)

Od paru miesięcy trwa kolejna zajadła kampania nienawiści wobec Radia Maryja i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. W tej nagonce szczególnie wielką rolę odgrywają prominenci z Platformy Obywatelskiej, którzy wyraźnie dążą do zniweczenia podstaw materialnego funkcjonowania Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Pisaliśmy już sporo o przebiegu i kulisach tej niegodnej kampanii. Nader wymownie i celnie scharakteryzował ją jeden z największych filozofów polskich prof. Bogusław Wolniewicz. Na krótko przed Świętami Bożego Narodzenia, 23 grudnia 2007 r., doszło do czegoś szczególnie skandalicznego. Na blogu internetowym jednego z potentatów Platformy Obywatelskiej, jej posła z Lublina Janusza Palikota, ukazało się wprost, bez ogródek sformułowane, pełne nienawiści stwierdzenie: Platforma musi wykończyć ojca Rydzyka.

Janusz Palikot, znany z otwartego wypowiadania różnych krytycznych myśli liderów Platformy, i tym razem powiedział coś, o czym wielu z nich od dawna myśli i ku czemu zmierza swymi zakazami i utrudnieniami wobec instytucji związanych z Radiem Maryja. “Platforma musi wykończyć ojca Rydzyka”. Tak obcesowo i wyraźnie, z jadowitą nienawiścią wysunięty postulat, jest jeszcze dziś za bardzo kompromitujący dla Platformy w tak dosadnej, otwartej formie. Toteż od razu odciął się od niego premier Donald Tusk w radiowych “Sygnałach dnia” z 24 grudnia 2007 r., krytykując Palikota za “niedopuszczalne publicznie sformułowanie”. Najwyraźniej Tusk uznał, że takie przedwczesne publiczne ujawnienie przez Palikota intencji Platformy wobec Radia Maryja może skompromitować jego partię i wywołać burzę.
Warto tu nieco szerzej przypomnieć sylwetkę tak fanatycznego platformerskiego wroga Radia Maryja, Janusza Palikota. To najbogatszy poseł Platformy, a zarazem jeden z najbogatszych posłów w całym Sejmie. Jest czołową postacią PO w Lublinie i przedsiębiorcą z ogromnymi ambicjami, nieukrywającym, że pragnie zostać ministrem. Dorobił się przede wszystkim na sprzedaży wina musującego jako współzałożyciel i prezes spółki Ambra, która stała się główną podstawą jego kariery. Firma Ambra jest liderem polskiego rynku wina, a Palikot znalazł się na prowadzonej przez “Wprost” liście najbogatszych Polaków. W 2006 r. miesięcznik “Forbes” oszacował majątek Palikota na 140 milionów złotych. Palikot po dziś dzień jest szczególnie przywiązany do swych zbiorów wina. Opowiada o tym barwna anegdota z Lublina. Podobno podczas jednej z rozpraw rozwodowych ze swą pierwszą żoną zażądał, aby małżonka oddała mu jedno z najcenniejszych win z jego zbiorów. Żona miała mu odpowiedzieć, że już wypiła to wino, i to wprost z butelki. Podobno Palikot wybuchnął płaczem, nie mogąc znieść takiego ciosu. Kolejnym etapem w karierze biznesowej Palikota stało się przejęcie przez niego wódczanego lubelskiego Polmosu, będącego odtąd jego sztandarową inwestycją.
W biografii politycznej Palikota zastanawiające są również jego koneksje międzynarodowe. Nie będąc jeszcze posłem, w 2005 r. został członkiem Komisji Trójstronnej (Trilateral Commision), niezwykle wpływowego gremium grupującego czołowych polityków i przedstawicieli największych korporacji z Europy, USA i Japonii, przedstawicieli globalizmu. Z tej racji Komisja Trójstronna uważana jest za rodzaj rządu światowego. Co robi w niej Palikot?…

Zwolennik sojuszu z postkomunistami
Palikot zawsze był szczególnie blisko związany ze środowiskiem Unii Wolności, a zwłaszcza Henrykiem Wujcem, osławionym działaczem jej lewego skrzydła. Jak wyznaje sam Palikot w autobiografii “Płoną koty w Biłgoraju”, nie jest człowiekiem głębokiej wiary, wręcz przeciwnie. Jego najnowsza napaść na Ojca Dyrektora nie zaskakuje ze względu na fakt, że ten lubelski lider PO jest dziś wyraźnie głównym przedstawicielem lewicowego nurtu w Platformie, popierającego zwrot ku koalicji z postkomunistami. Palikot otwarcie ujawnił to już 14 marca 2006 r. w publikowanym na łamach “Gazety Wyborczej” artykule pod jednoznacznym tytułem: “PO: przeciw PiS-owi nawet z lewicą”. Wezwanie do sojuszu z postkomunistami Palikot uzasadnił za pomocą pełnych agresji wypadów przeciw PiS i Jarosławowi Kaczyńskiemu. Pisał o rządach PiS w stylu jadowitej filipiki: “Pogrążamy się w języku insynuacji, w języku strachu, w języku ksenofobii (…). Wzniecane są lęki, demony zawiści oraz nietolerancji (…). Upartyjnione i zawłaszczane jest całe społeczeństwo (…). Ministrowie Ziobro i Wassermann stawiają się ponad prawem (…). Gdy spotykają się ze sobą strach, zawiść i dekoniunktura, wzrasta akceptacja do działania poza demokracją. W takim klimacie tworzyły się systemy totalitarne”. Jak widzimy, Palikot nie zawahał się nawet przed strzałem z grubej rury! Cytowany wyżej potok oskarżeń i pomówień służył Palikotowi tylko dla tym mocniejszego uzasadnienia jego końcowego wniosku. Według niego, Platforma musi odnieść się przychylnie do wysuniętego wcześniej na łamach “Gazety Wyborczej” przez Marka Borowskiego projektu paktu na rzecz rzekomo zagrożonej demokracji, paktu między postkomunistami a platformersami. Palikot podkreślał, że podziela wiele opinii jednego z czołowych postkomunistów M. Borowskiego w sprawie groźby PiS dla demokracji, i akcentował, że mimo wszystkich różnic właśnie z ludźmi lewicy “przyjdzie nam bronić demokracji przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu”.
W kwietniu 2007 r. Palikot “popisał się” wystąpieniem, które dość powszechnie potraktowano jako polityczną błazenadę. Doszło do niej podczas wystąpienia Palikota jako ostatniego z dziewięciu polityków przemawiających na konferencji programowej PO. Palikot zaszokował salę już swymi pierwszymi stwierdzeniami: “Przepraszam za Platformę. Przepraszam za to, że w jakimś stopniu dolewaliśmy oliwy do ognia, kiedy powstawała IV RP”. Po tych stwierdzeniach poszła cała wyliczanka osób, które, zdaniem Palikota, powinna przeprosić PO. Znalazło się wśród nich szereg ludzi SLD, w tym rodzina oskarżonej o korupcję posłanki SLD Małgorzaty Ostrowskiej. Wystąpienie Palikota w obronie SLD-owskiej posłanki było tym bardziej szokujące, że doszło do niego tuż po tym, jak Platforma publicznie przeprosiła swoich wyborców za to, że nie poparła wniosku o uchylenie tej posłance immunitetu.
Zaraz potem zostały wypowiedziane kolejne słowa Palikota, które wprawiły uczestników konferencji programowej PO w totalne osłupienie: “Powinniśmy bronić Żydów, gejów i ludzi z SLD, bo oni są słabi” (por. A. Wojciechowska: Palikot broni gejów i SLD, “Dziennik” z 16 kwietnia 2007 r.). Szczególnie skonsternowany wiceszef PO Bronisław Komorowski w pośpiechu zasłonił twarz, by ukryć malujące się na niej uczucia. Palikot nie dał jednak ochłonąć zebranym, lecz dalej kontynuował swe dość nieobliczalne wystąpienie, mówiąc: “Dlatego muszę zrobić coś niekonwencjonalnego”. Wyraźnie zmieszany Tusk pośpiesznie się pożegnał, jakby chciał jak najszybciej odpędzić złego ducha, który najwyraźniej opętał Palikota. Ten jednak bez żenady przeszedł do niekonwencjonalnego czynu, szybko zrzucił marynarkę i założył podkoszulek z napisem “Jestem gejem” po jednej stronie, a po drugiej “Jestem z SLD”. – Cóż, każdy ma swojego Palikota – tłumaczył potem nieco skonsternowany Tusk. Szef Klubu Parlamentarnego Platformy Bogdan Zdrojewski wyjaśniał dziennikarzom, że to taki koloryt Platformy, “coś między błaznem a Stańczykiem” (por. tamże). Najbardziej zadowolony z tego tak programowego pro-SLD-owskiego wystąpienia Palikota był szef postkomunistów Wojciech Olejniczak, który z zadowoleniem skonstatował: “Był czas, gdy przyznawanie się do SLD było wstydem. Widać, dziś politycy PO nie tylko się nie wstydzą, ale mówią wprost, że chcą być w SLD” (por. A. Wojciechowska, op. cit.).
Niedługo potem doszło do kolejnego “popisu” Palikota. Zwołał konferencję prasową, podczas której wezwał ministra sprawiedliwości do jak najszybszego ukarania lubelskich policjantów podejrzewanych o gwałt i molestowanie seksualne. Uczestników konferencji prawdziwie zaszokowała jej sceneria, a ściślej publicznie zademonstrowane przez Palikota rekwizyty: silikonowy penis i pistolet. Prezentujący je Palikot ogłosił z wielką werwą: “To są rzeczywiście symbole prawa i sprawiedliwości w dzisiejszej Polsce”. Dla większego efektu Palikot postawił obok siebie dwa manekiny nagich kobiet z zaklejonymi ustami, a obok nich plansze: “Jeśli powiecie o tym komukolwiek, to was rozp…”. By jeszcze mocniej “wstrząsnąć” uczestnikami konferencji, w stojącym za posłem Palikotem telewizorze pokazywano scenę gwałtu. Zdaniem jednego z posłów, spektakularne wyczyny – happeningi Palikota reżyseruje jego obecna żona Monika Kubat, aktorka lubelskiego Teatru Gardzienice.
Dziennikarze łamali sobie głowę, co skłoniło Palikota do jego dziwacznych wystąpień. Byli tacy, którzy uznali to za gest cwaniaka chcącego skandalizującymi wystąpieniami za wszelką cenę zwrócić uwagę na jego świeżo wydaną autobiografię pod grafomańskim tytułem “Płoną koty w Biłgoraju”. Warto tu dodać, że gest nic nie pomógł, bo potwornie nudna książka Palikota wyraźnie zalega na półkach. Prawdopodobnie czeka ją podobny los, jak wydawany przez Palikota tygodnik “Ozon”, który dość szybko padł z powodu braku czytelników, przynosząc wielomilionowe straty. Kolejne show w wykonaniu Palikota najwyraźniej jednak zdenerwowało działaczy PO, bo 25 kwietnia 2007 r. doszło do otwartego podjęcia sprawy dalszego uczestnictwa J. Palikota w Platformie. Część liderów PO (np. Zbigniew Chlebowski) uznała, że czas zakończyć przygodę Palikota z polityką w ramach Platformy (por. W.Z.: Palikot obiecał poprawę, “Gazeta Wyborcza” z 26 kwietnia 2007 r.). Nalegano na jego usunięcie z partii. Palikot starał się jednak maksymalnie udobruchać “dyscyplinujących” go polityków. Według relacji członka zarządu PO, Palikot sprawiał wrażenie człowieka nie do końca świadomego skutków swych popisów (por. tamże). Sam Palikot odmówił komentarzy dla prasy, ograniczając się do oświadczenia dla PAP: “Jestem w żałobie po śmierci pani Blidy”.

Intrygi i walka podjazdowa
Występujący tak donośnie w imię obrony demokracji Palikot niejednokrotnie pokazywał w praktyce, jak niewiele znaczy ona dla niego, choćby wewnątrz jego partii, jak bardzo nie lubi pluralizmu i wielości poglądów. Do władzy w lubelskiej PO udało mu się dojść w dość szczególnej sytuacji, jaka nastąpiła po odejściu Zyty Gilowskiej z PO w maju 2005 roku. Wkrótce potem Palikot znalazł się w PO i został liderem jej lubelskiej listy wyborczej, co tłumaczono wyraźnym “pomysłem Warszawy” (czytaj D. Tuska) w tej sprawie. Przeciwnicy Palikota twierdzą, że zaraz potem “niezgodnie ze statutem przejął władzę w regionalnej organizacji i obsadził ją swoimi ludźmi” (wg “Wprost” z 27 maja 2007 r.). Objąwszy stanowisko szefa lubelskiej organizacji PO, Palikot starał się szczególnie mocno uderzać w zwolenników Gilowskiej i stwarzać nieprzychylną aurę wokół niej samej. Sama Gilowska oskarżyła Palikota o to, że świadomie upowszechniał informacje posądzające ją o agenturalną przeszłość. “Dziennik” z 19 lipca 2006 r. podał, że “gazeta ta weszła w posiadanie taśmy, na której Palikot informował swoich kolegów o sprawie już w styczniu 2006 r., na szereg miesięcy przed jej publicznym nagłośnieniem. Taśmę nagrał z ukrycia jeden z działaczy lubelskiej Platformy”. W PO zawrzało wokół całej sprawy, nie tyle dlatego że Palikot znał kulisy haków na Gilowską, ale dlatego że ktoś ośmielił się go nagrać (por. M. Pietkiewicz: Palikot rezygnuje z Lublina, “Dziennik” z 20 lipca 2006 r.). Dzień po publikacji “Dziennika” z 19 lipca ogłoszono, że Palikot zrezygnował, ze względów osobistych, z kandydowania na prezydenta Lublina. Niektórzy tłumaczyli nagłą rezygnację Palikota z kandydowania na prezydenta Lublina dużo poważniejszymi przyczynami. Według “Rzeczpospolitej”: “Od dawna znany jest raport NIK dotyczący prywatyzacji lubelskiego Polmosu i mówi się, że PiS trzyma Palikota w szachu. To dlatego zrezygnował ze startu w wyborach na prezydenta Lublina, na co miał wielką ochotę (…). Raport NIK jako jedną z najważniejszych nieprawidłowości przy tej prywatyzacji wymienia znaczne zaniżenie wartości sprzedawanych akcji” (por. J. Lichocka: Płonący kot w Platformie, “Rzeczpospolita” z 5 kwietnia 2007 r.).
Styl kierowania lubelską Platformą przez Palikota szybko sprowokował prawdziwe wrzenie w lokalnym środowisku PO. Zarzucano Palikotowi, że popierany przez Schetynę, wprowadzał w lubelskiej PO “rządy twardej ręki”. Jeden z członków PO w Lublinie, prosząc o anonimowość, informował redaktora “Dziennika”, iż Palikot “nie rozumie, że partia to nie fabryka wódki i nie może wyrzucić pracownika, gdy ten nie chce wykonywać poleceń” (por. M. Pietkiewicz: Tajne układy Palikota, “Dziennik” z 4 lipca 2006 r.). Doszło do zajadłych walk frakcyjnych w lubelskiej PO. Palikot był zmuszony do zawarcia tajnego porozumienia z nieformalnymi przedstawicielami partyjnej opozycji przeciwko niemu. Szybko okazało się jednak, że złamał podjęte przez siebie zobowiązania. Jak pisano w “Dzienniku” z 1 września 2006 r., w tym czasie stu działaczy lubelskiej Platformy zapowiedziało rezygnację z członkostwa w PO. Twierdzili, że: “Platforma w Lublinie straciła wszystkie swoje ideały” (por. A. Wojciechowska: Palikot dzieli Platformę, “Dziennik” z 1 września 2006 r.). W tekście cytowano m.in. wypowiedź jednego z czołowych niegdyś działaczy lubelskiej PO, b. członka jej lokalnego zarządu Dariusza Jedliny: “Platforma przestała być obywatelska, stała się kolesiowska. Zatraciła całą swoją tożsamość. Zostałem usunięty m.in. dlatego, że widziano mnie na obiedzie z działaczem, którego nie lubi Palikot”. Palikotowi zarzucano głównie “niedemokratyczne rządy, obsadzanie stanowisk i list wyborczych swoimi ludźmi oraz sekowanie dawnych współpracowników Z. Gilowskiej” (por. tamże).
Pisałem już, że “demokrata” Palikot wyraźnie nie znosi stykania się z poglądami myślących inaczej niż on. Nieprzypadkowo to właśnie Palikot jako pierwszy wystąpił publicznie z żądaniem usunięcia Jana Rokity z Platformy, wyraźnie nie mogąc znieść jego prawicowych i antykomunistycznych poglądów. Aby uzasadnić swój postulat wykluczenia Rokity z Platformy, Palikot wystąpił z dość szczególnym publicznym donosem. Oskarżył Rokitę, że podczas kolacji w domu Palikota krakowski polityk rzekomo zapowiedział mu swe przejście do PiS. Palikot zarzucił Rokicie również “dezawuowanie kierownictwa partii, zacieranie różnic programowych między PiS a PO i chęć objęcia wicepremierostwa w rządzie PiS”. W wywiadzie dla postkomunistycznej “Trybuny” (nr z 20 marca 2007 r.) Palikot napiętnował Rokitę jako “polityka niebezpiecznego” (!). Publiczne donosy Palikota na Rokitę nie zyskały poparcia ze strony kierownictwa PO, choć pewnie wysłuchało ich z przyjemnością, widząc w nich kolejny etap osłabiania partyjnej pozycji niedoszłego “premiera z Krakowa”. Dyskusja wokół wniosku Palikota o wyrzucenie Rokity trwała ponad cztery godziny za zamkniętymi drzwiami podczas wyjazdowego posiedzenia Klubu Parlamentarnego PO w Białymstoku. Większość mówców wyśmiała wniosek Palikota, a sam Tusk nazwał go “pomysłem wziętym z kosmosu”. Jeden z mówców określił wniosek Palikota jako “pomysł wariata na wiosnę”. Ostatecznie D. Tusk miał zgłosić uchwałę, że jeśli ktokolwiek zrelacjonuje całą dość groteskową dyskusję mediom, to… zostanie natychmiast wyrzucony z partii (wg J. Cichockiej, op. cit.). Palikot doczekał się dość obelżywego komentarza dla niego ze strony Rokity. Krakowski polityk powiedział, że przypadek Palikota “jest pociechą dla biednych. To koronny dowód, że pieniądze nie wystarczają, aby być mądrym” (por. J. Lichocka: op. cit.).
Palikot wie, że pomimo wszystkich swoich wyskoków, nawet najskrajniejszych, w stylu manifestacji poparcia dla SLD czy osławionej konferencji prasowej z manekinami, zawsze może liczyć na obronę ze strony Tuska. Ten ostatni ma bowiem aż nadto wielką potrzebę wsparcia ze strony bogacza z Lublina. Niejednokrotnie przypominano w tym kontekście, że to Palikot sfinansował wydanie książki Tuska “Solidarność i duma”. Podobno Tusk miał zaproponować Palikotowi: “Wydasz moją książkę, to dostaniesz pierwsze miejsce na liście w Lublinie” – opowiadał były działacz Platformy Sławomir Potapowicz (wg J. Lichockiej, op. cit.). Najbogatszy poseł PO ciągle czuje się jednak niedoceniony w partii. Marzył o tym, że zostanie jednym z zastępców Tuska, a nie wszedł nawet do zarządu Platformy. Musiał zrezygnować z kandydowania na prezydenta Lublina. Przypuszczalnie właśnie ciągle nękająca go frustracja staje się przyczyną jego kolejnych nieobliczalnych ekshibicjonistycznych wyskoków, wraz z ostatnią jadowitą napaścią na Ojca Dyrektora Tadeusza Rydzyka i zapowiedzią jego “wykończenia” przez Platformę. Ten ostatni “wyczyn” Palikota okazał się jednak znów nazbyt kłopotliwy dla Platformy, a w każdym razie o wiele przedwczesny. Stąd tak błyskawiczne odcięcie się od wystąpienia Palikota na jego blogu internetowym w wypowiedziach D. Tuska i szefa klubu parlamentarnego PO Z. Chlebowskiego. Sądzę, że i tym razem jednak nie dojdzie do żadnych retorsji wobec najbogatszego posła PO – jego pieniądze i wpływy są zbyt potrzebne Tuskowi i Platformie. Miejmy jednak nadzieję, że pełen nienawiści atak Palikota na Ojca Dyrektora dobrze zapamiętają lubelscy wyborcy i zastanowią się nad tym, kogo tak niebacznie wybrali do Sejmu.
Warto zauważyć, że 16 grudnia 2007 r. Palikot dał publicznie wyraz swemu dość szczególnemu stosunkowi do spraw Kościoła i religii. Wystąpił wówczas z pomysłem wykreślenia w całości z kodeksu karnego art. 196, karzącego za obrazę uczuć religijnych. Palikot tłumaczył, że zniesienie tego artykułu spowoduje, że nie będą już więcej karani artyści wykorzystujący w swych dziełach elementy symboli religijnych. Polityk PO twierdził, że artykuł ten był jakoby wykorzystywany głównie jako “bicz na artystów”, co musi się skończyć. Jako przykład tego rzekomego uderzania w artystów przypomniał skazanie w sądzie Doroty Nieznalskiej z powodu jej instalacji przedstawiającej genitalia wiszące na krzyżu. W przypadku przeforsowania pomysłu Palikota przez PO do spółki z SLD zlikwidowana zostanie jakakolwiek szansa reagowania na najbardziej nawet obrzydliwe profanacje godzące w uczucia religijne Polaków.
Dodajmy na koniec uwagi o pewnych dość szczególnych cechach przypisywanych J. Palikotowi. Według niektórych relacji Palikot, mimo ogromnej fortuny, uchodzi za strasznego chciwca. Według “Wprost” z 27 maja 2007 r.: “W Lublinie krążą zaskakujące plotki, że Palikot nie płaci swym ochroniarzom, że jest winny pieniądze chłopom, od których kilkanaście lat temu ‘na kredyt’ brał drewno na palety”. Wcześniej, w innym “Wprost” (z 10 września 2006 r.), zarzucano Palikotowi, że zalegał z pieniędzmi za kilka miesięcy zespołowi redakcyjnemu “Ozonu”, choć jest tak “dzianym biznesmenem”. Uchodzi za wszechwładnego w Lublinie. Świadczyły o tym ogromne kłopoty pierwszej żony Palikota, dla której żaden adwokat nie chciał prowadzić sprawy o podział majątku. I właśnie ta pierwsza żona Palikota – Maria Nowińska, jest dziś chyba najgłośniejszą rzeczniczką tezy o Palikocie jako o człowieku, który ma strasznego węża w kieszeni. Dodajmy, że rozwód między Palikotem i jego żoną przebiegał w dość burzliwej formie, a w mediach nagłaśniano wciąż skargi żony Palikota zarzucającej biznesmenowi bądź to, że nie płaci alimentów, bądź to, że ukrywa część majątku (por. J. Lichocka, op. cit.). Sama M. Nowińska tak zwierzała się na łamach miesięcznika “Sukces” (nr 5 z 2007 r.): “Kiedy się pobraliśmy, ja miałam 19 lat, mąż o cztery lata więcej. Był bez grosza, więc moi rodzice, a pochodzę z rodziny o rzemieślniczych tradycjach, kupili mu ślubny garnitur i buty. Hojnie nas też wyposażyli. Dostaliśmy dom, samochód i gotówkę na założenie własnej firmy. Mój tata nawet podsunął na nią pomysł – zbijanie drewnianych palet do transportu alkoholu. Potem w miarę możliwości pomagałam mężowi, razem jeździliśmy po Europie w poszukiwaniu win musujących i interesujących szczepów winorośli. Byłam współwłaścicielką naszego dorobku. Nie mieliśmy robić rozdzielności majątkowej. A w sądzie okazało się, że nasze prawa są równe, i nagle stałam się petentem, który musi głośno pukać do różnych drzwi. I upominać się o to, co mi się należy”.
Według wspomnianego “Sukcesu”: “Przebieg rozprawy rozwodowej śledziła miejscowa prasa. Skwapliwie wyliczano, ile kto ma. Maria Nowińska po rozwodzie otrzymała od byłego męża namiastkę wspólnego majątku (…)”. Podczas procesu rozwodowego Nowińska musiała dopiero udowadniać swe prawa do wspólnej własności, przedtem dla wszystkich oczywiste. I wtedy wpadła na pomysł założenia Stowarzyszenia Porzuconych Żon. Miało ono pomagać porzuconym przez mężów żonom dzielić się pełną wiedzą o przysługującym im prawach i wspierać się nawzajem przy rozpoczynaniu nowego życia.
Palikot nie ukrywa nigdy, że prowadzi swą firmę bardzo twardą ręką. Pięć lat temu pytała go “Gazeta Wyborcza”: “Pewnie pracownicy się Pana boją?”. “Demokrata” Palikot odpowiedział: “Tak. Ja lubię ten stan. Nie lubię tego amerykańskiego braterstwa. W pracy nie przechodzę na ‘ty’ nawet z ludźmi, których znam dziesięć lat. Nigdy. Co więcej, pracuje u mnie moja matka, jest główną księgową – ale zawsze w firmie mówię jej ‘pani’ (…)” (cyt. za “Niezależną Gazetą Polską” z 4 maja 2007 r.).
Prof. Jerzy Robert Nowak

komentarz osobisty :

- zydo-bolszewia broniaca demokracji … to koniec swiata !

- zydzi, pederasci i bolszewicy = slabi ludzie ? … najstarszy zydowski chwyt : udac ofiare aby mocniej i wiecej ukasac …

- to zestawienie zydow, pedalow i czerwonych jest poniekad (tragi) komiczne …

Written by kilogram13

styczeń 4, 2008 @ 8:51 pm

Dodaj komentarz