header image
 

Zydowski geszeft

(bibula.com)

Nowy Jork: Żydowscy fałszerze i złodzieje przed sądem

Leib Pinter and Barry Goldstein, dwóch byłych szefów firmy udzielającej kredyty hipoteczne, zostało postawionych w stan oskarżenia za dokonywanie nielegalnych finansowych manipulacji, fałszowanie dokumentów i kradzież ponad 44 milionów dolarów.

Proceder wyłudzania pieniędzy, żydowscy szefowie firmy Olympia Mortgage Corp. z Brooklynu, prowadzili przez dziesięć lat: 1994 do listopada 2004 roku, kiedy to firmie cofnięto licencję na prowadzenie działalności.

Prokurator oskarża 64-letniego Leiba Pintera o 257 przypadków refinansowania pożyczek hipotecznych na podstawie sfałszowanych dokumentów, co doprowadziło do wielomilionowych strat finansowych rządowego gwaranta pożyczkowego, firmę Fannie Mae.

Natomiast 59-letni Barry Goldstein oskarżony został o to, że nakazywał swoim pracownikom tworzenie nieistniejących historii kredytowych, na których podstawie sprzedawano pożyczki bankowi Credit Suisse First Boston, podmiotowi grupy finansowej Credit Suisse Group.

Śledztwo prowadzone było przez biuro Prokuratora Generalnego USA oraz FBI. Pierwsze przesłuchanie odbyło się w czwartek, 8 maja br. przed sędzią federalnym sądu w Brooklynie. Każdemu z podejrzanych grozi kara do 30 lat pozbawienia wolności.

Rabin Leib Pinter jest recydywistą: w 1978 roku uznany został winnym próby przekupstwa. Rabin Pinter przyznał się, że w latach 1974-1976 wręczył pięć razy po tysiąc dolarów łapówki kongresmanowi Daniel J. Flood (D-Pennsylvania), który ułatwił uzyskanie federalnych kontraktów dla “żydowskiej organizacji mającej zwalczać ubóstwo”. Rabin Leib Pinter był w tym czasie szefem “Instytutu Tory” B’Nai Torah Institute w Nowym Jorku.

Konstytucja

(iskry.pl)

Konstytucje mają to do siebie, że jeśli nie stoi za nimi obyczaj polityczny, tradycja i  - co tu kryć - siła, są tylko kawałkiem zapisanego papieru. Często pełnią rolę zasłonki lub fartuszka na pokaz, takiej prawnej wioski patiomkinowskiej, dzięki której zamordyzm pokazuje, jaki jest demokratyczny.

Konstytucja ZSRS była jedną z najpiękniejszych na świecie, dawała wszystkim wielkie prawa, ba, przewidywała nawet możliwość wystąpienia republiki z sowieckiego związku! Konstytucja PRL-u, prócz zapisu o dozgonnej konieczności kochania Sowietów, również zapewniała obywatelom wielkie swobody.

Z drugiej strony, istnieją sprawnie funkcjonujące demokracje kultury zachodniej - jak brytyjska, które konstytucji nie mają i wiedzie im się niczego sobie.

Przypominam to, byśmy wszyscy pamiętali, że demokracja nie zaczęła się w Polsce 3 maja 1791 roku, ba, powiedzieć można, że wówczas uległa znacznemu ograniczeniu.

Polacy cieszyli się swobodami obywatelskimi i mieli wpływ na politykę kraju już od XV wieku. Polacy, czyli szlachta, bo poza szlachtą naród praktycznie nie istniał. Polacy stracili demokrację i wolność nie dlatego, że mieli złe prawo, lecz dlatego, że upadł obyczaj i zanikły cnoty obywatelskie, a szlachta, rozleniwiona dobrobytem i omamiona zwycięstwami wojskowymi, przestała kształcić dzieci i nie pozwalała królowi na utrzymywanie sprawnego wojska zaciężnego.


Po prostu,  Rzeczpospolita Obojga Narodów, którą likwidowała Konstytucja 3 maja, wprowadzając scentralizowane państwo z monarchią dynastyczną (zapisano w niej, że rodziną panującą mają być Sasi: “Stanowimy przeto, iż po życiu, jakiego nam dobroć Boska pozwoli, elektor dzisiejszy saski w Polszcze królować będzie.

Dynastia przyszłych królów Polskich zacznie się na osobie Fryderyka Augusta, dzisiejszego elektora Saskiego, którego sukcesorom de lumbis z płci męskiej tron polski przeznaczamy. Najstarszy syn króla panującego po ojcu na tron następować ma…”) była pierwszą w historii próbą odtworzenia starożytnego, rzymskiego ideału społeczeństwa obywatelskiego. Próbą częściowo udaną; ideał ten działa sprawnie pod jednym warunkiem, gdy obywatele są mądrzy, wykształceni, odpowiedzialni, wiedzą, co to cnota i poświęcenie dla dobra wspólnego. Dopóki Polacy byli w swej większości wykształceni i odpowiedzialni, dopóki ich Rzecz Wspólna była wielkim sukcesem na miarę całej cywilizacji zachodniej.

Nawet najlepsze prawo nie zmieni ludzi i ich zwyczajów. Dlatego nie można dzisiaj przy pomocy jakiegoś - choćby najlepszego - aktu ustawodawczego zmienić Afganistanu czy Iraku.

Oświeceniowa Konstytucja 3 maja stanowiła nieudaną próbę reformy podjętą przez polską masonerię. Fakt, że dzisiaj rocznicę jej nielegalnego uchwalenia (to inny temat) obchodzi się jako akt fundujący polskiej demokracji, jest jeszcze jednym szyderstwem pokazującym, iż nieważne, jak było, ważne, jak się pamięta…

Konstytucja 3 maja była też realizacją masońskiego przeświadczenia, że ludzie (wówczas chodziło wyłącznie o polską szlachtę) są tylko częściowo równi i pokaźna ich część nie dorasta do tego, by sama decydować o sobie. Dlatego ci bardziej oświeceni - muszą sprawy wziąć w swoje ręce i pokierować ludzkim bydłem tak, aby sobie krzywdy jakiejś nie zrobiło…

To smutne, degradujące i antychrześcijańskie przekonanie ciągnie się przez wieki zachodniej cywilizacji jak smród po gaciach, od czasów herezji gnostyckich.

Konstytucja 3 maja nie przyniosła więc Polsce niczego dobrego i prócz dobrej prasy, jaką zawsze miała w kręgach “oświeconych”, niewiele nauki dla nas wynika z jej zapisów. Jeśli mamy czerpać z polskiej tradycji demokratycznej, to raczej tej XVI-wiecznej, obywatelskiej, kiedy kraj nasz ustawiał klocki w tej części Europy, z czasów Kochanowskiego czy Jana Zamoyskiego.

W końcu, jeśli budować tożsamość niepodległej Polski, to uczyńmy to na tych najszerszych, największych fundamentach. Wszyscy jesteśmy dzisiaj spadkobiercami ówczesnej szlachty i na nas spoczywa obowiązek pilnowania narodowego ognia. Naród polski rozszerzył się na  wszystkie stany i jeśli szukamy dzisiaj historycznego spoiwa - materiału na kanwę wielkiej nowoczesnej Polski, kraju, który zabezpieczy interesy i pozwoli 40 milionom ludzi odegrać należną im rolę w sercu Europy, to właśnie tam szukajmy złotego rogu.

Są na świecie narody, które własną tożsamość budują na przekazach sprzed  tysięcy lat. My spokojnie możemy odwołać się do tych sprzed tysiąca.

Dziwność naszej sytuacji polega na tym, że w rezultacie klęski wojennej pobito nam dowódców. Rządcy wstawieni na ich miejsce w PRL-u nawet nie czuli związku z II Rzeczpospolitą, o czasach odleglejszych nie wspominając. Dzisiaj ich dzieci wciąż boją się polskiej tożsamości i polskiego ducha, nadal boją się odkopać butelkę, z której wychodzi polski dżin.

Lekcja Konstytucji 3 maja dowodzi, że papier niczego nie zmienia, jeśli nie jest emanacją woli narodu. Pracujmy więc, aby u wszystkich dookoła; w naszych rodzinach, u naszych dzieci, u polskich sąsiadów, u wszystkich Polaków wolę tę obudzić. Obudzić przeświadczenie, że “w interesie wspólnym”, to znaczy we własnym.

Słuchając w polskim radiu dyskusji o Konstytucji 3 maja, ze zdumieniem dowiedziałem się z ust pewnego “autorytetu”, że ówcześni posłowie Sejmu Wielkiego “wbrew własnemu interesowi” nałożyli na swe majątki dziesięcioprocentowy podatek…

Proszę sobie wyobrazić, że nawet w dzisiejszej Polsce ludziom z tytułami profesorskimi nie przychodzi do głowy myśl, iż podatki w wolnym kraju płaci się we własnym partykularnym interesie, a jeśli tak nie jest, to są one jedynie haraczem wymuszanym przez  wewnętrznego lub zewnętrznego okupanta.

Niewolnictwo to stan umysłu, a nie sytuacja fizyczna!

Andrzej Kumor Mississauga
źródło: Tygodnik “Goniec” Toronto

Ojczyzna jest jak Matka … a kto nie szanuje Matki …

(iskry.pl)

Jaką wartość przedstawia człowiek mówiący źle o swojej matce, czy o ojczyźnie, popatrzmy tylko na zwierzęta czy ptaki - od nich bowiem możemy się nauczyć wiele.


Złych matek nie ma na świecie, każda daje swojemu dziecku tyle, ile potrafi, na ile ją stać - wychowuje jak najlepiej, kształci, poświęca noce, co więcej, dzieli się sercem. Są na świecie matki zamożne, lecz i biednych nie brakuje, mających tak niewiele, one jednak potrafią dać najwięcej, wszystkim się podzielić. Najcenniejszym skarbem otrzymanym od matki niewątpliwie jest dobre wychowanie, które jest znakomitym drogowskazem w samodzielność i gwarantem dalszego uczciwego życia. Na palcach ręki można policzyć inne matki, jak wszędzie i tu zdarzają się wyjątki, których jest na szczęście tak mało.

Matka - to serce, matka to ciepło, matka to dom i nadzieja - matka jest wszystkim co ci potrzeba, bez matki już nic nie znaczysz. Ojczyzna i matka podobne do siebie, więc obie kochać należy, one tak sercu są bliskie, bez nich szarością jest życie, bez nich uczucie umiera.
Ojczyzna! - w niej przyszliśmy na świat, wycisnęliśmy pierwsze kroczki na jej ziemi, wymówiliśmy pierwsze słowo  mama , tam pozostał nasz stary dom, kryty słomą czy blachą, murowany czy drewniany, biedny czy bogaty - ale nasz dom.

Tam pozostał nasz los, woń polskich kwiatów, tam wschodziło i zachodziło dla nas słońce, wiał halny i szumiał Bałtyk, tam miłości pierwszej ślady.
Tam gdzie ojczyzna - tam nasz dom, nasz duch i przodków naszych groby, a grobów się nie depcze, im pokłon się należy, pamięć i szacunek. Ojczyzna to coś więcej niż dach nad głową - to nasz rodowód, wielowiekowa kultura, to wiara i duma.

Znieważa sam siebie - kto ubliża matce i na ojczyznę urąga, swe ego kładzie na szali.
Spotkałem tutaj takich ludzi, drwiących z naszego kraju, obelgami ich usta nabrzmiałe, twarz cwaniactwem przeszyta i rozum już jakby zwiotczały, zanikły komórki szare - oni stracili już życie i wiarę. Są tacy ludzie…

Ameryka przesłoniła im wszystko, są zaślepieni tym krajem, ich fascynacja przerasta rzeczywistość, oślepił ich blask zachodniego słońca.  Cudze chwalicie - swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie  - przysłowia pochodzą od mądrych ludzi i mają wielkie zastosowanie w rzeczywistości.
Pomimo tych nielubianych, przeszłych lat, tamtego systemu, spędziliśmy piękne chwile naszego życia nad Wisłą i wspomnień deptać nam nie wolno, nie wolno nam zapominać, co dała nam ojczyzna, ile wynieśliśmy dobra, ile nauki z tego pięknego choć biedniejszego kraju. Musimy być chłodni w ocenie i sprawiedliwi, trzeba dobrze znać dwa kraje, by je porównać, by krytykować, zauważyć złe i dobre strony, dobrze znać historię i mentalność tych narodów.
Trudno się podjąć takiego zadania, nawet wtedy, kiedy mieszka się tutaj prawie dwadzieścia lat i spotyka z różnymi ludźmi na codzień - lecz czy trzeba od razu chwalić, czy krytykować w sposób nieludzki, poniżając siebie. Ktokolwiek źle mówi o matce - wystawia złe świadectwo o sobie, przytoczę tu powiedzenie kolegi Janusza Kopcia, które jest adekwatne do tematu  jaka mać - taka nać .

Co można do tego dodać.
Nie można jednak porównywać wielkiego kraju z malutkim i stawiać po obu stronach równania w jednej klasie, czy malucha możemy równać z mercedesem?
Z pewnością śródmieścia dużych miast jak Chicago czy Nowy Jork są piękne i inne jak w Europie, budynki różnią się jedynie wysokością, w której lubuje się Ameryka.
Moim skromnym zdaniem reszta jest porównywalna jakością, jedynie ilość jest pod znakiem zapytania. Czym np. różnią się tutejsze góry od naszych - jedynie wielkością i wysokością, podobnie jeziora, niestety oceanów do Bałtyku porównać się nie da, autostrad nad Wisłą mało, drogi z dziurami podobne wszędzie, domy bez porównania ze starym krajem, o ogrodzeniach nie wspomnę.

Samochodów tu więcej, bo i ludzi mnogo, podobnie samolotów i lotnisk. Kultury są inne, bo inne narody, historii jednak porównać się nie da. O co więc te wojny i zachwyt bez miary, nade wszystko piękny kraj nad Wisłą stary, kultura narodu i historii karty mówią ile naród nasz stary jest warty, że góruje w świecie nad wszystkie narody. Które mają wielkie jeziora i wody i wielką potęgę co się pięścią mierzy, Paryże, Londyny i zwalone mury - Polska niczym groszek wspina się do góry i jest najpiękniejsza ponad wszystkie kraje, co tylko niektórym ludziom się wydaje, że jest inaczej. Mylą się i basta - w letargu ich dusza, im rozum zabrało…

Kiedy Pan Bóg chce skarać człowieka,
jest tak (bo Panu ja wierzę)
da mu rozum i czeka i czeka,
ale potem go całkiem odbierze.

Bo kto rozumny matkę może poniewierać i na ojczyznę co go wychowała rzucać obelgami i wszystko co najgorsze porównywać z krajem. Nie znasz jeszcze Polski i piękna w tym kraju, nie depcz mogiłami obsypanej ziemi, niech stoją tam krzyże Polaków z honorem, nie skreślaj piękna, co w księgach widnieje.

Władysław Panasiuk

S.P. O. Krapiec

(prawy.pl)

Odwaga bycia sobą
Zmarł wielki człowiek

Są tacy ludzie koło których nie da się przejść obok nie przystając choć na moment. Wyróżniają się z jednolitego tła codziennej przeciętności. Mają odwagę powiedzieć coś mocnego, wielkiego, odważnego. Takiego człowieka poznałem w czasach przygotowań do mojego egzaminu maturalnego. Dzięki niemu zainteresowałem się św. Tomaszem z Akwinu i pośrednio dzięki niemu moja praca pisemna z języka polskiego była dowodem istnienia Miłości czystej i pięknej. Tym człowiekiem był o. Mieczysław Krąpiec.

“Człowieczeństwo jest odwagą bycia sobą w sytuacji kolizji wartości, z których należy wybrać to, co słuszne” - można powiedzieć, że całe jego życie było spełnianiem tych jego słów. W codzienności był twardy w obronie Prawdy, ale jednocześnie dobry i łagodny wobec każdego spotkanego człowieka.

Pozostawił po sobie piękny ślad w duchowości i nauce – lubelską szkołę filozoficzną, zwaną czasem “polską szkołą filozofii klasycznej”. Powstała ona podczas ogromnych trudności których źródłem była oczywista niechęć władz komunistycznych wobec Kościoła i rozwoju nauki poza skrzydłami komunizmu. Program tej szkoły nakierowany był na wypracowanie nowej wersji klasycznej filozofii realistycznej, tak, by mogła ona stanowić odpór dla marksizmu ogłaszającego się jako realizm. Dziś spuściznę tych badań zawiera “Powszechna Endyklopedia Filozofii”.

O. Krąpiec całe życie poświęcił krzewieniu kultury i humanizmu chrześcijańskiego wśród młodych.  Ludziom których spotykał na codzień dodawał swą szlachetnością I pogodą ducha sił I wytrwałości w pracy. Apelował kiedyś: “Zadaniem odpowiedzialnych wychowawców i nauczycieli jest pokazać uczniom, że prawdziwą wartość ma jedynie to, co przychodzi z trudem. Polsce i światu potrzeba ludzi o mocnych charakterach.” Był narodowcem. Nie zgadzał się na kompromisy gdy chodziło o sprawy polskie.  “Życie wasze nic nie będzie znaczyć, jeżeli nie przekażecie kultury narodowej, niezależnie od nakazów ministerstwa” - mówił do nauczycieli w czasach liberalnych rządów.

Czy wypełnimy jego wolę?

Jan Kotlarz

Homo-choroba a leczenie i (asymetryczna) tolerancja …

(piotrskarga.pl)

Wyleczeni z homoseksualizmu boją się ujawniać

var s2 = new SWFObject(”mp3player.swf”, “playlist”, “200″, “70″, “7″);
s2.addVariable(”file”,”music.php?id=1727″);
s2.addVariable(”backcolor”,”0×112752″);
s2.addVariable(”frontcolor”,”0xA9C6F5″);
s2.addVariable(”lightcolor”,”0xFFD269″);
s2.addVariable(”displayheight”,”0″);
s2.write(”mp3″);


Homoseksualiści, którzy porzucili ten styl życia, obawiają się ujawniać i mówić publicznie o swojej przeszłości, gdyż boją się, że będą ich nękać aktywiści homoseksualni – doniosła w poniedziałek amerykańska stacja telewizyjna ABC.

– Ktoś może nie być szczęśliwy z tego powodu, że jest gejem. Czy ktokolwiek pomyślał o tym? – pytał w programie „David”, anonimowy rozmówca, który przezwyciężył skłonności homoseksualne. – Przekonałem się, że uczucia można zmienić – zaznaczył.

Organizacja PFOX, do której należą rodzice i przyjaciele byłych homoseksualistów zauważa, że chęć zachowania anonimowości przez „Davida” odzwierciedla skalę zastraszania podejmowanego przez aktywistów homoseksualnych wobec osób takich jak on.

– Wielu byłych gejów obawia się ujawniać z powodu nękania z jakim mogą się spotkać: przesyłania na specjalne strony gejowskie ich nazwisk, numerów telefonów, danych osobistych, atakowania ich przez wywieszanie danych na słupach ogłoszeniowych, pisania artykułów prasowych itp. – stwierdziła organizacja PFOX.

Po publicznym ujawnieniu się ex-homoseksualisty aktywiści natychmiast wszczynają swoje akcje przeciwko niemu. – Zmusza się go do milczenia, a następnie twierdzi się, że byli homoseksualiści wcale nie istnieją, ponieważ nie funkcjonują w przestrzeni publicznej – podkreśla organizacja.

Wskutek nacisków homoseksualistów Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne odmówiło udziału w debacie, która miała się odbyć właśnie w poniedziałek w studiu telewizji ABC. Debata „Homoseksualizm a terapia - wymiar religijny” miała być poświecona tzw. terapii reparatywnej, zwykle stosowanej przez organizacje religijne w przypadku osób chcących przezwyciężyć tendencje homoseksualne.

Aktywiści homoseksualni obawiali się, że debata na temat terapii reparatywnej mogłaby stanowić poważne wyzwanie dla Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychologów, które w 1973 r. wykreśliło homoseksualizm z listy zaburzeń emocjonalnych, uznając, że nie jest on chorobą, w związku z tym nie trzeba go leczyć.

ABC przedstawiła także relację filmową z Smith College, gdzie 29 kwietnia br. konserwatywny publicysta Ryan Sorba został zmuszony do przerwania wykładu, podważającego twierdzenia jakoby homoseksualiści rodzili się z takimi skłonnościami. Na wykład przyszły lesbijki, które śpiewały, tańczyły i wymachiwały przed nim miskami i dzbankami.

Obserwatorzy zauważają, że incydent w Smith College ilustruje charakterystyczny przejaw braku tolerancji ruchu homoseksualnego dla jakiejkolwiek dyskusji, która zwracałaby uwagę na możliwość swobodnego porzucenia „gejowskiego” stylu życia.

– Oto jakie poglądy na wolność wypowiedzi i prawa człowieka ma ruch gejowski, który z jednej strony narzuca swój program społeczny i seksualny innym, a z drugiej - zastrasza i terroryzuje każdego, kto mógłby go krytykować lub się z nim nie zgadzać – komentuje te zjawiska konserwatywna organizacja MassResistance.

Z kolei Peter Sprigg z PFOX stwierdził, że aktywiści homoseksualni mówią o osobistym wyborze, wolności itp., a tymczasem sprzeciwiają się osobistemu wyborowi i wolności tych, którzy pragną zmienić się.

Źródło: LifeSiteNews.com, AS

Unter(UE)mensch…

(bibula.com)

Polacy skarżą się na dyskryminację w konkursach na urzędników europejskich

“Będziemy mieli równe szanse…”

30 Polaków, którzy nie zdali ostatniego etapu konkursu na unijnych urzędników, złożyło skargę do unijnego biura rekrutacyjnego EPSO oraz Komisji Europejskiej. Protestują przeciwko dyskryminacji Polaków.

W skardze Polacy wskazują na zaskakująco słabe wyniki, jakie osiągnęli w ostatnim konkursie na urzędników (kategorii A5) w dziedzinie publicznej administracji i zasobów ludzkich. Według obliczeń sygnatariuszy skargi, mniej niż 50 proc. Polaków, którzy przeszli do ostatniego, ustnego etapu, zdało pomyślnie egzamin, co jest “zaskakująco niskim odsetkiem”.

“Jako że Polacy byli w konkursie oddzieleni od innych narodowości, rodzi się pytanie, czy wszystkim kandydatom podczas egzaminu postawiono tę samą poprzeczkę. Polscy kandydaci byli egzaminowani przez inną komisję egzaminacyjną niż kandydaci innych narodowości i otrzymali inny zestaw pytań” - czytamy w skardze.

Polacy żalą się, że około 75 proc. pytań, jakie zadano im podczas konkursu, dotyczyło technicznych spraw związanych z dziedziną zasobów ludzkich. Tymczasem - przekonują w skardze - kandydaci z innych państw byli odpytywani głównie z wiedzy o unijnych politykach.

Stąd słabe wyniki Polaków w porównaniu z innymi i wyeliminowanie ich z konkursu, który otwiera drogę do kariery w unijnych instytucjach. Skarżący podkreślają, że trudno zrozumieć takie podejście egzaminatorów w świetle danych, że Polska na tle nowych krajów członkowskich ma najniższy procentowy wskaźnik wypełnienia kwot przyznanych w instytucjach europejskich dla urzędników danego obywatelstwa.

Polacy, licząc na pomoc, swą skargę przesłali do wiadomości polskich władz, polskich europarlamentarzystów oraz europejskiego rzecznika praw obywatelskich.

Według najnowszych danych z kwietnia tego roku, w Komisji Europejskiej pracuje 994 polskich urzędników. Polska tylko w 76 proc. wypełniła przyznaną jej w 2004 roku pulę stanowisk (1341). To najgorszy wynik spośród wszystkich państw, które wstąpiły do UE przed czterema laty. Ponadto aż połowa z zatrudnionych Polaków pracuje na najniższych w unijnej hierarchii stanowiskach asystenckich.

Osadzanie a przebaczanie

(prawy.pl)

Po pierwsze posłuszeństwo
Kto wam dał prawo wyrzucić Wielgusa?

“Rzeczpospolita” poinformowała wczoraj o kolejnym polskim biskupie z “przeszłością” w teczkach IPN, którą to informację podchwyciły od razu niektóre “katolickie” portale. Prymas Tysiąclecia napisał kiedyś: “Nie ma takiej krzywdy, której by nie można przebaczyć”. Wyraził się tak o krzywdzie uczynionej drugiemu człowiekowi z premedytacją. Dzisiaj niektóre środowiska używające słowa “katolickie” zapominają o tym przebaczeniu, natomiast - trzeba to wyraźnie powiedzieć - wyłuskują co drobniejsze przewinienia i poszlaki w celu pohańbienia ludzi odpowiedzialnych z racji sukcesji apostolskiej za Kościół. Nie chcę tu używać szyldów ani nazwisk, bo nie mam na celu oskarżenie kogokolwiek. Chcę zwyczajnie zapytać - jakie motywy kierują tymi działaniami?
Graf. Jan Kotlarz

Ilekroć słyszę o ujawnianiu kolejnej teczki biskupa odszukanej gdzieś w archiwach IPN, to zastanawiam się kto dał prawo osądu nam szarym katolikom, nam dziennikarzom nad tymi biskupami. Kto dał prawo wyrzucenia ze stolicy biskupiej ks. abp Wielgusa? Ale co ważniejsze - w imię jakiej prawdy i jakiego dobra się to czyni?

Mówią niektórzy, że w imię oczyszczenia. Zapytajmy zatem o jaką czystość chodzi. Czy ktoś z nas jest bez winy? Kościół jest wspólnotą grzeszników. Ludzie zapatrzeni w ową “czystość” sprawiają na mnie wrażenie ludzi zniewolonych, bijących pięścią na oślep. I znowu mogę przytoczyć słowa prymasa Wyszyńskiego: “Przebaczenie jest przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym ręku od własnej celi więziennej.” Mam przytłaczające wrażenie, że ludzie w takich celach są użytecznym narzędziem rozbijającym Kościół. Wbrew ich intencjom - nie budują wielkości czystej wspólnoty Kościoła.

Wraz z żoną wybrałem się na ingres abp Wielgusa (ten, podczas którego abp zrezygnował). Dziennikarka zapytała nas co sądzimy o tamtej sytuacji. Odpowiedzielśmy, że jako katolicy po pierwsze powinniśmy być posłuszni Stolicy Apostolskiej. To w ręku Ojca Świętego znajduje się władza nad naszymi pasterzami. Chrystus nie powierzył jej nikomu z nas. Tej władzy winniśmy posłuszeństwo, a sięgając po nią stajemy się ludźmi małymi. Apeluję dziś do wszelkich instytucji i środowisk mieniących się jako katolickie: zamieńmy pychę i gniew na posłuszeństwo Kościołowi, zaufanie Stolicy Apostolskiej i umiarkowanie w osądach.

Jan Kotlarz dla Prawy.pl

Tusk i glod

(prawy.pl)

“To Tusk był fundatorem systemu, w którym były głodne dzieci”

To Donald Tusk był fundatorem systemu, w którym były głodne dzieci. Cieszę się, że teraz czuje wyrzuty sumienia i chce się zmienić - powiedział Jarosław Kaczyński w radiowej Jedynce.

Prezes PiS odniósł się w ten sposób do słów z telewizyjnego wystąpienia premiera, który podkreślał, jak ważne jest dla rządu PO i PSL, aby żadne dziecko nie było głodne. - Zaczniemy od prawa do ciepłego posiłku. Głodne dziecko to hańba. Nie zaznam spokoju, póki nie będę miał pewności, że żadne dziecko nie będzie głodne - mówił wtedy Tusk.

- Empatyczna postawa Tuska jest lepsza od tej sprzed lat, gdy mówił, że głód, to nie jest przeszkoda w formowaniu demokracji - stwierdził Kaczyński w Sygnałach Dnia. Oceniając inicjatywę Tuska były premier zwrócił uwagę na to, że lider Platformy kontynuuje w ten sposób działania poprzedniego rządu, który był jedynym interesującym się tym problemem.

Na pytanie Jacka Karnowskiego, czy jego zdaniem Tusk odpowiada za istnienie głodnych dzieci w Polsce, odpowiedział: “A kto ma za to odpowiadać? Ja mam odpowiadać? Odpowiadają za to tacy ludzie jak Tusk, Balcerowicz, Bielecki, Mazowiecki itd.”

onet.pl

Gejowskie lobby…

(Nasz Dziennik)

Czy myślisz, że uczniowie, którzy są gejami, czują się bezpiecznie w Twojej szkole? Jak poznać, że chłopak jest gejem? - takimi pytaniami uraczyli dzieci, m.in. ze szkół podstawowych, ankieterzy Kampanii Przeciw Homofobii, koordynatora programu “Schoolmates” wspartego przez Komisję Europejską, realizującego badania nad “przemocą homofobiczną”. Wszystko bez wiedzy i zgody ministerstwa edukacji, dyrekcji szkół i rodziców.

Zdaniem realizatorów “Schoolmates”, założeniem tego programu było “dostarczenie uczniom i personelowi szkolnemu wiedzy i narzędzi w celu zapobiegania i zwalczania słownej, fizycznej i psychicznej przemocy wobec kogokolwiek z jakiegokolwiek powodu, ze szczególnym uwzględnieniem młodych osób homoseksualnych lub postrzeganych jako homoseksualne”.
W tym celu przeprowadzono stosowne “badania” głównie w szkołach podstawowych, gimnazjalnych i średnich, wśród uczniów w wieku od 13 do 19 lat, z przewagą grupy wiekowej 16-19 lat. Narzędziami “badawczymi” były: ankieta, kwestionariusz on-line, umożliwiający większe zróżnicowanie badanej grupy, oraz wywiady, przeprowadzone zarówno na pojedynczych osobach, jak również w grupach focusowych.
Przytoczmy niektóre z pytań zadanych młodym ludziom: Jak często w ciągu ostatniego roku szkolnego w Twojej szkole słyszałeś/aś, żeby ktoś mówił do chłopaka lub o nim, używając określeń: (i tutaj pojawia się seria wulgarnych sformułowań, których nie będziemy cytowali)? Jak poznać, że chłopak jest gejem? Czy myślisz, że uczniowie, którzy są gejami, czują się bezpiecznie w Twojej szkole?
Z raportu dotyczącego wyników przeprowadzenia “Schoolmates” w szkołach można się dowiedzieć, że “w badaniach zebrano także opinie młodzieży oraz personelu szkolnego na temat homoseksualności”. Wynika z tego ni mniej, ni więcej, że ankieta odbyła się, o ile nie za zgodą, to przynajmniej za wiedzą niektórych nauczycieli. Ankietowany miał m.in. następujący wybór opinii na temat homoseksualności: “homoseksualność jest po prostu jedną z dróg ekspresji swoich uczuć i swojej seksualności, tak samo jak heteroseksualność”, “ktoś staje się gejem lub lesbijką, ponieważ miał/miała zaburzone relacje z jednym lub z obojgiem rodziców”, “większość problemów osób homoseksualnych jest spowodowana negatywnym nastawieniem społeczeństwa do nich”.
Jak podają strony internetowe Kampanii Przeciwko Homofobii (KPH), jednego z inicjatorów programu “Schoolmates”, był on realizowany jednocześnie w Bolonii i Modenie, Wiedniu, Warszawie i Madrycie. Zagranicznymi partnerami dla KPF były: Arcigay z Włoch, Wiedeńskie Antidiskriminierungsstelle für gleichgeschlechtliche Lebensweisen i Colegas z Hiszpanii. Polskie “badania” stanowiły 17,7 proc. wszystkich ankiet w pozostałych krajach. Przeprowadzono je od maja 2006 r. do stycznia 2007 r., za kadencji ówczesnego ministra edukacji narodowej Romana Giertycha, natomiast 12 kwietnia bieżącego roku w Warszawie odbyła się międzynarodowa konferencja podsumowująca wyniki “badań nad przemocą homofobiczną w szkołach”. Dowiedzieliśmy się jednak, iż cała akcja nie miała oficjalnego charakteru - a więc ani resort oświaty, ani dyrektorzy szkół nie zostali o niej poinformowani, o czym wspomina Marta Abramowicz, wiceprezes Kampanii Przeciwko Homofobii. - Tak. Przeprowadziliśmy anonimową ankietę wśród uczniów i nauczycieli. Nie była ona organizowana w ten sposób, że ankieterzy wchodzili do klasy i rozdawali uczniom ankiety. Na coś takiego musielibyśmy uzyskać zgodę szkoły, która prawdopodobnie by wystarczyła. Było to po prostu badanie anonimowe - wyjaśnia Abramowicz. Zaprzecza, jakoby nauczyciele mieli rozprowadzać ankietę wśród uczniów. - Po prostu dotarliśmy do uczniów i nauczycieli innymi kanałami, co nie jest takie trudne - dodaje.
Roman Giertych, ówczesny minister edukacji narodowej, potwierdza, że nigdy by nie dopuścił do przeprowadzenia takiej akcji w szkołach. - W ogóle do szkół nie powinny mieć wstępu żadne organizacje bez zgody kuratorów czy dyrektorów. Tutaj mamy takie dziwaczne zdarzenie. Zawsze staraliśmy się wszystkich tych organizacji gejowskich do szkół nie dopuszczać. Tak było m.in. wobec Kampanii Przeciw Homofobii, którą pozbawiliśmy przecież dotacji na obozy. Nie wiem, kiedy i jak organizowano tę ankietę, ale uważam, że tego typu organizacje nie powinny być wpuszczane do szkół - zapewnia były minister.
Ministerstwo Edukacji Narodowej nie posiada obecnie żadnych informacji na temat akcji KPH i mimo że przeprowadzono ją nielegalnie, resort nie zamierza wyciągać jakichkolwiek konsekwencji wobec wspomnianej organizacji.
Jacek Dytkowski

Templariusze

(prawy.pl)

Templariusze
Papież nigdy nie potępił

Barbara Frale jest doktorantem na Uniwersytecie w Wenecji, zajmuje się historią końcowych lat zakonu templariuszy. W Polsce wydano już kilka jej książek, teraz ukazała się ostatnia – „Templariusze” (wyd. włoskie 2004). Lekturę polecam wszystkim, którzy fascynują się literaturą komercyjną, zalewającą księgarnie, by wspomnieć tylko „Kod Leonarda da Vinci”. Praca Frale jest stricte naukowa, oparta na wnikliwych badaniach archiwów watykańskich, a więc w pełni wiarygodna.

Autorka nie ukrywa, że pomimo wielkiego zainteresowania tematem, wciąż nie wiemy wszystkiego, nie znamy wszystkich tajemnic Zakonu, ale wiemy już na pewno, że proces, jakiemu zostali poddani templariusze po ich aresztowaniu przez króla Francji Filipa Pięknego – był sfingowany. Autorka odkrywa jego kulisy, posiłkując się dokumentami papieskimi. Papież Klemens V prowadził bowiem swoje własne śledztwo, które było uczciwe i wolne od metod stosowanych przez króla Francji (tortury, fałszowanie dokumentów, „kruczki” prawne, naciski). Papież początkowo był skłonny wierzyć, że w Zakonie nie dzieje się dobrze, dlatego dawał posłuch propagandzie króla, która od miesięcy starała się zdyskredytować zakonników jako heretyków i bluźnierców. Francuski monarcha sprytnie wykorzystał inkwizycję jako narzędzie zniszczenia templariuszy i właściwie nigdy nie wypuścił śledztwa ze swoich rąk. Kiedy Klemens V zorientował się, że wcale nie chodzi o prawdę i o obronę wiary – podjął starania, by proces zakonników był wewnętrzną sprawą kurii rzymskiej. Wszak Zakon podlegał od samego początku papieżowi. Jednak nie było to takie proste – Filip Piękny umiejętnymi działaniami i szantażem opanował sytuację. Papieskiemu sądowi udało się jednak przeprowadzić procedurę, która wykazała jedynie uchybienia w funkcjonowaniu Zakonu (chodzi o praktyki stosowane przy inicjacji nowo przyjmowanych – żądanie zaparcia się Chrystusa, plucie na krzyż, podejrzany kult figury głowy brodatego mężczyzny itp.). Nie stwierdzono jednak, by doszło do odrzucenia wiary czy herezji. Praktyki te miały początkowo być próbą dla nowicjuszy, badano przy ich pomocy ich reakcje na sytuacje ekstremalne, jednak z czasem stały się czymś niezrozumiałym i podejrzanym. To właśnie wykorzystali królewscy agenci zbierający materiał mający na celu zdyskredytowanie Zakonu.

Kluczowy dla sprawy jest dokument papieski sporządzony po przesłuchaniu wielkiego mistrza Jakuba de Molay na zamku w Chinon w sierpniu 1308 roku przez trzech pełnomocników Klemensa V. Podczas przesłuchania de Molay zaprzeczył, by Zakon popadł w herezję, ale wyraził skruchę za złe praktyki i prosił o przebaczenie. Oskarżeni zostali rozgrzeszeni i pojednani ze wspólnotą sakramentalną. Dokument na ten temat odnaleziono dopiero niedawno – był w XVII wieku błędnie sklasyfikowany w archiwum watykańskim i dlatego trudno było do niego dotrzeć. Jak wiadomo, nie uratowało to Zakonu ani większości templariuszy, bo król nie wypuścił zdobyczy. De Molay, już na stosie, żałował że wyraził skruchę, bo to oznaczało, że jednak Zakon popełnił grzechy. Jednak na zamku w Chion wydawało mu się, że jest już w gestii władzy papieża, dlatego przyjął propozycje jego wysłanników. W planie papieskim po tym akcie pokuty Zakon miał, po reformie wewnętrznej, działać dalej (być może po połączeniu ze szpitalnikami). Kiedy okazało się, że tak nie będzie, de Molay na stosie zaprzeczył jakiejkolwiek winie. Zginął jak prawdziwy chrześcijanin. Klemens V był za słaby, by przeciwstawić się władzy króla, był szantażowany, wybrał zachowanie jedności Kościoła i poświęcenie Zakonu. Do końca życia miał wyrzuty sumienia.

Zakon powstał w okresie wielkiego napięcia religijnego, jaki miał miejsce na początku ruchu krucjatowego. Regułę Zakonu tworzył m.in. Bernard z Clairvaux. Wpisywało się to w proces odnowy Kościoła, w jego powrót do ascezy i dyscypliny. Reguła była bardzo surowa, templariusz musiał oddać samego siebie wspólnocie, wyrzec się dóbr materialnych i uciech. Pomimo pewnych niedociągnięć, system funkcjonował bez zarzutu – Zakon był sprawną machiną wojenną, dzięki której chrześcijanie odnosili takie zwycięstwa. Muzułmanie nienawidzili ich, bo to był przeciwnik najgroźniejszy, nawet Saladyn, który uchodził za miłosiernego, kazał ich wyciąć po wzięciu do niewoli po bitwie pod Hattin. Autorka nie uważa, by pod wpływem Wschodu Zakon stał się podejrzany pod względem ortodoksji. Pewne niezrozumiałe dla współczesnych obrzędy, jakie funkcjonowały wśród templariuszy, były wynikiem oddziaływanie nie tyle islamu, lecz tradycji wczesnochrześcijańskiej. Chodzi tu np. o kult Męki Pańskiej, związany z obchodami pamiątki ostatniej Wieczerzy. Po dziś dzień jest to przedmiotem badań, także Papieskiego Instytutu Wschodniego. Sądzi się, że ten obrządek miał swoje źródło w tradycji religijnej Jerozolimy. Od niego też wzięła się legenda o świętym Graalu, podsycana przez promasońskie ośrodki.

Od 1312 roku funkcjonowanie Zakonu jest decyzją papieską zawieszone. Decyzja ta nigdy nie została zmieniona, dlatego nie mają żadnych praw do tradycji templariuszy różne inicjatywy mające na celu kontynuowanie jego działalności (w większości są one antychrześcijańskie). Templariuszy upodobała sobie masoneria, bo historia Zakonu, a raczej jego końca – była dla niej bardzo ponętna. Przez lata wykorzystywano symbole templariuszy i ich nazwę do działań jawnie antykościelnych i antychrześcijańskich. Bezprawnie i z pogwałceniem prawdy. Zakon, jak wynika z badań, nigdy nie zdradził Kościoła, a jego członkowie byli wzorem cnót chrześcijańskich. Padł ofiarą sytuacji i własnego bogactwa. Władza kościelna nigdy Zakonu nie potępiła ani go nie rozwiązała.

za myslpolska.pl

Bitwa o Ojczyzne

(Nasz Dziennik)

- Trwa nadal batalia o Polskę, która dzisiaj oznacza bitwę o Polskę wierną swym dziejom, zbudowaną na fundamencie wiary i chrześcijańskiej kultury - mówił 3 maja ordynariusz polowy Wojska Polskiego gen. dyw. ks. bp Tadeusz Płoski podczas Mszy św. w warszawskiej bazylice Świętego Krzyża. Eucharystia ta zainaugurowała obchody uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski oraz 217. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. W czasie licznych uroczystości w całym kraju księża biskupi zwracali uwagę na konieczność obrony małżeństwa i rodziny zagrożonej przez liberalizm, sekularyzm i fałszywie rozumianą wolność oraz troskę o poszanowanie życia ludzkiego.

Na Jasnej Górze Prymas Polski zwrócił uwagę, że współczesna ideologia, zapuszczająca korzenie w Polsce - i niewiele różniąca się od utrwalanej głównie w Europie - tworzy kult jednostki, dla której społeczeństwo miałoby być materiałem do wykorzystania dla wygody i przyjemności, kosztem zasad. - Rodzina i praworządne państwo to podstawowe wartości, których broni Kościół, a które hamują rozwój jednostki samolubnej - mówił ks. kard. Józef Glemp w czasie Mszy św. na Jasnogórskim Szczycie, której przewodniczył ks. abp Józef Michalik, przewodniczący Episkopatu Polski. - Małżeństwo nie może się podobać, ponieważ ma rozwijać miłość między kobietą i mężczyzną w ofiarnym trwaniu ze sobą dozgonnie. To się nie podoba ideologii, która popiera związki jednej płci - mówił ks. kard. Józef Glemp. Podkreślił, że rodzina jest też atakowana przez lekceważenie obyczajowości i praktykowanie związków dorywczych, a przecież jest to miejsce kształtowania zdrowych moralnie obywateli. Prymas Polski zwrócił także uwagę, że wizja Polski, jaką z uporem ukazują w mediach niektórzy dyskutanci, nie jest prawdziwa. - Nie jest to Polska szeregowych obywateli, którzy żyją z uczciwej pracy, bronią normalnego stylu życia i nie fascynują się kiczem prawdy. I taka jest większość - powiedział ks. kard. Glemp i przywołał przykłady rzetelnych urzędników, trzeźwych kierowców, kulturalnych kibiców, zdrowych rodzin.
- Prawo ludzkie powinno odzwierciedlać w sobie odwieczną prawdę i sprawiedliwość, której źródłem jest sam Bóg - podkreślał z kolei w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie ks. bp Tadeusz Płoski. Ordynariusz polowy zaznaczył, że trzeba uczynić wszystko, by życie każdego człowieka było uznane, szanowane i we właściwy sposób zabezpieczone. Przypomniał słowa sekretarza Kongregacji Nauki Wiary arcybiskupa Angelo Amato mówiącego o terroryzmie o ludzkiej twarzy. Ma on miejsce wtedy, gdy aborcja nazywana jest dobrowolnym usunięciem ciąży, a nie zabiciem bezbronnej istoty ludzkiej lub kiedy eutanazję określa się delikatniej, jako śmierć z godnością.

Ordynariusz polowy Wojska Polskiego w bazylice świętokrzyskiej zwracał także uwagę, że niektórzy kreatorzy współczesnego liberalizmu głoszą zasadę, iż człowiek ma być wolny, a wolność należy sobie zapewnić przez ustawy, w których większość zadecyduje, co to jest prawda i gdzie jest prawda. - Treści tej liberalnej wolności wciskają się w duszę dzieci, młodzieży, starszych, całych rodzin. W objęciach tej wolności wyrastają niewolnicy strachu przed poczętym dzieckiem. Wrogiem staje się dziecko, wyrastają niewolnicy strachu przed małżeństwem, jednym, nierozerwalnym, wyrastają niewolnicy narkotyków, pieniądza i handlu za wszelką cenę (…) wyrastają niewolnicy obsesji walki z Bogiem i Kościołem - mówił biskup polowy. Podkreślił także, że rodzi się współczesna targowica ducha, targowica kultury, która grzebie polskiego ducha, oddaje polską duszę we władanie nieraz obcej kultury.
We Mszy św. uczestniczyli przedstawiciele rządu, Kancelarii Prezydenta, parlamentarzyści, władze samorządowe stolicy, generalicja WP, kombatanci, harcerze oraz licznie zgromadzeni mieszkańcy Warszawy.
Po Mszy św. uroczystości były kontynuowane przed Grobem Nieznanego Żołnierza.
Stało się już tradycją, że 3 maja, w uroczystość Królowej Polski, na Apel Jasnogórski do duchowej stolicy Polski przybywa Wojsko Polskie z generałami, kombatanci, weterani, przedstawiciele służb mundurowych, policji, służby celnej, straży granicznej i harcerze. Na modlitwie apelowej spotyka się z nimi biskup polowy, który poleca opiece Matki Bożej całe Wojsko Polskie. Tak było i w tym roku. Wieczorem, tuż przed godz. 21.00, do kaplicy Matki Bożej wmaszerowały kompanie honorowe: 5. Batalionu Chemicznego z Tarnowskich Gór, 1. Pułku Specjalnego Komandosów z Lublińca oraz Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych z Wrocławia. Po sygnale Wojska Polskiego rozpoczął się Apel Jasnogórski. - Dzisiejsze święto, które jest jednocześnie świętem narodowym i kościelnym, jest jasnym głosem wzywającym współczesnych architektów życia społecznego do nieizolowania człowieka od Boga, spraw ludzkich od spraw Bożych. Każde prawo jako dzieło ludzkie powinno mieć odniesienie do Boga - mówił w rozważaniu ks. bp Płoski. - Maryjo, kiedy śpiewamy hymn uwielbienia, módl się za nami o wyzwolenie ducha. I tak jak przeprowadziłaś nas bezpiecznie przez “morze czerwone”, naucz nas być wolnymi przed współczesnymi zniewoleniami, abyśmy nie utonęli w niebieskim morzu agnostycyzmu, libertynizmu i relatywizmu moralnego - mówił ordynariusz polowy WP, podkreślając, że na lotnych piaskach współczesnych prądów umysłowych trudno budować fundamenty domu ojczystego. Nie będzie to dom postawiony na skale, będą nim wiać wiatry Wschodu i Zachodu, przestrzegał. Ksiądz biskup skrytykował też pojawiające się naciski na Kościół w kwestii nominacji biskupich, a także podsycanie przez dyskusje medialne religijnych napięć, których - jak stwierdził - Polska dziś nie potrzebuje, “bo nie do twarzy jej z w szyderczym przebraniu drwiącym z Kościoła Chrystusowego, jego pasterzy i kapłanów, tradycji narodowych”.
Do przeciwstawienia się duchowi modernizmu i liberalizmu, który atakuje współczesną rodzinę, wzywał także ks. abp Sławoj Leszek Głódź. Podczas uroczystej Mszy św. w bazylice Mariackiej w Gdańsku, która miała też charakter ingresu nowego metropolity do tej świątyni, ksiądz arcybiskup podkreślał, że polska ustawa zasadnicza powinna być źródłem bezpieczeństwa dla rodziny, która jest kolebką życia, oraz dla jej stabilności, moralnego ładu i funkcji wychowawczych. - Jak wiele krzywdy zrobiono rodzinie w tych krajach, gdzie doszedł do głosu - w wymiarze stanowionego prawa - duch modernizmu i liberalizmu - zwracał uwagę metropolita gdański. Dodał, że fałszywie pojmowane hasło wolności człowieka uwalnia go od odpowiedzialności, kpi z rodziny i wyszydza świętość małżeństwa rozumianego jako związek mężczyzny i kobiety. - Trzeba przypominać, więcej, trzeba wołać głośno o tych zagrożeniach, które płyną przez Europę, docierają do Ojczyzny, atakują, starają się odsunąć ludzi od Boga i Chrystusowej Ewangelii - apelował metropolita gdański. Podkreślił, że stanowi to wielkie zadanie dla elit intelektualnych i mediów katolickich, które “muszą iść na dobry bój - w imię Prawdy, wartości, przyszłości i polskiej nadziei”.
- Ojczyzna jest skarbem, który mamy kochać i czuć się za niego odpowiedzialnymi - mówił ks. bp Andrzej Dziuba w bazylice katedralnej w Łowiczu. - Ojczyzna, nasza ziemska matka, wymaga miłości i odpowiedzialności. Szczególnie boli, kiedy sami Polacy dają o niej złe świadectwo - zwracał uwagę ordynariusz łowicki. - Tę odpowiedzialność można realizować w mechanizmach demokracji, o ile nie jesteśmy bierni. Polska jest dzisiaj na zakręcie historii, a jest wielu, którym zależy, aby tych niebezpieczeństw nie dostrzegać. Mobilizują wszelkie środki, aby niebezpieczeństwa zlekceważyć - wskazywał ks. bp Dziuba. Zachęcał do wiernej służbie Ojczyźnie, która przejawia się w życiu rodzinnym, w wychowaniu, w odpowiedzialności za siebie i innych.
Nauczycielką tolerancji i szczególną władczynią Polaków nazwał Matkę Bożą ks. bp Kazimierz Ryczan, ordynariusz kielecki. W czasie Mszy św. w bazylice katedralnej wyraził ubolewanie z powodu obecnych w Polsce patologii, m.in. zdrad, gangów, pornografii. Ksiądz biskup wezwał do uszanowania ofiar przeszłości, pochylenia głowy przed kombatantami oraz troski o każde życie, szczególnie nienarodzone. - Chciałbym, aby którekolwiek nienarodzone dziecko otoczono chociaż taką troską, jak panią Blidę, która przecież dobrowolnie popełniła samobójstwo - mówił ordynariusz kielecki.
Paweł Tunia
Sławomir Jagodziński

Allende i KGB

(piotrskarga.pl)

Chile: Allende był współpracownikiem KGB

Salvador Allende, lewicowy prezydent Chile, był współpracownikiem KGB. W dokumentach wywiadu pojawia się jako kontakt poufny o pseudonimie Lider – donosi serwis rp.pl za tygodnikiem „Wprost”.

Od końca lat 50. Allende był „pod opieką” oficera sowieckiego wywiadu Światosława Fiedorowicza Kuzniecowa (ps. Leonid). W 1961 r. w Chile zaczęła działać sowiecka misja handlowa. Zainstalowało się w niej KGB. Od tego czasu kontakty zmieniły się w stałą współpracę – czytamy w serwisie.

Z dokumentów z archiwum Mitrochina wynika, że Allende „miał wyrażać chęć współpracy na zasadach poufnych i zapewnić wszelką potrzebną pomoc, ponieważ uważał się za przyjaciela Związku Radzieckiego. Chętnie dzielił się informacjami politycznymi”.

W 1970 roku pojawiła się szansa, że Allende może wygrać wybory. Moskwa na wsparcie lewicy przeznaczyła ponad 500 tys. dolarów. Spore kwoty dostawał sam Allende jako “czynnik wiążący”. KGB wspierało go informacjami politycznymi na temat działań CIA, sytuacji w chilijskich służbach specjalnych i wojsku - pisze wprost.pl.

Źródło: rp.pl

Walesa (vel Kohne), ty kurwo …

(iskry.pl)

Znamy się od 27 lat. Po założeniu 23 lutego 1978 roku Wolnych Związków Zawodowych w Katowicach. „Wolna Europa” w dniu 1 maja tego roku podała, że na nasz apel w Gdańsku, powołaliście na czele z Krzysztofem Wyszkowskim, Komitet Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża.

Po tej informacji przyjechaliśmy z kolegą związkowym Romanem Kściuczkiem, do Gdańska, aby zachęcić Was do wydawania wspólnego pisma związkowego pod nazwą „Ruch Związkowy”. Wtedy Borusewicz jako prowadzący to spotkanie przedstawiał kolejno wszystkich zebranych. Ciebie siedzącego w kącie na wiadrze przedstawił jako speca od plakatowania. Pamiętam jak dziś, Ty nawet nie wstałeś przy przywitaniu tak byłeś wystraszony, nie wiem dlaczego.

Do ścisłej współpracy z Wami nie doszło, bowiem Was od samego początku opanował KOR i zaczęliście wydawać „Robotnika Wybrzeża”, mutację KOR-owskiego ogólnopolskiego „Robotnika”. My na Śląsku nie pozwoliliśmy się opanować przez KOR i zostaliśmy niezależni i za to zwalczani byliśmy przez KOR i Służbę Bezpieczeństwa. Obie te organizacje fałszując historię, usiłowały nas za wszelką cenę zniszczyć. Tylko dzięki współpracy z ROPCiO (Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela), które nas broniło, udało nam się przetrwać.

Ale kiedy to KOR-owcy razem z bezpieką zauważyli, że jesteś mięczakiem, którym można kierować, a za wszelką cenę chcesz zostać „bohaterem”, zrobili z Ciebie przywódcę związkowego. Tak się umiałeś maskować, że nawet koledzy związkowi na Wybrzeżu nie poznali się na Tobie, że jesteś w stanie nawet sprzedać własną matkę. Tak i sprzedałeś nas, Naród Polski, największym naszym wrogom, masonom i rasistom żydowskim.

Ja to już powiedziałem publicznie w 2003 roku, z okazji 25 rocznicy Wolnych Związków Zawodowych w Gdańsku.

Udało Ci się oszukać nas Polaków, szczególnie tę część, która wybrała Ciebie na prezydenta. Udajesz świętoszka nosząc w klapie wizerunek Królowej naszego Narodu, a w rzeczywistości, jesteś kierowany przez sługi szatana. Ty nazywasz siebie synem kościoła, zapomniałeś tylko dodać, jakiego „kościoła”?

Twoje czyny wskazują, że jesteś synem Belzebuba.

Bo kto Tobie kazał wystąpić przeciwko Polakom, którzy Ciebie wybrali prezydentem.

Kto ci karze szkalować Ojca Tadeusza Rydzyka. To On ciebie nagłośnił w Radiu Maryja, i tylko dzięki niemu objąłeś najwyższy urząd w państwie.

Kto Cię namówił, abyś tak ogromną nienawiścią pałał do swojego narodu. Twoje zachowanie wskazuje, że Ty nie jesteś Polakiem, bo gdybyś chociaż trochę kochał swój naród, nie obrażał byś nas Polaków, że jesteśmy „psycholami od Rydzyka” słuchając Radia Maryja. Radia, które jest jedynym mówiącym prawdę środkiem informacji w naszym kraju!

Już w sławetną noc, 4 czerwca 1992 roku z trybuny sejmowej powiedziałem, że jesteś współpracownikiem SB na drugiej liście, którą Macierewicz ujawnił.
Dlaczego wtedy nie wystąpiłeś z oskarżeniem przeciwko mnie, ano, bo wtedy Twoja teczka była jeszcze pełna, nie zdążyłeś jej, będąc prezydentem, jeszcze wyczyścić!
Jak śmiesz pytać Ojca dyrektora Tadeusza Rydzyka co robił przed 20 laty, jak śmiesz oskarżać go, że był szkolony by zniszczyć Solidarność, to ciebie bezpieka szkoliła w Abramowie, jak zniszczyć nie tylko Solidarność, ale jak zniszczyć nas Polaków i sprzedać za bezcen prawie cały majątek narodowy.
Ja Ci powiem co robił Ojciec Tadeusz Rydzyk, przed 27 laty, służył Polakom!

Po założeniu w Katowicach w dniu 23 lutego 1978 r. pierwszych w obozie komunistycznym Wolnych Związków Zawodowych zabrano mi koncesję na prowadzenie warsztatu naprawy telewizorów. Miałem na utrzymaniu sześcioro małych dzieci i nie pracującą, poważnie chorą żonę. Zostaliśmy bez środków do życia. Wtedy Ojciec Rydzyk pomagał nam przetrwać bardzo trudny okres naszego życia. Bardzo często przejeżdżając przez Katowice do swojej rodziny pod Olkuszem, ojciec Rydzyk dzwonił o północy do nas mówiąc, Kazik przyjdź na dworzec, mam coś dla Ciebie. Przywoził różne artykuły spożywcze i środki pieniężne, za co wielokrotnie był ganiany przez bezpiekę, po katowickim dworcu, a jak mi wiadomo również zatrzymywany na przesłuchania.

To dzięki ojcu Rydzykowi mogliśmy przetrwać ten bardzo trudny dla mojej rodziny okres.

Zakładając w Katowicach w 1978 r. Wolne Związki Zawodowe, pokazałem drogę do wolności, drogę do uwolnienia się spod tej komunistycznej niewoli.

Gdzie Ty wtedy byłeś?

Gdyby ja nie powołał Wolnych Związków, to Ty byłbyś dzisiaj nikim, bo nic innego robić nie umiesz. Umiesz tylko niszczyć i obrażać tych, którzy Tobie pomagali w życiu.
Dzięki mnie jesteś miliarderem, przywłaszczyłeś sobie nagrodę Nobla, która należała się całemu narodowi, bo Naród obalił komunę, a nie Ty.

A dzisiaj przez Ciebie, przez Twoje „rządzenie”, miliony polskich dzieci nie ma co jeść, i miliony Polaków, którzy Ciebie wybrali prezydentem, jest bez pracy i przymiera głodem.

Powiedz mi Ty, „bohaterze”, co robiłeś po 1970 roku, po masakrze na Wybrzeżu! Przyznaj się, bo wielu gdańszczan Twoje „czyny” pamięta. Powiedz prawdę, dla kogo pracowałeś w latach siedemdziesiątych?

Zapewniam cię, że milowymi krokami zbliża się czas, kiedy Polacy przejmą ster naszego narodu i rozliczą Ciebie i wszystkich oszustów, złodziei i morderców.
Pokazałeś Polakom, kto Tobą kieruje, kim jesteś i na co Ciebie stać.

Jesteś największym oszustem w historii naszego Polskiego Narodu.

Pamiętaj, nikt z was nie ujdzie zasłużonej karze.

Kazimierz Świtoń


Do wiadomości:
Lech Wałęsa
Radio Maryja
Nasz Dziennik

/z listów do redakcji/

Inna sprawiedliwosc…

(iskry.pl)

Polska przegrywa bitwę o pamięć. Polacy, zachłysnąwszy się Unią Europejską, pozwalają robić z siebie idiotów. Nie rozumieją, że niemal skradziono im niepodległość. Co skutkuje i tym, że niegdysiejsi kaci Polaków nie muszą obawiać się polskiego prawa, ponieważ prawo to interpretują dziś przyjaciele katów.

Mocne słowa, owszem. Tę niebłahą, wręcz dramatyczną ocenę pozwoliłem sobie sformułować w tym miejscu przed tygodniem. Czy jest to wyrokowanie uprawnione? Otóż tak, jak najbardziej. Jeden przykład wystarczy, choć sprawa stalinowskiego prokuratora Kazimierza Graffa to tylko wierzchołek góry lodowej. Życiorysy każdego z tych oprychów są podobne: najpierw aktywny udział w aparacie represji reżimu komunistycznego, a następnie wysoka emerytura i święty spokój, czyli egzystencja pod osłoną gazetowej, wybiórczej retoryki “chrześcijańskiego miłosierdzia i przebaczenia”. U wielu z nich przygotowanie prawnicze ograniczało się do kilkumiesięcznego przeszkolenia. Orzekali całkowicie dowolnie, a kiedy fakty przeczyły linii oskarżenia, orzekali niezależnie od faktów. Dziś polskie sądy “w imieniu prawa” zwalniają ich z odpowiedzialności.

Kazimierz Graff ma 91 lat. Mieszka w Warszawie. Akt oskarżenia przygotowany przeciwko niemu przez pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej trafił do sądu w połowie października ubiegłego roku. Oskarżono go o to, że w grudniu 1947 roku pozwolił na aresztowanie (między innymi) Stanisława Figurskiego, działacza niepodległościowego związanego z Ruchem Oporu Armii Krajowej oraz Narodowym Zjednoczeniem Wojskowym. Cały miesiąc Figurskiego przetrzymywano bez postanowienia o tymczasowym aresztowaniu, póki, zmuszony siłą, nie przyznał się do winy. Jednocześnie IPN-owi nie udało się zdobyć niepodważalnych dowodów (większość dokumentów zniszczono) na to, że w kwietniu 1946 r. Kazimierz Graff osobiście brał udział w egzekucji dwunastu żołnierzy państwa podziemnego, skazanych na karę śmierci po trzech dniach od zatrzymania.

I cóż stało się z tym oskarżeniem, zapytacie Państwo. Ano, 22 stycznia tego roku Warszawski Wojskowy Sąd Okręgowy umorzył postępowanie z uwagi na “brak znamion czynu zabronionego”. Następnie (w połowie kwietnia) Sąd Najwyższy odrzucił zażalenie IPN, uznając, że godząc się na aresztowanie “wroga władzy ludowej”, Graff nie złamał prawa, ponieważ działał zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami. Niestety, na temat elementarnej sprawiedliwości Sąd Najwyższy nie zabrał głosu. Czy dlatego, że moralność jest dla frajerów, a wyrastające z PRL-owskiej tradycji środowisko w pierwszej kolejności zawsze troszczyć się będzie o interpretację prawa zgodnie z własnym, korporacyjnym interesem? A może dlatego, że polskiego wymiaru sprawiedliwości nie oczyszczono z sądowego łajdactwa i łajdaków, nazywających siebie sędziami?

Proszę uważnie przyjrzeć się temu diabolicznemu równaniu: stalinowski prokurator działał zgodnie z prawem, więc nie można go za to karać. Z drugiej strony, w grudniu ubiegłego roku ten sam Sąd Najwyższy orzekł, że sędziów wydających wyroki w czasie stanu wojennego nie można skazać, gdyż PRL to nie było państwo prawa… To się nazywa dialektyka! Kto wie? Gdyby sędziowie polskiego Sądu Najwyższego wyrokowali w Norymberdze, niemieccy zbrodniarze być może doczekaliby uniewinnienia? Z drugiej strony, jak ktoś kąśliwie zauważył, logika zawarta w wyroku SN niechybnie nakazywałaby sędziom zająć się teraz żołnierzami Armii Krajowej, skoro postępowali wbrew prawu obowiązującemu na ziemiach polskich w latach II wojny…

Przykład Kazimierza Graffa dowodzi, że bez Norymbergi dla komunistów nie można zamknąć ery komunizmu. Że ona wciąż trwa, a niesprawiedliwe wyroki ferują dziś mentalne “dzieci” zbrodniarzy.

***


Tam, gdzie kończy się sprawiedliwość, kończy się także państwo. Tymczasem ta prawda zdaje się do Polaków nie docierać. Zapewne dlatego, że świadomość patriotyczną przeorano moim rodakom w stopniu zatrważającym. W imię “nowoczesnej europejskości”, odrzucają oni przeszłość. W efekcie gubią umiejętność analizy zdarzeń. Zaraz potem przychodzi utrata zdolności do samodzielnego myślenia. A to, gdyż komuniści i postkomuniści, wytwarzając zło jak pszczoły miód, wychowali sobie mentalnych następców - chociaż niektórzy z nich bladego pojęcia o tym nie mają.

…Zapytajmy w takim razie, co na to wszystko premier Rzeczypospolitej, Donald Tusk? Cóż, Donald Tusk stoi ponad tym wszystkim. Precyzyjniej: stoi przed lustrem. I przymierzając prezydenckie wdzianko, stroi małpie miny.  Ale o tych grymasach premiera to już może za tydzień.

Krzysztof Ligęza

Zyd nie popusci…

(bibula.com)

Żydowski ruch roszczeniowy: “Idźcie i odbierzcie naszą własność”… przekupując polskich polityków!

Shlomo Taub z Izraela, określany jako założyciel zarejestrowanej w Polsce organizacji mającej na celu “restytucję mienia żydowskiego w Polsce”, udzielił wywiadu izraelskiemu radiu Israel National Radio i w ostrych słowach wezwał do jak najszybszego “odebrania mienia z rąk władz administracyjnych, głównie w Polsce, zarządzających majątkiem żydowskim”.[1]

“Musimy pamiętać” - mówi Taub - “że przed wojną w Polsce było 3.5 miliona Żydów, a po niej ocalało tylko 280- do 300-tysięcy. Życie zostało wymazane, ale własność - nie, i ona tam ciągle jest. Wzywamy do uświadomienia sobie tego. Uświadomienie - oto motto naszej działalności. Prawo tych 280 tysięcy ocalalych do odebrania swojej własności, nigdy nie zostało zmazane ani zniszczone. Własność tam jest i jest używana. Mówimy więc: idźcie i odbierzcie ją, lub co najmniej pozwijcie o nią do sądu - w innym przypadku będzie stracona na zawsze. Czas jest absolutnie najważniejszy tutaj.”

Pan Taub opowiada, że włączył się w ruch “restytucji mienia żydowskiego w Polsce” po swoim własnym doświadczeniu, gdy wbrew przestrogom swoich rodziców, przyjechał z powrotem do Polski. “Nam dzieciom zawsze wpajano, że nigdy już nie powinniśmy dotykać tego [mienia], bo jest poniżej naszej godności by dotykać polskiej ziemi”[2] - wspomina Taub, urodzony w Polsce i mieszkający po wojnie w Krakowie (”a rodzice posiadali tam posiadłości”) do 1951 roku, kiedy to z rodziną wyjechał do Izraela. Około 10 lat temu pan Taub przyjechał do Polski i zdecydował się “zobaczyć swoją rodzinną własność”. “Pojechałem więc i zobaczyłem piękne domy w centrum Krakowa, w żydowskiej dzielnicy. Domy były w dobrym stanie, z Polakami mieszkającymi w nich. Nie wiedzialem czy zdawali sobie oni sprawę kto jest właścicielem. Sprawdziłem też, że moi rodzice byli cały czas zapisani w księgach jako właściciele, a władze administracyjne zarządzały tylko własnością w imieniu nieobecnych właścicieli.” - mówi Taub, który przystąpił od razu do działania. “Było mi bardzo łatwo udowodnić, że jestem spadkobiercą, ale musialem znaleźć miejscowe biuro prawnicze chcące dla mnie pracować. Zajęło mi dwa lata aby sąd orzekł zwrot tych dwóch pięknych domów w Krakowie. W tym czasie inni zapytywali mnie: ‘Słuchaj Shlomo, może znajdziesz naszą własność w Łodzi albo i w innych miejscach?’ I tak właśnie narodziła się organizacja Legacy.”

Pierwsze biuro organizacji Legacy (www.polishlegacy.org) powstało w Krakowie, “a następnie otworzyliśmy jedno w Warszawie, potem w Pradze, a teraz działamy w Rumunii i w Niemczech.”

Taub jest zaniepokojony tym, że “w 60 lat po Holokauście, tyle żydowskich własności w Europie nie zostało zwróconych ich żydowskim wlaściclelom.” “Jest dużo organizacji zajmujących się restytucją i kompesacją” - mówi Taub - “takie jak Jewish Agency, Bnai Brith, Kongres, itp., ale oni nic nie robią a dokumenty tylko zbierają kurz leżąc na półkach; klienci przychodzą później do mnie z tymi zakurzonymi aktami… Niestety, jest tam cały czas 40-miliardowa własność żydowska, leży nieruszona. A rząd izraelski w 2005 roku ocenił to na jeszcze większą sumę…

Taub krytykuje również polskie rządy, które “grają cynicznie. Prawie każdego roku powstaje w Polsce nowy rząd i ich Premier wychodzi z nowymi pięknymi zaproszeniami do Żydów. Najnowszy polski Premier na przykład, ten wybrany w listopadzie zeszłego roku, zaoferował rekompensatę, ale powiedział, że będzie to minimalny procent prawdziwej wartości, na dodatek wypłacany i rozłożony na wiele lat. Chcą aby ludzie czekali w kolejce, próbowali dowodzić swojej własności, przynosili wszystkie dokumentacje, a potem, jeśli uda im się, mają otrzymać minimalną wartość. [...]“

Proces nie jest jednak ani prosty ani tani, podsumowuje Taub: “Czasami przedstawiciele władzy muszą być specjalnie wynagrodzeni; jakby to powiedzieć: trzeba przemówić do nich w ich własnym języku. Będą też inne koszty i to należy przygotować bardzo drobiazgowo, krok po kroku. Musimy pracować z prawnikami w Polsce, przyszli właściciele muszą udowodnić, że są spadkobiercami ostatnich właścicieli, a to nie jest łatwe i nie zawsze możliwe. Ale w końcu może to przynieść wielki zysk. Z każdych dziesięciu przypadków, dwa czy trzy kończą się sukcesem, co myślę jest dobrym wskaźnikiem - a te własności warte są setki tysięcy dolarów lub więcej.”

“Nie wspominając aspektu moralnego” - dodaje prowadząca rozmowę w izraelskim radio Eve Harow - “Nie próbując odebrać tej własności, umożliwiamy sytuację, w której umożliwiamy również mordercom przejęcie jej, jak w przypadku króla Achaba” [starożytnego króla Izraela - biblijny symbol niegodziwości] [3].

Podkreślenia w tekście pochodzą od Redakcji BIBUŁY

PRZYPISY - brzmienie po angielsku wypowiedzianych słów:

1. “efforts to help Holocaust-era Jews reclaim their long-lost property from the hands of absentee-owner administration authorities, mostly in Poland.

2. “we [the children] were always told that we shouldn’t go touch it because it was unworthy for us to step on Polish soil.

3. “By not trying to claim these properties, we are allowing a situation of allowing the murderers to inherit as well, as in the case of King Ahab.

O zydowskim scierwie

(iskry.pl)

Notorycznie Żydzi kultywują mit, że zawsze są krzywdzeni przez gojów. Żydzi sami nienawidzą okazywania skruchy, za krzywdy wyrządzane przez Żydów innym. Faktycznie ofiary krzywd wyrządzonych przez Żydów, są nagminnie przez nich nienawidzone.

Stąd pochodzi niesłychana nienawiść do chłopów polskich i ukraińskich w literaturze żydowskiej. Lata terroru Jakuba Bermana, w czasie dziesięcioletnich rządów żydowskich w Polsce z ramienia Sowietów, oraz działalność żydowskiego ruchu roszczeniowego, są obecnie powodem stałych napaści żydowskich na Polaków, w prasie kontrolowanej przez Żydów.

Profesor Kevin MacDonald opisuje w swojej książce o Żydach pod tytułem „Kultura Krytyki” jak w powojennych państwach satelickich, Żydzi kierowali sowieckim aparatem terroru. W  Polsce, czynił to Jakub Berman, który mianował Żydów na kluczowe stanowiska w komunistycznym aparacie terroru. Starsi Polacy pamiętają lata terroru Jakuba Bermana. Podobnie w Rosji, po rewolucji, Żydzi pomagali stworzyć aparat terroru, w tradycji „tysiącletniego terroru rabinów,” który trwał do połowy 19go wieku i jest szczegółowo opisany przez profesora Izraela Shahak’a.

W Polsce, po 1944 roku, szalał przez 10 lat terror Jakuba Bermana, który mordował dziesiątki tysięcy patriotów polskich i przygotowywał na masowe zesłanie żołnierzy Armii Krajowej do Rosji. Jak pogodzić książki J. T. Grossa, z tymi faktami historycznymi i z perfidnym oczernianiem Polaków przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, za pomocą przeprosin i skruchy, podczas gdy w rzeczywistości Żydzi, którzy przeżyli wojnę masowo mordowali Polaków w ramach aparatu terroru Jakuba Bermana.

Taktyka ogłupiania społeczeństwa polskiego jest dobrze zilustrowana w sugestywnym tekście Kwaśniewskiego, który występując w jarmułce powiedział, że wraża przeprosiny i skruchę „w imieniu tych Polaków, którym sumienie nakazuje tak postąpić.” Był to tekst na użytek wewnątrz Polski. Inaczej pisano w Izraelu i w USA, gdzie media podały, że w imieniu państwa polskiego, prezydent Polski, wyraził wobec wszystkich Żydów na świecie przeprosiny i skruchę.

Ukryto fakt, że zbrodnie w Jedwabnem, były dokonane przez „sonder komando” z Ciechanowa, pod dowództwem Hauptsturmfuerer’a Hermann’a Schaper’a, który był skazany po wojnie w Niemczech, na sześć lat więzienia za tą zbrodnię, w dokonaniu której Niemcy użyli około 400 litrów benzyny, do podpalenia zarekwirowanej stodoły i zastrzelili Żydów, którzy nieśli części rozbitego betonowego pomnika Lenina. Jak wiadomo wówczas Polacy w Jedwabnem nie mieli ani benzyny ani broni palnej, których posiadanie było zabronione pod karą śmierci.

Istnieje fałszywa propaganda, krytykowana przez profesora Mac Donalda „że Żydzi bolszewicy nie identyfikowali się z Żydami.” Bogaci bankierzy żydowscy w Nowym Jorku finansowali rewolucję bolszewicką i byli dumni z nieproporcjonalnie wielkiej ilości Żydów w rosyjskim ruchu rewolucyjnym. Mówił o tym z dumą Jacob Schiff, któremu później rząd Lenina zwrócił wielokrotnie pieniądze otrzymane, na opłatę zorganizowanych band zbrodniarzy w celu dokonania puczu bolszewickiego w ST. Petersburgu.

Obecnie, ponad 90 lat po puczu bolszewickim i po upadku Związku Sowieckiego, Polacy są w nienawiści Żydów na drugim miejscu po Palestyńczykach. Od czasu powstania państwa Izrael jest kolej na szczególną żydowską nienawiść do Palestyńczyków, w nieludzki sposób traktowanych w czasie tworzenia państwa Izrael i umacniania go.

Na tym tle wyjątkowym zdarzeniem jest skrucha okazana w Anglii, przez główne zrzeszenie Żydów brytyjskich, pod adresem islamskiej charytatywnej organizacji Interpal, którą Żydzi ci określili jako organizację terrorystyczną i z tego powodu zostali pozwani do sądu. Przed ostateczną rozprawą zrzeszenie Żydów przeprosiło Interpal i wyraziło skruchę.

Interpal  działa na terenie Palestyny i stara się ratować Arabów nieludzko traktowanych przez ekstremistów żydowskich, rządzących w Izraelu. Inerpal zbiera fundusze na służbę zdrowia i szkoły na terenach palestyńskich. Tymczasem na terenach Palestyny, okupowanych przez armię Izraela, Żydzi zbudowali wielką ścianę getta arabskiego i uruchomili 500 rogatek, które paraliżują poruszanie się Palestyńczyków, oraz zbudowali nielegalne osiedla dla 400,000 nielegalnych osadników. Podczas obecnych aktów terroru stosunek strat w ludziach jest 1:40 na korzyść Żydów.

Miliony Palestyńczyków żyją na wygnaniu i państwo Izrael absolutnie nie zgadza się na wypłatę jakichkolwiek odszkodowań za zbrodnie popełnione przez Żydów na Arabach, jak również za stałe gwałcenie prawa międzynarodowego i rezolucji ONZ, potępiających bezprawie i mordy dokonywane na Palestyńczykach.

Tymczasem fałszywa propaganda żydowskiego ruch roszczeniowego i jednoczesne ukrywanie masowych zbrodni żydowskich w ramach terroru komunistycznego, doprowadziło do takiego stanu rzeczy, że o ile zbrodniarzy hitlerowskich postawiono pod sąd, o tyle zbrodniarzy- komunistów przed żadnym sądem nie postawiono. Stało się tak z powodu wielkiego udziału Żydów, w kolosalnych zbrodniach epoki komunizmu. Ten stan rzeczy utrwala w Polsce, między innymi Gazeta Wyborcza i J.T. Gross’a.

Dziesięć lat przez zbrodniami Hitlera, w czasie narzucania kolektywizacji, Żydzi pod wodzą Lazara Kaganowicza, wymordowali głodem dwa razy więcej chłopów w Sowietach, niż Hitler wymordował Żydow dziesięć lat później. Wówczas Żydzi chwalili się w Kijowie, w czasie narzuconego „głodomoru,” że w stolicy Ukrainy, żaden Żyd nie był głodny.

Profesor Norma Finkelstein opisuje szczegółowo w swoich książkach, że sedno samo-zakłamania Żydów uformowane zostało w latach 1945-1967, kiedy skończył się okres żywej pamięci zbrodni, popełnianych przez Żydów, od 1939 roku współpracujących z sowieckim aparatem terroru na polskich terenach.

W 1967 roku zaczął się 40 letni okres skutecznego narzucania zakłamanej propagandy i ostrej cenzury, tak, że obecnie, mało kto, zdaje sobie sprawę, że w dwudziestym wieku, żydowskie ofiary stanowiły mniej niż 3% dwustu szesnastu milionów ofiar masowych mordów popełnionych w tym największym „wieku śmierci” w historii ludzkości. Nic dziwnego, że Żydom udaje się narzucać innym korzenie się i skruchę, a o własnych winach nie chcą wiedzieć i nikogo za te winy przepraszać jak też nikomu nie okazywać skruchy.

(iskry.pl)

Rodziny dwóch Polaków, ofiar mordu młodocianego gangu - 26-letniego Pawła K. oraz 28-letniego Mariusza Sz. - ofiarowały ich organy na przeszczepy dla potrzebujących Irlandczyków - donosi środowy “The Irish Independent”.

Irlandzka prasa odnotowuje bezinteresowny gest obu rodzin z okazji rozpoczętego w poniedziałek tygodnia popularyzowania idei donacji organów na przeszczepy (Organ Donor Awareness Week). Organizator inicjatywy (grupa Irish Donor Network) po raz pierwszy przygotowała w tym roku plakaty w języku polskim.
Obaj Polacy zmarli w szpitalu od obrażeń głowy zadanych im ostrym i długim narzędziem, najprawdopodobniej śrubokrętem, w kilka dni po ataku do którego doszło 23 lutego br. w dublińskiej dzielnicy Drimnagh. Powodem ataku była sprzeczka po tym, jak jeden z Polaków odmówił kupna alkoholu dla członków gangu.

Mieszkająca w Ostrowcu Świętokrzyskim matka Pawła K., Justyna, w wypowiedzi dla prasy powiedziała, iż “jej syn w jakimś sensie nadal żyje, ponieważ jego serce i inne organy zostały przekazane potrzebującym”. Babcia Pawła K., Celina, przekonana jest, że serce, płuca i nerki jej wnuka uratowały życie pięciu osób.

Larry Warren z irlandzkiej organizacji (Irish Donor Network) pośredniczącej między dawcami a odbiorcami organów do przeszczepów powiedział, że odważna decyzja rodzin obu Polaków przekazujących organy swych najbliższych obywatelom kraju, w którym zginęli tragicznie, wywarła na nim wielkie wrażenie.

17-letni Irlandczyk został oskarżony przez policję o zabójstwo Pawła i przebywa w areszcie dla niepełnoletnich. Terminu rozprawy jak dotąd nie wyznaczono. Prokuratura nadal przygotowuje akt oskarżenia. Policja kompletuje też materiał dowodowy przeciwko drugiej osobie, podejrzanej o zabójstwo Mariusza.

Osobne postępowanie przed sądem koronerskim zostało odroczone do października br. Koroner jest sędzią orzekającym w sprawach, w których śmierć została spowodowana przez budzące podejrzenia lub nienaturalne okoliczności.

Jakos nie wracaja do ‘Irlandii 2′ …

(prawy.pl)

Irlandia: Większość imigrantów z nowych krajów UE zostaje

Większość imigrantów z 10 krajów UE, przyjętych do Wspólnoty w 2004 roku, nie ma zamiaru opuszczać Irlandii - wynika z analizy numerów ubezpieczenia socjalnego (tzw. PPS) wydanych przybyszom cztery lata temu - podaje czwartkowy “The Irish Times”.

70 proc. numerów PPS jest nadal w użyciu, tylko trzy na dziesięć to numery, którymi przestano się posługiwać. Numery PPS są w Irlandii niezbędne do odciągania składek ubezpieczenia socjalnego, rozliczeń podatkowych i ubiegania się o świadczenia.

Dane wydają się przeczyć rozpowszechnionemu w Irlandii przeświadczeniu, iż spowolnienie na rynku mieszkaniowym i będąca tego wynikiem dekoniunktura w sektorze budowlanym skłoniła wielu imigrantów z nowych krajów UE, zwłaszcza Polaków, do powrotu do kraju w ostatnich 12 miesiącach.

W 2007 roku dynamika napływu nowych imigrantów z krajów Europy Środkowej i Północnej do Irlandii była o połowę niższa niż w poprzednich latach, ale w kontekście stosunkowo niewielkiego rynku pracy i w porównaniu z innymi krajami, nadal uważana jest za dużą.

Według szacunków w Irlandii przebywa ok. 200 tys. Polaków.

Lotysze licza …

(Nasz Dziennik)

Jeszcze w tym roku Łotwa przedstawi zestawienie strat poniesionych w wyniku sowieckiej okupacji. Jak poinformował stojący na czele specjalnej komisji Edmunds Stankevics, rachunek ten może wynieść nawet kilkadziesiąt miliardów dolarów. Wcześniej podobnych obliczeń dokonała Litwa, a wyniosły one 28 mld dolarów. Zastanawia jedynie, dlaczego polski rząd nie wystąpił dotychczas z podobną inicjatywą.

- Łotwa jeszcze w tym roku skończy liczyć straty spowodowane okupacją sowiecką w tym kraju - poinformował szef zajmującej się tym komisji Edmunds Stankevics. Rachunek może wynieść nawet kilkadziesiąt miliardów dolarów.
Komisja pracowała przez trzy lata. Jej członkom udało się uzyskać dane o ponad 55 tys. deportowanych mieszkańcach Łotwy. Stankevics przypomniał, że w samym 1941 r. Sowieci wywieźli z tego kraju całą inteligencję, polityków, urzędników i przedsiębiorców, pozbawiając naród intelektualnej elity. Kolejna wielka deportacja odbyła się w 1949 roku. W jej trakcie wywieziono - w ramach “rozkułaczania” - głównie chłopów. Deportacje trwały od 1944 do 1953 roku.
W ramach prac komisji podliczono też straty środowiska naturalnego Łotwy w latach 1940-1990, jakie poniosła ona w wyniku sowieckiej działalności gospodarczej, uszczerbek populacji związany z prowadzeniem przez ZSRS działań wojennych w Afganistanie oraz bezpośrednie i pośrednie straty demograficzne po wybuchu w elektrowni atomowej w Czarnobylu.
- Warto zastanowić się, czy nie należałoby dokonać analogicznego do łotewskiego rozliczenia i zweryfikować te kilkadziesiąt lat “przyjaźni” polsko-sowieckiej - powiedział w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS). - Przez ostatnie kilkadziesiąt lat nie było takiego klimatu - tłumaczył. Stosownego projektu jednak ani komisje sejmowe, ani rząd nie przygotowują. - Stworzenie takiego projektu jest domeną rządu, należy jednak uważać, aby nie pogorszyć stosunków polsko-rosyjskich - dodał. Podkreślił, że powinno się tego dokonać w atmosferze wielu lat współpracy. Należałoby w tym miejscu zapytać, na czym polegała ta współpraca. Na niszczeniu istoty Narodu Polskiego, gospodarki, myśli, tożsamości, wreszcie kultury. Wszystko wskazuje zatem na to, iż nasi rządzący przedkładają polityczną poprawność nad historyczną prawdę.
- Gdyby projekt takiej ustawy powstał, na pewno poparlibyśmy taką inicjatywę - oświadczył Mularczyk, zwracając jednocześnie uwagę na to, że jego ugrupowanie jest opozycyjne, a więc nieposiadające dostatecznej siły przebicia. Problem jednak w tym, że kiedy było u władzy, nie uczyniło niczego w kierunku ostatecznego zamknięcia polsko-sowieckich zaszłości. Nie starano się nawet zebrać niezbędnych danych.
Anna Wiejak

Zydowska karuzela…

(iskry.pl)

W Warszawie przy karuzeli
Przy dźwiękach skocznej muzyki
Salvy za murem Getta
Głuszyła skoczna muzyka

Czesław Miłosz “Campo di Fiori”

Kilka lat temu przeczytałem w Chicagowskim Dzienniku Związkowym artykuł o osławionej już „Karuzeli pod murem Getta” z którego zakończeniem nie mogłem się zgodzić. Pozwolę sobie to zakończenie teraz tutaj przytoczyć.

„…moda obwiniania Polaków narasta. Bryluje w tym prof. Feliks Tych, który jest zięciem Jakuba Bermana, jednej z czołowych postaci polskiego stalinizmu. Przez całe lata zajmował się historiografią ruchu robotniczego, postaciami pokroju Róży Luksemburg. Teraz ma jednak nową specjalizację. O jego rzetelności niech świadczy fakt, że w 60 rocznicę powstania w warszawskim Getcie pisał w Gazecie Wyborczej, iż na własne oczy widział Polaków bawiących się na karuzeli pod murem Getta. Tymczasem już wiele osób, m. in. Władysław Bartoszewski i Stefan Bratkowski, prostowało tą nieprawdę, mówiąc, że ta karuzela nie była wówczas czynna. Sprawy, którymi zajmuje sie prof. Tych wymagają solidnych badań. Natomiast samą propagandą do prawdy nie dojdziemy.”

Proszę mi teraz wybaczyć małą dygresję. Jakub Berman nie był Polakiem i nie było żadnego polskiego stalinizmu. Władzę w Polsce w 1945 roku przejął stalinowski okupacyjny reżym, a sam Berman był najbardziej krwiożerczym siepaczem Stalina, winnym wymordowania setek tysiecy polskich patriotów.

I tylko tak o nim można mówić, nie inaczej.

A teraz wracajmy do sedna sprawy. Artykuł nie precyzował dokładnie wypowiedzi osób przytoczonych powyżej. Należy jednak przyjąc, że chodzi o to, czy Karuzela była czynna w czasie kiedy w Getcie trwało powstanie, czy nie. A jeżeli te sprawy wymagają „solidnych badań” to przed ich zakończeniem nie wypadałoby kwestionować niczyjej rzetelności. Jeżeli…

Ta karuzela przeszła już do Historii. Pisał o niej Miłosz w swoim wierszu przytoczonym na wstępie. Wajda pokazał ją bodaj że w swoim filmie „Pokolenie”. Oni nie mieli wątpliwości, tak jak i prof. Tych, że Karuzela była czynna w czasie kiedy Niemcy za murem mordawali niedobitki polskich Zydów. Powtarzają to także setki innych, najczęściej polakożerczo nastawionych osobników, często oskarżających nas o współdziałanie w Holokauście.

Na przestrzeni lat ubiegłego półwiecza ta Karuzela urosła do Symbolu Antysemityzmu Polaków, dla których Holokaust był zdarzeniem obojętnym, jeżeli nie mile widzianym.

Trudno o bardziej perfidny przykład wykorzystania dla jakichś brudnych celów faktu, który w swojej istocie był mało znaczący i miał zupełnie inny przebieg. Mówie to dlatego, bo niemal każdego dnia kiedy karuzela była czynna, ja na niej jeździłem. I pamiętam jak by to było wczoraj. Pierwsze odgłosy dalekich wybuchów
zastały mnie w powietrzu.

Było to na południowo zachodnim rogu dużego placu, na miejscu zburzonej kamienicy, koło Placu Krasinskich, okolo 15-20 metrów od muru Getta. Za murem stały kilkupiętrowe kamienice. Wszystkie okna były w nich pozamykane, bez jakichkolwiek oznak życia, ponieważ Niemcy nie pozwalali zamieszkiwac Zydom w domach przyległych do muru.

Początkowo było tam ustawionych kilkanaście różnych stoisk. Po kilku tygodniach funkcjonowania, kiedy przestały już być atrakcją, wszyskie stoiska wywieziono, a została tylko ta nieszczęsna Karuzela. Tamtego dnia bawiło się na niej kilkunastu chłopców w moim wieku. Nie była uruchamiana zbyt często.Pamiętam, że trzeba było czekac na skompletowanie amatorów jazdy.

Karuzela staneła natychmiast po pierwszych wybuchach. Potem, gdy było słychac także i strzały, stało sie jasne, że zaczyna sie coś poważnego Właściciel, albo tylko pracownik jednoosobowo obsługujący karuzelę przeganiał nas do domów. Czynił to kilkakrotnie, ale nieskutecznie, bo po odłączeniu grubego kabla zasilającego, zajęty był głównie rozmontowywaniem mechanizmu napędowego. A to też budziło moje największe zainteresowanie. Bo przecież strzały nie byly w Warszawie czymś nadzwyczajnym. Dopóki pod murem nie zaczęło się coś dziać. A chociaż działo się niewiele, to jednak dla wszystkich było jasne, że zaczyna się coś naprawdę poważnego. A potem zapadł zmrok i wszyscy rozeszliśmy się do domów. Po kilku dniach Karuzela została wywieziona.

Czytając wiersz Miłosza, ogladając film Wajdy, czytając wypowiedzi prof. Tycha i jemu podobnych, nie mamy wątpliwości, że sugerują oni, iż bez względu na krwawą rzeź w Getcie, Polacy wesoło się bawili na „Karuzeli”, że salvy za murem głuszyła „skoczna muzyka”.

Oświadczam wszystkim, że jest to wierutnym kłamstwem. Wyjątkowo podłym kłamstwem. Jak i wiele innych, podobnych oskarżeń.

No więc kiedy i kto ma zacząc te „solidne badania” ? Uplynęło już tyle lat i nikt ich nie prowadzi! Oczywiście, „propagandą nie dojdziemy do prawdy”. Ale przecież ci co ją uprawiają nie są zainteresowani w jej poszukiwaniu. Nie bądźmy naiwni!

Z drugiej strony, czy byłoby to takie trudne? Napewno żyje jeszcze kilku świadków tego zdarzenia. Jeszcze, ale już pewnie niedługo. Natomiast ja nigdy nie słyszałem żeby ktoś był tym zainteresowany. A może prof Tych chciałby dodać coś bardziej konkretnego? Podobno był tam i wszystko widział!

Napewno pamięta więc parę szczegółów, z tego co się tam wtedy działo, a których ja nigdy nie zapomniałem. Uczyniłoby go to bardziej wiarygodnym. No więc prosze, co bardzo chrakterystycznego zdarzyło się wtedy bezpośrednio pod murem koło karuzeli? Serdecznie zapraszam do konfrontacji z moją wersją zdarzeń.

A czy Pan Wajda mogłby wyjaśnić co go skłoniło do pokazania w swoim filmie czegoś, co nie było nigdy faktem?

A co do Miłosza, to myśle, że gdyby pisał w swoim ojczystym języku, to jego patologiczna wprost niechęć do Polaków byłaby w pewnym sensie trochę bardziej usprawiedliwiona. A ja wtedy byłbym nawet skłonny dorzucić naszym sąsiadom, …do Wilna, jego nagrodę Nobla.

Kazimierz Panek
dres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
<!–
document.write( ‘</’ );
document.write( ’span>’ );
//–>

Czesi gegen Traktat

(iskry.pl)

Czeski senat zaskarżył Traktat Lizboński w Trybunale Konstytucyjnym. Decyzja oznacza, że ratyfikacja dokumentu przedłuży się co najmniej do jesieni. Niektórzy politolodzy sugerują, że Czesi nie zdążą z ratyfikacją w tym roku.

Liderzy prawicowej, koalicyjnej Obywatelskiej Partii Demokratycznej, która dysponuje większością w senacie postanowili sprawdzić, czy założenia Traktatu są zgodne z czeską ustawą zasadniczą. Po burzliwej 5-godzinnej debacie za przesłaniem Traktatu do Trybunału Konstytucyjnego w Brnie głosowało 48 z 70 senatorów. Premier Mirek Topolanek powiedział, że ma wiele zastrzeżeń, zwłaszcza do Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Aleksander Vondra wicepremier do spraw europejskiej integracji dostrzegł aż 50 niezgodności między założeniami Traktatu Lizbońskiego a czeską konstytucją.
Niższa Izba czeskiego parlamentu rozpoczęła ratyfikację 20 marca. Traktat przeszedł w pierwszym czytaniu i został przesłany do parlamentarnych komisji. Stanowisko senatu opóżni proces ratyfikacji o wiele miesięcy. Na orzeczenia Trybunału czeka się bowiem bardzo długo. Ratyfikacji przeciwny jest również prezydent Vaclav Klaus, który uważa Traktat za “nieudolny projekt konstytucji europejskiej”. Klaus zastrzegł jednak, że będzie respektował wolę czeskich deputowanych, a co za tym idzie - decyzję Trybunału.

Pobudka Narodu ?

(iskry.pl)

Polacy dają robić z siebie idiotów. Zachłysnąwszy się Unią Europejską, nie rozumieją, że dzień po dniu i rok po roku kradnie się im niepodległość. A wszystko dlatego, że przegrywamy bitwę o pamięć.

Z tego samego powodu Polacy nie pojmują też, co dzieje się dookoła nich i dookoła ich kraju. Można powiedzieć, że za brak pamięci historia mści się na Polakach, zgodnie z przekonaniem Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, że: “ustrój oparty na kłamstwie zemści się na rzeczywistości, która go pokonała”.

Herling prawidłowo antycypował przyszłość. Trafił. Oto inne jego spostrzeżenie godne odnotowania: “Jako żołnierz byłem świadkiem upadku faszyzmu we Włoszech. Granica między upadającym reżimem a wprowadzanym ustrojem demokratycznym była bardzo wyraźna. Ludzie odczuli zmianę.

Było to potrzebne między innymi dlatego, żeby przywrócić poczucie rządów prawa i faktu, że kartka wyborcza, o której mówiliśmy, ma swoją wartość. Tymczasem w Polsce urządzono coś na kształt wyborów w Wielkiej Brytanii, gdzie dla podstaw ustrojowych państwa nie ma znaczenia, czy przegrali laburzyści, a wygrali konserwatyści, czy odwrotnie. Jednak Polska w 1989 roku nie była normalnym krajem, jak wszyscy wiemy”.

W samej rzeczy: Polska normalnym krajem nie była, a dziś przypomina miejsce, w którym pokłady łajna przesłaniają świat do tego stopnia, że wielu z nas zapomina, jak ten świat naprawdę powinien wyglądać. A to, gdyż Polakom wpojono zasadę, że o statusie społecznym i pozycji zawodowej decyduje służalczość, serwilizm i kumoterstwo, owinięte celofanem korupcji. W efekcie zwyrodniałe elity uzależniły od siebie niemal wszystkie instytucje państwowe, obsadzając równie zdegenerowanymi etycznie “swojakami” co tylko można.

Radykalna zmiana psychopatycznej sytuacji jest oczywiście możliwa, ale najpierw Polacy powinni poznać prawdę o sobie i swojej przeszłości. To pierwsze, konieczne i dla uzdrowienia sytuacji niezbędne. Rzecz jednak w tym, że równorzędnie przydałoby się raz na zawsze rozstrzygnąć spór dotyczący odpowiedzi na podstawowe pytanie, mianowicie czy ludzie wyrośli z bagna PRL-u bądź ukształtowani rozwiązaniami wówczas narzuconymi, a wdrażanymi w Trzeciej Rzeczypospolitej, mają moralne prawo sprawować władzę w “demokratycznym państwie prawa”, czy też dla suwerennej Polski ich rządy są rozwiązaniem szkodliwym z samej definicji.

Innymi słowy, czy ludzie uwikłani w PRL-owską przeszłość powinni w wolnej Polsce pełnić funkcje posłów, polityków, ministrów, szefów rządu, ambasadorów, prezesów państwowych firm, członków zarządów czy rad nadzorczych spółek skarbu państwa, wreszcie urzędników państwowych czy samorządowych dowolnego szczebla? Czy nie ucierpi na tym wiarygodność państwa i czy taką Polskę możemy uznawać za kraj wolny i niezależny, zdolny do kompetentnego wywiązywania się ze swoich obowiązków wobec obywateli?

Wedle mojej oceny, są to pytania retoryczne. Ponieważ jednak daliśmy sobie wmówić, że pamięć o przeszłości to rodzaj zbędnego balastu, niezwykle trudno kształtować polską teraźniejszość w duchu polskiej racji stanu i polskiego interesu narodowego. Bez odkłamania przeszłości wydaje się to wręcz niemożliwe.

Trudniej o to tym bardziej, gdy ludzie, którzy zasłużyli na jednoznacznie negatywny osąd, wychowali sobie następców, a ci z kolei nie dbają o przeszłość i prawdę, gdyż jedno i drugie definiują. Po swojemu i zgodnie ze swoim partykularnym interesem.

Opracowany w maju 1992 roku dla premiera Jana Olszewskiego “Raport o bezpieczeństwie” zawiera dwa znamienne zdania: “Skuteczna próba odejścia od komunizmu w pierwszej kolejności musi oznaczać ujawnienie i przecięcie stworzonych przez poprzedni system niejawnych powiązań wewnątrz społeczeństwa, jak i w relacjach Polski ze światem zewnętrznym. Jest to bezwzględnie konieczny warunek utrzymania pełnej niepodległości kraju oraz powodzenia programu przekształceń ustrojowych”.

Słowa aktualne wtedy i dziś, po szesnastu latach. I nawet zasadnicze pytanie brzmi tak samo: kiedy ów zamysł powiedzie się Polakom? Albo inaczej: kiedy przebudzi się Naród?

***


Kraj poważny to taki, który dba o własne interesy. Tak twierdzi Stanisław Michalkiewicz i nie ma potrzeby z osądem tym polemizować. W istocie jednak oznacza to, że Polska, mało, że nie zalicza się do kategorii państw poważnych, ale że jest krajem nadzwyczaj, powiedziałbym, krotochwilnym. A to, gdyż Polacy swoich interesów nie tylko nie potrafią bronić, ale nie umieją ich nawet między sobą określić, nazwać i uzgodnić.

Warto wiedzieć, z czego to wynika, powtórzę więc: z tego, że przegrywamy bitwę o pamięć. Że Polacy pozwalają robić z siebie idiotów. Że zachłysnąwszy się Unią Europejską, nie rozumieją, że dzień po dniu i rok po roku kradnie się im niepodległość. Co prowadzi między innymi do sytuacji, w jakiej kaci Polaków nie muszą obawiać się polskiego prawa, ponieważ prawo to interpretują przyjaciele katów.

…Ale o tych ludzkich insektach to już może za tydzień.

Krzysztof Ligęza Wrocław
felieton pochodzi z tygodnika “Goniec” ukazującego się w Toronto

Narodowy socjalizm w Eurokolchozie …

(iskry.pl)

Jak pokazały wszystkie powojenne lata, zwłaszcza zaś trzy minione dekady, aby rządzić skutecznie, trzeba to czynić z ukrycia, a rządzeni muszą być przekonani, że prawdziwe szczęście polega na zaspokajaniu pobudek i instynktów.

Propozycja narodowego socjalizmu nadawała się do tego, by wepchnąć ją światu przez gardło, jednak zawiodło “opakowanie”.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, kiedy Berlin znowu staje się europejskim centrum kulturowym, prężniejszy od Paryża czy Londynu, a Niemcy zajmują w Europie “należne miejsce”.

Hitler miał duże szanse sprzedać projekt narodowego socjalizmu - wszak reformy gospodarcze Rzeszy były przedmiotem wielu zachwytów w Kanadzie, USA i Wielkiej Brytanii - opieka nad pracownikiem, mobilizacja społeczna, Volkswagen i osławione Autobahny niektórych rozpalały do zieloności.

Sam narodowy socjalizm, choć śmierdział socjaldemokratom i bolszewikom, był bliski koncepcji etatystycznych obecnych we wszystkich krajach kontynentu i w każdym z nich mógł jednoczyć drobnych przedsiębiorców i sklepikarzy.

Hitlerowcy nie potrafili tego wszystkiego sprzedać w jednej pigule łatwej do przełknięcia, nie nauczyli się wyższej sztuki propagandy, w której zmanipulowany człowiek przyjmuje daną ideę nie dlatego, że ktoś mu ją siłą narzuca, lecz dlatego, że “w naturalny sposób” wynika ona z jego własnych “przekonań”; przyjmuje ją dlatego, że wszyscy tak myślą i mówią; dlatego, że każdy inny przeciwstawny pogląd czy idea jest “po prostu głupi” i “nieracjonalny”.

Hitlerowcy usiłowali zastraszyć i złamać ludzi, ponieważ nie wiedzieli, że o wiele lepszym niewolnikiem jest człowiek, który ma złudzenie wolności, który trzyma ręce na kierownicy, nie zdając sobie sprawy z tego, że to tylko atrapa do kręcenia.

Gdyby opakować narodowy socjalizm we współczesny “pijar”, założę się o stówę, że dzisiaj wszyscy chodzilibyśmy w brunatnych mundurkach. Hitlerowcom zabrakło rozumu, nawet w tak delikatnych i znaczących dla nich sprawach, jak tzw. kwestia żydowska. Zamiast zabijać i rabować mienie europejskich Żydów, trzeba było - chcąc osiągnąć deklarowane przez “nazi” cele - Żydów opodatkować, a następnie wesprzeć za te pieniądze i sfinansować silny europejski ruch syjonistyczny, popierając i ułatwiając na wszelkie sposoby exodus do brytyjskiej Palestyny. Potem należało działać na rzecz powołania państwa żydowskiego i zawarcia przez to państwo sojuszu wojskowego z Rzeszą.

We współczesnym świecie naga siła osiąga coraz mniej, ludzi nie można zamknąć na całe pokolenia do obozów koncentracyjnych, ponieważ nawet ich strażnikom już w drugim pokoleniu znudzi się to niewdzięczne zajęcie. Prawdziwa władza i długofalowe panowanie muszą posługiwać się dyskretnymi mechanizmami kontroli.

Paradoksalnie, hitlerowcy w swej taktyce byli zacofanymi troglodytami, mamutami, ludźmi, którzy z powodu braku wykształcenia, lub też ideologicznego uniesienia quasi-religijnego nie potrafili dostrzec prawdziwych sznurków władzy, którzy założyli, że kasta panów może sobie pozwolić, aby na każdym kroku drażnić i epatować “masy” swymi “cnotami”.

Jak pokazały wszystkie powojenne lata, zwłaszcza zaś trzy minione dekady, aby rządzić skutecznie, trzeba to czynić z ukrycia, a rządzeni muszą być przekonani, że prawdziwe szczęście polega na zaspokajaniu pobudek i instynktów.

Dorobiliśmy się dzisiaj “szczęścia w zniewoleniu”; świata, w którym prawdziwi pasterze nie uczestniczą w widowiskach światło i dźwięk - tam grają tylko ich marionetki.

Współczesna pozycja Niemców pokazuje, że potrafili oni wyciągnąć wnioski po sromotnej katastrofie, w jaką Hitler wciągnął naród i państwo, dzisiaj niemieckie cele, które miały być osiągnięte przez militarne krucjaty, są skutecznie realizowane przez zręczne manipulowanie wpływami i pieniądzem.

Hitler i jego koleżkowie okazali się głupimi Niemcami. Szczęśliwie dla Niemców ich głupota nie jest dziedziczna.

***


Wielkie święto w Krakowie, oto w Wyższej Szkole Europejskiej ruszyła w minioną niedzielę podyplomowa Szkoła Liderów Politycznych, gdzie za 6,5 tys. zł można “nauczyć się, jak być politykiem”. W szkole wykładają takie tuzy, jak: Marcinkiewicz, Bielan, Gowin, Rokita.

Czego będą uczyć? Odpowiedź jest bardzo ciekawa, jeśli posłucha się, co o polityce sądzi były nauczyciel fizyki Kazimierz Marcinkiewicz: “polityk to ogrodnik, który dba o to, by rośliny w jego ogrodzie mogły się rozwijać”, polityka zaś polega na regulowaniu procesów gospodarki i procesów społecznych.

Zapomnij, drogi rodaku, o tym, że polityka czy demokracja ma coś wspólnego z przedstawicielstwem, reprezentacją, z tym, żeby po prostu mówić do sąsiada, który ma trochę oleju w głowie, słuchać Franek jedź i walcz tam w stolicy o nasze.

Gdzie tam!

Krakowska szkoła polityków ma wyhodować społecznych “administratorów”, którzy w imieniu eurokołchozu będą wiedzieli jak uprawiać polską działkę i czym podlewać polskie roślinki.

To aż szokujące, że taki człowiek jak Marcinkiewicz mówi o tym wprost i bez ogródek. A zatem wybijcie sobie, drodzy Polacy, demokratyczne mrzonki z głowy, my tu o was zadbamy, żebyście mogli się rozwijać, no bo przecież wiemy, czego wam trzeba i jak będzie lepiej.

“Chcemy przyłożyć rękę do powstania nowej klasy, nowego pokolenia polityków w Polsce. Takiego pokolenia, które będzie umiało uprawiać politykę w sposób profesjonalny i skuteczny”, wtórował Marcinkiewiczowi Jarosław Gowin.

Modlę się szczerze, aby ten projekt się nie powiódł i aby Polacy nie dali sobie odebrać przestrzeni społecznej takim właśnie macherom.

Andrzej Kumor
Mississauga
źródło: Tygodnik “Goniec” Toronto

Cud ProLife

(Nasz Dziennik)

Obrońcy życia z Nowego Jorku mają powody do radości. Dzięki ich staraniom udało się doprowadzić do zamknięcia kliniki aborcyjnej odpowiedzialnej za pozbawienie życia niezliczonej liczby dzieci poczętych. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale dokonali tego wyłącznie za pomocą modlitwy.

Aktywiści ruchu pro-life o nazwie 40 Dni dla Życia (40 Days for Life) przerwali proceder, jaki odbywał się w tym miejscu już od wielu lat. - Nasze nieustające modlitwy zostały wysłuchane - powiedział dyrektor tej ogólnokrajowej kampanii David Bereit.
Klinika w East Eckerson w Nowym Jorku jest jedną z ponad 50 w całym kraju, które obejmie tzw. program 40 Dni dla Życia. Na program ten składają się czuwania modlitewne przy największych ośrodkach aborcyjnych. Codziennie przez 40 dni tegorocznej wiosny obrońcy życia będą modlić się w pobliżu takich klinik - donosi portal LifeSite.net. - Moja rodzina i ja uczestniczyliśmy w czuwaniach przy tej zamkniętej już klinice pewnej śnieżnej nocy - powiedział Bereit. - Zrobiliśmy wówczas zdjęcia młodego chłopaka noszącego transparent z napisem: “Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych” - dodał. Przypadek nowojorskiej klinki obrazuje, że modlitewne wysiłki obrońców życia przynoszą wymierne skutki. Wszyscy komentatorzy zgodnie nazywają fakt zamknięcia aborcyjnego ośrodka ich ogromnym sukcesem. Sami organizatorzy akcji mówią, że cieszą się, iż ich skromne działania mogą przyczynić się do pokojowego zamykania klinik, w których zabija się poczęte dzieci.
Należy jednak otwarcie przyznać, że efekty modlitw wcale nie są takie skromne. Dzięki kolejnym czuwaniom udało się doprowadzić do czasowego wstrzymania przeprowadzania aborcji w dwóch kolejnych ośrodkach w Nebrasce i Iowa. Obrońcy życia mają nadzieję, że dojdzie do definitywnego ich zamknięcia.
ŁS

Zydzi a Mein Kampf

(prawy.pl)

Centralna Rada Żydów niespodziewanie poparła plany wydania “Mein Kampf”

Centralna Rada Żydów w Niemczech niespodziewanie poparła plany wydania opatrzonej komentarzem książki Adolfa Hitlera “Mein Kampf”. Tym samym Rada przyłączyła się do opinii części naukowców, którzy zaproponowali ostatnio wznowienie najważniejszego dzieła ideologii nazistowskiej.
Sekretarz generalny Rady, Stephan Kramer, powiedział, że opowiada się za publikacją, która zawierać będzie komentarze historyków. Będą one informować czytelnika, gdzie Hitler pisał nieprawdę i jakie konsekwencje miały jego teorie. Kramer dodał, że Rada Żydów gotowa byłaby współuczestniczyć w przygotowaniu takiego komentarza.

Podobne rozwiązanie zaproponowało ostatnio grono naukowców związanych z Instytutem Historii Współczesnej w Monachium. Zdaniem profesora Dietera Pohla z Instytutu, wydanie odpowiednio skomentowanego “Mein Kampf” służyłoby prawdzie historycznej.

Pohl wskazał ponadto na fakt, że w 2015 roku wygasną prawa autorskie do książki, których właścicielem jest obecnie ministerstwo finansów Bawarii. Wówczas na pewno znajdzie się wielu wydawców dzieła Hitlera, którzy - jak przestrzega naukowiec - nie zadadzą sobie trudu prostowania jego kłamstw.

Ministerstwo jak dotąd konsekwentnie odmawia prawa do publikacji “Mein Kampf” zarówno wydawcom niemieckim, jak i zagranicznym. W latach 2005 - 2007 także w Polsce toczył się proces o naruszenie praw autorskich, który rząd Bawarii wytoczył polskiemu wydawcy “Mein Kampf”.

IAR/GJ

Militio pro Christo

(prawy.pl)

“Bojowanie o Chrystusa orężem miłości i prawdy nigdy nie jest skończone”

W katedrze oliwskiej w Gdańsku trwa uroczysty ingres nowego metropolity gdańskiego. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź powiedział w homilii, że będzie kontynuował swoją posługę zgodnie z dotychczasową charyzmą “Militio pro Christo” - “Walczę dla Chrystusa”.
Jednocześnie arcybiskup przyznał, że nie spodziewał się tak szybkiego zakończenia swojej pracy w diecezji praskiej w Warszawie.

Nowy metropolita gdański powiedział, że w czasie, gdy pełnił funkcję ordynariusza polowego i metropolity praskiego, dużą wagę przykładał do walki o należyte miejsce dla Chrystusa. Przypomniał, że mimo odzyskania niepodległości Kościół zmagał się o możliwość nauki religii w szkole oraz obecność w życiu publicznym.

Arcybiskup Głódź zwrócił uwagę, że walka o Chrystusa nigdy się nie kończy i w nowym miejscu posługi ma zamiar kontynuować swoje dzieło. “Bojowanie o Chrystusa orężem miłości i prawdy nigdy nie jest skończone” - powiedział arcybiskup Głódź.

Arcybiskup powiedział między innymi, że Kościół ma prawo krytykować odwrót współczesnej Europy od chrześcijańskich korzeni.

Sławoj Leszek Głódź przypomniał, że spędził wiele lat w służbie Stolicy Apostolskiej i zdążył bardzo dobrze poznać problemy współczesnej Europy. Puste kościoły, ustawodawstwo, które stoi w konflikcie z Dekalogiem oraz szacunkiem dla ludzkiego życia - to zdaniem arcybiskupa problemy, z którymi musi się zmierzyć także polski Kościół.

Metropolita gdański uważa, że Kościół ma prawo diagnozować zagrożenia i modlić się o powrót Europy do korzeni. Arcybiskup przypomniał wizytę Jana Pawła II nad polskim morzem i jego ostrzeżenie przed zachłyśnięciem się wolnością, które skierował wówczas do młodych ludzi.

IAR/GJ

Film Popieluszko

(Nasz Dziennik)


Na placu Zamkowym w Warszawie kręcone były wczoraj ostatnie zdjęcia do filmu “Popiełuszko” w reżyserii Rafała Wieczyńskiego. Ma on ukazać życie i posługę duszpasterską księdza Jerzego Popiełuszki.

W efektowny sposób zostały odtworzone wczoraj wydarzenia z 3 maja 1982 roku, kiedy po Mszy Świętej w katedrze św. Jana tłumy warszawiaków wyszły na ulice, aby protestować przeciwko władzom PRL. Demonstracja ta została brutalnie stłumiona przez oddziały Milicji Obywatelskiej,